Nasz najdroższy klient

Martyna Mroczek
18-12-2007, 00:00

Bogatym banki gotowe są przychylić nieba. Ma być luksusowo i wygodnie. A przede wszystkim zyskownie.

Wielu zamożniejszych rodaków nie zadowala zwykła obsługa w banku. Potrzebują czegoś „ekstra”.

— W bankowości prywatnej najważniejsze są dwie sprawy: po pierwsze, długofalowe doradztwo, bez nastawienia na krótkoterminowe zyski, po drugie — globalny zasięg. Dla zamożnych nie istnieją dziś granice w inwestowaniu i równie dobrze mogą być obsługiwani przez bank w Szwajcarii, Niemczech czy Polsce. Dlatego ważne jest, aby bankowość prywatna dawała swobodny dostęp do zagranicznych rynków — uważa Dariusz Korczakowski, właściciel serwisu privatebanking.pl.

Jednym z najważniejszych elementów bankowości prywatnej jest tzw. otwarta architektura.

— Dzięki otwartej architekturze produktowej w ramach bankowości prywatnej klient otrzymuje dostęp do wszelkich form inwestowania w kraju i zagranicą. Coraz więcej banków jest gotowych tworzyć produkty na życzenie pojedynczych klientów — zaznacza Małgorzata Dłubak z BPH.

— Każdy klient, niezależnie od poziomu zaangażowania finansowego, może liczyć na obsługę ze strony indywidualnego private bankera oraz doradców w zakresie inwestycji, podatków i nieruchomości. Ich zadaniem jest pomoc klientowi w stworzeniu wieloletniego planu finansowego — dodaje Joanna Fatek z Noble Bank, pierwszego w Polsce banku wyspecjalizowanego w usługach private bankingu.

Co dla kogo

Jakiego klienta zaprasza się do segmentu private banking? Z reguły takiego, co ma w banku od 100 do 500 tys. zł zgromadzonych aktywów. Ale te kryteria traktowane są dość elastycznie. Na przykład w Deutsche Bank PBC próg to 500 tys. zł, ale zdarza się, że klientami private bankingu zostają osoby „warte” jedynie 100 tys zł.

— Należy pamiętać, że dość często zamożni klienci inwestują wolne środki korzystając z usług kilku instytucji jednocześnie. Dlatego czasami obniżamy poziom aktywów, od którego oferujemy usługi private bankingu — tłumaczy Leszek Niemycki, wiceprezes Deutsche Bank PBC.

Banki wykazują się sporą pomysłowością, jeśli chodzi o produkty dla klientów private bankingu. Proponują fundusze inwestycyjne, produkty strukturyzowane bazujące na różnych indeksach, surowcach czy opcjach, lokaty łączące bezpieczeństwo z zyskiem, organizują emisje strukturyzowanych obligacji i transakcje walutowe. Starają się też przyciągnąć klientów „bonusowymi” usługami.

Bogaci i bogatsi

— Ludzi naprawdę zamożnych nie satysfakcjonuje już zwyczajna bankowość. To często osoby doświadczone w biznesie, dysponujące dużym majątkiem. Dla nich stworzyliśmy w tym roku specjalną część bankowości prywatnej — wealth management. To nie tylko usługi finansowe i licencjonowane zarządzanie aktywami, lecz także doradztwo z zakresu rozwiązań podatkowych, spadkowych, prawnych. Niemal wszystko, czego potrzebuje osoba bogata i zaradna — mówi Daniel Ścigała, dyrektor private banking w BRE Banku.

Także Citi Handlowy, Millennium, Deutsche Bank PBC, Fortis i BPH wydzielają z bankowości prywatnej dział dla jeszcze bogatszych. Próg przyjęcia do tej grupy jest wysoki — 2 mln zł aktywów w BRE Banku, 1,5 mln zł w Citi Handlowym, 500 tys. zł w BPH i Fortis. Jednak w Millennium usługi wealth management są dostępne dla wszystkich o dochodach powyżej 12 tys. zł netto miesięcznie lub aktywach powyżej 100 tys. zł, a Deutsche Bank PBC oferuje private wealth management w ramach zagranicznych pionów banku.

Klienci bankowości prywatnej mogą także skorzystać z usług pakietu concierge, bardziej rozbudowanych niż przy zwyczajnych kartach kredytowych. W bankowych opisach concierge można znaleźć niemal wszystko — strefa VIP na lotniskach, rezerwacja samochodu czy biletu na koncert, znalezienie opieki do dziecka, to tylko niektóre z nich. Nawet jeśli klientowi nagle pęknie rura w mieszkaniu, w ramach pakietu concierge zostanie zapewniona usługa hydraulika, który uratuje mieszkanie przed powodzią.

— Doradcy concierge dostępni są przez całą dobę pod specjalnym numerem telefonu, tak żeby w każdej sytuacji pomóc klientowi — tłumaczy Daniel Ścigała z BRE Banku.

Za daną usługę klient płaci już sam, np. kartą kredytową.

Czarna karta

Obecność złotych czy platynowych kart w ofercie bankowości prywatnej jest oczywista — wiadomo, że zamożnym nie dodają już prestiżu. Jednak cztery banki w Polsce oferują karty naprawdę luksusowe. Najczęściej są one po prostu czarne. Jeśli nasz kontrahent płaci za biznesowy lunch taką czarną kartą, to już wiemy, że mamy do czynienia z poważnym człowiekiem. Ponad 100 osób w Polsce ma Mastercard World Signia, wydawaną przez BPH i Pekao. Równie ekskluzywna jest Visa Infinite, dostępna w naszym kraju tylko za pośrednictwem PKO BP, a od przyszłego roku oferowana również przez Noble Bank. BPH oraz BRE oferują tytanową kartę American Express Centurion. Na całym świecie używa jej około 10 tys. osób — w naszym kraju kilkadziesiąt.

Na czym polega wyjątkowość tych kart? Indywidualnie dobierane oprocentowanie i okres bezodsetkowy, globalne programy concierge, zaproszenia na zamknięte imprezy itp. Jednak ich największą zaletą jest ogromny limit — legenda głosi, że kiedyś ktoś kartą Centurion zapłacił za odrzutowiec 30 mln USD. Nie do końca jest jasne, czy to prawda, czy też PR-owy artefakt. Faktem jednak jest, że z całą pewnością można Centurionem zapłacić za standardowego Bentleya.

A wady? Oczywiście cena karty, na którą mogą sobie pozwolić tylko najbogatsi. Bank ustala je indywidualnie dla każdego klienta, ale 4 tys. zł za wydanie to minimum. l

OKIEM

ZAMOŻNYCH

Zabawny paradoks — do bankowości prywatnej mają dostęp ludzie zamożni. Ale zamożni dlatego mają pieniądze, że ogólnie nieźle dają sobie radę w życiu i w interesach. Czy to znaczy, że z prywatnej bankowości nie warto korzystać? Z naszej sondy płynie prosty wniosek: warto móc po nią sięgnąć w razie potrzeby.

Krzysztof Boniecki

prezes zarządu spółki odzysku odpadów Eurobac

Różne banki proponowały mi usługi private banking, ale żaden mnie nie przekonał. Nie mam potrzeby korzystania z produktów inwestycyjnych, bo wszystkie nadwyżki finansowe wypracowane przez firmę inwestuję w kolejne transakcje. W ten sposób pieniądze cały czas dla mnie pracują.

Dyrektor handlowa

w ekskluzywnej firmie odzieżowej

(prosiła o anonimowość)

Zarabiam około 25 tys. zł miesięcznie i konto podstawowe prowadzę w mBanku. Przeniosłam się tam z Pekao, bo był to pierwszy przyjazny dla mnie bank internetowy w Polsce. Z kolei w Citi Handlowym mam platynową kartę kredytową. Jestem ich klientem od początku istnienia Citibanku w Polsce, poza tym robię dużo zakupów za pomocą karty kredytowej, dlatego jestem dla nich znaną i ważną klientką. Ostatnio dostałam propozycję korzystania z bankowości prywatnej, jednak odrzuciłam ofertę, bo nie potrzebuję pomocy w inwestycjach — od lat samodzielnie zarabiam na rynku nieruchomości. Korzystam jednak z innych ułatwień — m.in. gdy potrzebowałam kredytu w wysokości 60 tys. zł, doradca zaprosił mnie na lunch, podczas którego przyznał mi pożyczkę od ręki, tylko na podstawie dowodu osobistego. Pieniądze na koncie miałam dwa dni później.

Współwłaściciel agencji PR

(prosił o anonimowość)

W banku mam złote konto, ale nie korzystam z żadnych usług poza prowadzeniem rachunku bieżącego. Od kilku lat wszystkie oszczędności inwestuję z pomocą doradcy Expandera. Wspólnie stworzyliśmy długofalowy plan systematycznego oszczędzania. Większość moich pieniędzy pracuje na warszawskiej giełdzie. Poza tym korzystamy z innych produktów, np. z funduszy inwestujących na rynkach wschodzących oraz funduszy rynku pieniężnego. W myśl zasady „dywersyfikuj ryzyko inwestycyjne”, mam także jednostki uczestnictwa w funduszu hedgingowym Superfund TFI, który za kilka lat powinien przynieść mi zyski.

Marcin Klimczewski

dyrektor marketingu i PR Volvo Auto Polska

Dla mnie bankowość prywatna to przede wszystkim fachowe doradztwo i dostęp do różnych produktów inwestycyjnych. Bank proponował mi usługi bankowości prywatnej, ale decyzję o inwestowaniu odkładam na przyszłość. Teraz mam inne priorytety. Konsumuję zarobki, a w szczególności przeznaczam je na dalekie podróże. W przyszłości zamierzam inwestować i wtedy pomyślę o bankowości prywatnej. Na razie nie mam odpowiedniej wiedzy ani czasu, żeby zarządzać środkami samodzielnie. Mam jednak kilka polis, na życie i emerytalnych. Oczywiście, korzystam z kart kredytowych, w tym chipowych, które są bezpieczniejsze od tych z paskiem magnetycznym, choć może na razie są nieco zbyt nowoczesne na polskie warunki — niektóre czytniki ich nie rozpoznają. Do kart kredytowych banki dodają usługi concierge, ale raczej nie są mi potrzebne. Mam je bowiem zapewnione w inny sposób. Na przykład jeśli będę potrzebował holowania samochodu, zadzwonię raczej do mojego ubezpieczyciela niż do banku.

Martyna Mroczek

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Martyna Mroczek

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Nasz najdroższy klient