Nie ma się czego bać

DI, NBP
opublikowano: 19-06-2009, 00:00

Czytelnicy dodatku "Z euro w portfelu" dzielą się swoimi obawami w związku z nową walutą. Czas oddzielić mity od faktów.

Wielka Brytania, Szwecja i Dania nie przyjęły euro, a ich gospodarki szybko się rozwijają. Czy rzeczywiście wspólna waluta sprzyja wzrostowi PKB i dobrobytu?

Według analityków NBP, korzyści z euro będą dla Polski wyraźnie większe niż w wymienionych krajach. Państwa te mają znacznie dłuższą od nas historię stabilności makroekonomicznej —Dania i Szwecja od drugiej połowy lat 90. wykazują strukturalną nadwyżkę w finansach publicznych. Ich długoterminowe stopy procentowe już dziś są znacznie niższe niż u nas i bliskie poziomowi w strefie euro.

Warto dodać, że badania opinii publicznej w Danii i Szwecji pokazują, że społeczeństwa obu krajów są coraz bardziej przychylne zastąpieniu narodowych walut przez euro.

Według najnowszego sondażu, wprawdzie 47 proc. Szwedów nadal sprzeciwia się wprowadzeniu euro, ale 42 proc. jest zwolennikami takiego kroku, a 11 proc. nie ma wyrobionego zdania w tej sprawie. Z kolei prawie 42 proc. Duńczyków jest za, a 40 proc. przeciw nowej walucie. Równocześnie większość z 18 proc. niezdecydowanych przychyla się jednak do rezygnacji z duńskiej korony.

Czy wprowadzenie euro nie doprowadzi do utraty naszej tożsamości narodowej?

Tę samą obawę żywiło wiele osób, zanim Polska wstąpiła do UE. A jednak Wspólnota nie odebrała nam tożsamości. Podobnie będzie z unią monetarną. Z euro w kieszeni Polacy nie stracą więc tożsamości narodowej, natomiast umocni się ich tożsamość europejska. Po akcesji, pieniądz — jako element tożsamości — przejdzie o jedno oczko wyżej, to znaczy z pułapu krajowego na poziom europejski.

Należy pamiętać, że pieniądz jest przede wszystkim narzędziem wymiany (środkiem płatniczym) i dlatego bardziej od wymiaru symbolicznego liczy się to, jak spełnia swoje funkcje. Podobnie jest w przypadku innych narzędzi. Fakt, że w większości krajów używa się alfabetu łacińskiego znacząco ułatwia komunikację międzynarodową, natomiast stosowanie różnych alfabetów (np. łacińskigo i cyrylicy) czyni ją trudniejszą. Tak samo jest z pieniądzem. Im większa liczba osób, dla której jest on wspólny i jednolity, tym większe możliwości handlu i współpracy. Można sobie wyobrazić, że każde województwo w Polsce ma własną walutę (jak zresztą bywało w historii). Korzyści z umacniania tożsamości lokalnej w taki sposób są jednak bez wątpienia mniejsze niż koszty, jakie ponieśliby ludzie — w postaci obniżonego rozwoju gospodarczego i utrudnionej współpracy.

Wejście do strefy euro oznacza rezygnację z prowadzenia własnej polityki monetarnej. Czy powierzenie jej organom ponadnarodowym nie ma prawa budzić naszych wątpliwości? Czy Europejski Bank Centralny (EBC) zadba o nasze interesy równie gorliwie jak Narodowy Bank Polski?

Na szczęście po wprowadzeniu nowej waluty będziemy mogli współdecydować o polityce pieniężnej UE. Bo wraz z przyjmowaniem kolejnych krajów do Eurolandu powiększa się Rada Prezesów EBC — o szefów banków centralnych tychże państw. W obecnym systemie każdy jej członek ma jeden głos, zawsze bierze udział w głosowaniu, a o jego wynikach decyduje zwykła większość głosów.

Jak podkreślają apologeci nowego pieniądza, kraje należące do strefy euro — poprzez swoich przedstawicieli — uzyskują wpływ na innych uczestników europejskiego przedsięwzięcia. Co w pewnym sensie jest równoznaczne z rozszerzeniem ich suwerenności. A jeśli przy okazji stracą część własnej autonomii, to jedynie na mocy świadomej i dobrowolnej decyzji. Wobec tego porównywanie UE do mocarstwa, które nastaje na polską suwerenność, to niedostrzeganie "różnicy między gwałtem a małżeństwem" — jak dosadnie wyraził się jeden z polskich eurodeputowanych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI, NBP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu