Nalewki zalet wszelkich

Rafał Kerger
opublikowano: 04-02-2008, 00:00

Kiedyś szefował klubowi Hybrydy. Był muzycznym dziennikarzem „Sztandaru Młodych”. Ma 59 lat i sprzedaje nalewki. Staropolskie.

Po minięciu w podwarszawskich Łomiankach domów Doroty Dody Rabczewskiej i Ireny Szewińskiej tylko człowiek wielkiej wiary może się spodziewać jeszcze czegoś ciekawszego. Manufaktura i dom Karola Majewskiego oraz jego rodziny z pozoru wyglądają zwyczajnie. Żadnych drogowskazów, żadnych szyldów czy billboardów.

Karol Majewski, właściciel, wyszedł przed furtkę, żebym przypadkiem nie zabłądził.

— Zapraszam do ogrodu — usłyszałem.

Protoplastą być

W ogrodzie show. Smak na smaku. Gąsior na gąsiorze. Opatrzone wielkimi korkami. Każde naczynie skrupulatnie znaczone farbą przez fiskusa, bo ogród to także skład podatkowy Karola Majewskiego, producenta alkoholu. Nalewki Staropolskie z Łomianek leżakują w gąsiorach dwa lata i dłużej. Rozsmakowuje się w nich cały świat. 90 proc. dzisiejszych zapasów Majewscy sprzedali na pniu do Francji, Niemiec, Szwajcarii, Japonii czy Stanów Zjednoczonych.

— Moja mama robiła świetne nalewki. Szczególnie pomagały nam one — wspólnie z przyjaciółmi — rozładowywać napięcie w stanie wojennym, gdy o alkohol było dość trudno. Od niej przejąłem receptury. Część wymyśliłem sam — zaczyna opowieść Karol Majewski.

Magister dziennikarz, z dyplomem mistrzowskim ciastkarza i cukiernika.

Poważnie do produkcji nalewek Karol Majewski wziął się jakieś sześć-siedem lat temu. Kiedy się okazało, że biznes, z którego dotąd się utrzymywał, przestał przynosić takie dochody jak wcześniej.

W latach 80. Majewski szefował radzie programowo-artystycznej klubu Hybrydy w Warszawie. Po zorganizowaniu tam dni Krzysztofa Komedy, Johna Coltrane’a, Milesa Davisa czy Johna Lennona w 1990 r. założył firmę fonograficzną Green Star. Do dziś jest współwłaścicielem praw autorskich 600 najsłynniejszych utworów disco polo takich tuzów tej muzyki, jak: Boys, Milano, Akcent, Classic czy Kolor.

— Trzy lata trwało kompletowanie pozwoleń i dokumentów do uruchomienia produkcji naszych nalewek. Przecierałem szlak w branży opowiada Karol Majewski.

Ustawodawca ogrodową manufakturę traktuje jak zwykły Polmos. Nawet akcyzę Majewski płaci taką jak duże firmy, czyli prawie 5 tys. zł za 100 litrów spirytusu. Druki wypełnia jak dla win. Bo coś takiego jak nalewka nie bardzo w ustawach funkcjonuje.

Cytryny z wosku

Firma stworzona przez Karola Majewskiego jest typowo rodzinna. W lecie, gdy w Łomiankach przetwarzają największą ilość owoców (bo świeże), pracuje najwięcej osób — około dziesięciu. Na co dzień dyrektorem sprzedaży Nalewek Staropolskich jest Anna Majewska, żona pomysłodawcy. Przy sprawianiu owoców dorabiają też młodsze dzieci Majewskich, córki Ksenia i Sonia.

— Z owocami jest najwięcej zachodu. Bardzo się staramy o wyselekcjonowane odmiany wiśni, śliwek, cytryn, itd. Ostatnio — na specjalne zamówienie — sprowadziliśmy nawet niezwykle soczysty gatunek imbiru — z Brazylii. O, proszę zobaczyć — Karol Majewski rozłamuje korzeń przypominający ziemniak i pociera nim o rękę. Strugi soku zostają mu na dłoni.

Nalewki produkowane są metodą domową i całkowicie ręcznie (nawet sok z owoców jest tak wyciskany z pomocą prasy). Początkowo trunek dojrzewa w gąsiorach na słońcu, Wydobywa ono z owoców cały bukiet aromatów. Następnie, przez co najmniej kilkanaście miesięcy, leżakuje w głębokiej piwnicy domu Majewskich, do której — by ułatwić transport naczyń — zjeżdża się z ogrodu windą.

Rodzina nie używa konserwantów, ulepszaczy smakowych, barwników czy jakichkolwiek innych środków chemicznych. No, może oprócz mydła, którym Majewscy czyszczą z wosku cytrusy. Cytryny na przykład często trafiają do Polski spryskane woskową mgiełką — by wytrzymały długi rejs.

Smak nalewek wzbogacają aromatycznymi przyprawami, takimi jak: świeże owoce jałowca, rodzynki, wanilia, cynamon w laskach, migdały, goździki, plastry miodu, skórka pomarańczowa i cytrynowa, świeży imbir, kora dębu, wnętrza skorupek orzechów włoskich czy świeże pędy sosen.

Oscypek i oni

Biznes nalewkowy to zawody dla wytrwałych. Karol Majewski przyznaje, że może handlować tylko z tymi, którzy są cierpliwi. Nie ma nic na już — nie można przyśpieszyć. Nalewki leżakować muszą, bo inaczej nie będą dobre.

— Często odmawiam kontrahentom. Chcą kupić tysiąc butelek, a ja mogę im zaproponować tylko pięćset. Bo na przykład w danym momencie tylko tyle mam gotowych i jeszcze niesprzedanych. Na kolejne pięćset muszą czekać rok — mówi Majewski.

Czy może zwiększyć produkcję, by nie mieć takich kłopotów?

— Mogę, tylko że potrzebowałbym sporego kredytu, a banki nie chcą kredytować mojej działalności. Nic dla nich nie znaczy, że mam setki tysięcy złotych w gąsiorach, które upłynnię za dwa lata, i niemal dwa miliony złotych obrotu rocznie — narzeka Karol Majewski.

Realizację największych kontraktów jego firma kredytuje z pomocą przyjaciół.

— Idą też na to wszystkie zyski — rzuca właściciel Nalewek Staropolskich, tym razem pokazując wielką i długą na cztery metry łychę, wystruganą z jednego kawałka drewna. Kiedy przychodzi pora, wchodzi na podest i używa jej do mieszania nalewek w wielkim zbiorniku. Z niego trafiają do gąsiorów.

Na brak zamówień Majewscy nie narzekają. Rozsławić ich produkty pomogły im przede wszystkim dwa wydarzenia.

Rekomendację kilku ich trunkom, m.in. nalewkom: „Wiśniowej tradycyjnej” i „Czterem Porom Roku” (z dodatkiem mleka) — wystawiła niezwykle ceniona na świecie organizacja Slow Food, która działa na rzecz ochrony tradycyjnych produktów spożywczych i ich wytwórców (w Polsce zaczęła od oscypków).

— To otwiera wiele drzwi. Na przykład na ekskluzywne światowe targi Slow Food i budzi respekt wśród hurtowników — kwituje Karol Majewski.

Aromat wyrasowany

Anna Majewska wspomina ich liczne spotkania z kontrahentami ze Szwajcarii i Francji w 2006 r. Od tego czasu w katalogach znanych tamtejszych hurtowni kategorii premium jest osobny dział — nalewki z Polski. Obok koniaków, whisky i win.

— Przyjeżdżali do nas. Zwiedzali ogród i zachwycali się naszym tradycyjnym sposobem produkcji. Wśród gości trafił się niezwykły fachowiec, jeden z najlepszych enologów szwajcarskich Dominik Fornage, który jest głównym oceniającym wina przedstawiane na aukcje w słynnym domu Christie’s. Zaprzyjaźniliśmy się i Dominik przygotował recenzje blisko 20 naszych nalewek — wspomina Anna Majewska.

„Barwa ciemnoczerwona z odcieniami czerni. Aromat Porto bardzo czysty i wyrasowany. Wszelkie zalety wielkiego likieru skoncentrowanego, którego cukier jest doskonale połączony z miąższem owocu” — napisał Dominik Fornage o nalewce z Łomianek.

To „Wiśniowa tradycyjna”, lepsza od imbirowej, równie dobra co śliwkowo-wiśniowa. Próbowałem, ale tak kwieciście jej smaku nie potrafiłbym przelać na papier. Nos i smak nie ten. Po prostu. n

Duma Anglii dumą Francji

Dom aukcyjny Christie’s w Londynie założył w 1766 r. James Christie. Na jego aukcjach znalazły się dzieła i przedmioty osobiste m.in. Rembrandta, Napoleona, Marilyn Monroe, Leonarda da Vinci, Pabla Picassa czy Diany, księżnej Walii. Instytucja ma oddziały m.in. w Bangkoku, Nowym Jorku, Los Angeles i w Paryżu. Christie’s wypłynął, bo wykorzystał sytuację międzynarodową. Londyn w II poł. XVIII w. stał się centrum światowego handlu ze względu na trudną sytuację Paryża po rewolucji francuskiej. Christie’s była spółką publiczną, obecną na londyńskiej giełdzie od 1973 r. do 1999 r., kiedy to przejął ją Francuz Francois Pinault. Jest największym domem aukcyjnym na świecie, wyprzedzając odwiecznego rywala Sotheby’s.

Przeciw macdonaldyzacji

Slow Ford skupia osoby zainteresowane ochroną tradycyjnej kuchni. Założył ją w 1986 r. Carlo Petrini we Włoszech w proteście przeciw fast foodom. Zrzesza ponad 80 tys. członków z 50 krajów. Produkty, m.in. bryndzę, oscypki, miody pitne, wędzone ryby czy wędliny, spełniające jej normy wytwarza około 40 rodzinnych firm polskich.

Turniej kopalnią wiedzy

Co roku 5 maja w Jakubowicach i 15 września w Kazimierzu Dolnym odbywa się Ogólnopolski Turniej Nalewek Kresowych. Można tam się dowiedzieć, że spotykane często w sklepach napoje z nalewkami wspólną mają tylko nazwę. Obecnie mówi się o zastrzeżeniu nazwy nalewka dla tradycyjnych trunków, jak stało się z nazwą szampan we Francji.

Od Hipokratesa się zaczęło

Nalewkami nazywa się alkoholowe wyciągi z owoców, korzeni, kwiatów lub ziół (bądź mieszaniny składników), zazwyczaj o 40-45-procentowej zawartości alkoholu. Bardzo rzadko można podać dokładne proporcje składników, lecz istnieje ogólna zasada wyrobu mówiąca, że naczynie wypełnia się do trzech czwartych wysokości owocami i wlewa tyle alkoholu, żeby je dokładnie przykrył. Po 6 tygodniach maceracji zlewa się nalew do szczelnych naczyń, a owoce zalewa się syropem lub zasypuje cukrem. Pierwszą nalewkę sporządził ojciec medycyny Hipokrates. Do nalewek należą: ratafia, dereniówka, jeżynówka, morelówka, wiśniówka, krambambula, imbirówka, wrzosówka („miód z prądem”) czy kukułka.

Rafał Kerger

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu