NBP wróży hamowanie

opublikowano: 13-03-2012, 00:00

Bank centralny tnie prognozy wzrostu gospodarczego. Ekonomiści sądzą, że przesadza z pesymizmem

Eksperci Instytutu Ekonomicznego NBP spodziewają się wolniejszego wzrostu PKB w 2013 r. Według najnowszej projekcji banku centralnego, ma on wynieść 2,3 proc., o 0,5 pkt proc. mniej, niż zakładano w listopadzie (przy założeniu, że nie zmienią się stopy procentowe).

Przyczyny spowolnienia to m.in. niekorzystna koniunktura za granicą, oczekiwane zacieśnienie polityki fiskalnej (konieczne, by obniżyć deficyt), mniej pieniędzy z UE i ograniczenie tempa wzrostu konsumpcji.

NBP oczekuje, że spowolnienie w Polsce będzie odczuwalne około dwóch kwartałów po tym, jak zacznie się w strefie euro. Lepiej ma być w 2014 r., gdy poprawi się krajowy popyt, a przedsiębiorstwa zaczną śmielej inwestować. Wtedy dynamika wzrostu PKB powinna przekroczyć 3 proc. Zdaniem ekonomistów, NBP może przesadzać z pesymizmem.

— NBP bardzo sceptycznie podchodzi do prognozowanego ożywienia w strefie euro i oczekuje, że polska gospodarka będzie na nie reagować ze sporym opóźnieniem. Myślę, że będzie przeciwnie, a w 2013 r. wzrost PKB może sięgnąć nawet 3,8 proc, po 3,1-procentowym wzroście w tym roku. Motorami będą przede wszystkim inwestycje przedsiębiorstw i rosnący eksport, któremu nie zaszkodzi umocnienie się złotego — uważa Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

W poprzedniej projekcji NBP, opublikowanej w listopadzie, przewidywano wzrost PKB na poziomie około 2,8 proc. w 2013 r. Teraz jest mniej optymistycznie. „Rewizja prognozy PKB w tym horyzoncie wynika z pogorszenia perspektyw wzrostu gospodarczego za granicą, przy jednoczesnym wygasaniu pozytywnego wpływu osłabienia kursu złotego oraz punktu startowego” — głosi projekcja NBP.

— Mam lepsze zdanie o perspektywach Polski niż bank centralny. NBP obawia się, że stopa oszczędności indywidualnych jest na tak niskim poziomie, że popyt konsumpcyjny będzie musiał zwolnić, co osłabi cały wzrost PKB. Myślę, że w drugiej połowie 2012 r. poprawi się sytuacja na rynkach światowych — a co za tym idzie, na polskim rynku pracy. Niższe inwestycje publiczne zostaną zrównoważone przez wyższe nakłady w sektorze prywatnym, dlatego sądzę, że wzrost PKB w przyszłym roku będzie utrzymywał się na stabilnym poziomie ok. 3 proc. — mówi Piotr Bujak, główny ekonomista banku Nordea. Wątpliwości ma Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.

— Podstawowe pytanie brzmi „kiedy zacznie się spowolnienie?”. Ostatnie dane sugerują, że w tym roku niezły wzrost jeszcze się utrzyma, ale w przyszłym roku nie ma na to szans — moim zdaniem w 2013 r. sięgnie 2,5 proc. Po piłkarskim EURO wyhamują inwestycje infrastrukturalne, a sektor prywatny nie zdoła tego zrekompensować. Cudów nie ma — otoczenie nie sprzyja dużym inwestycjom i zagraniczne koncerny nie będą się spieszyły. W Polsce zaś stosunkowo niskie wykorzystanie mocy produkcyjnych sprawia, że — poza sektorem energetycznym — nikt nie musi inwestować już teraz — ocenia Piotr Kalisz.

NBP podał też projekcje dotyczące inflacji. Na podstawie danych zebranych do 24 stycznia uznano, że w tym roku wyniesie ona 4,1 proc., w przyszłym — 2,9 proc., a w 2014 — 2,0 proc. Był to jednak dzień, w którym doszło do kumulacji pesymistycznych danych. Po tej dacie zaczęły się pojawiać bardziej optymisyczne wieści.

— Ich uwzględnienie sprawia, że inflacja powinna być niższa w tym roku o 0,3-0,4 pkt proc. [względem projekcji — przyp. red.], a w 2013 r. niższa o 0,2-0,3 pkt proc. — mówi Jacek Kotłowski, zastępca dyrektora generalnego Instytutu Ekonomicznego NBP.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane