Nie wie lewica, co czyni prawica

Dawid Tokarz
25-10-2002, 00:00

Konstrukcja wyprowadzenia majątku z TTW Dom i Ogród mogła runąć znacznie wcześniej. I pewnie by się tak stało, gdyby nie niektóre dziwne decyzje sądu rejestrowego.

Wierzyciele TTW Dom i Ogród oraz współpracownicy syndyka, do których udało nam się dotrzeć, mają liczne zastrzeżenia do pracy warszawskiego sądu rejestrowego. Przejrzeliśmy akta. Trudno się z tymi pretensjami nie zgodzić.

Tuż po ogłoszeniu upadłości syndyk Andrzej Wrzesiński sprawdził akta rejestrowe spółek TTW Warszawa, TTW Katowice i TTW Poznań. W rejestrach nie było słowa o nowych udziałowcach (Anecie i Krzysztofowi K. oraz Cross Border Properties, którzy 31 października 2002 r. kupili udziały, należące do TTW Dom i Ogród). Prawnym właścicielem udziałów w tych firmach cały czas był zatem TTW Dom i Ogród. Dlatego 18 marca 2002 r. syndyk przeprowadził NWZA spółki TTW Dom i Ogród. Wówczas prezesem TTW Warszawa, TTW Katowice i TTW Poznań ustanowił innego syndyka Zbigniewa Zamoyskiego, mającego pomóc w przeprowadzeniu upadłości.

Dwa dni później Andrzej Wrzesiński przesłał do sądu rejestrowego pismo: informował o upadłości spółki i wniósł, by nie dokonywać zmian w rejestrze, gdyż udziały w TTW Warszawa należą do masy upadłości TTW Dom i Ogród. I dlatego nie mogą być zbywane.

— Ten wniosek był kluczowy. Okazało się bowiem, że w spółce TTW Dom i Ogród nie było żadnego majątku — ani nieruchomości, ani ruchomości, ani gotówki w kasie. Konta bankowe były zaś zablokowane. W tej sytuacji jedynym majątkiem, z którego mogli czerpać wierzyciele, stały się udziały w tych trzech powołanych spółkach, do których należały nieruchomości — wyjaśnia nasz informator.

28 marca syndyk Wrzesiński wysłał do sądu inny dokument. Powołując się na prawo upadłościowe, stwierdził, że sprzedaż udziałów z 31 października jest nieważna (wspomniany przepis przesądza, że nieskuteczne są czynności prawne upadłego, dokonane z członkami rodziny w ciągu sześciu miesięcy przed złożeniem wniosku o ogłoszenie upadłości). Mimo obu wniosków syndyka referendarz Renata Gajda na początku kwietnia... postanawiła wpisać do akt nowych udziałowców — państwa K. i Cross Border Properties. A to w praktyce całkowicie związało ręce syndykowi.

Poważne wątpliwości budzi nie tylko decyzja o wpisaniu do akt TTW Warszawa nowych udziałowców po ogłoszeniu upadłości TTW Dom i Ogród, ale także inne decyzje sądu rejestrowego.

Na przykład ta, dotycząca Zbigniewa Zamoyskiego, którego — tuż po upadłości — syndyk wyznaczył na prezesa TTW Warszawa, TTW Poznań i TTW Katowice. 20 marca syndyk wniósł o zmianę zarządu spółki TTW Warszawa (do akt rejestrowych pozostałych dwóch spółek — jak już wspomnieliśmy — nie udało nam się dotrzeć) z małżeństwa K. na Zbigniewa Zamoyskiego.

Sąd przychylił się do wniosku. 8 maja wpisał do akt nowe nazwisko prezesa zarządu. Absurd, jeśli zważyć, że od ponad miesiąca (wskutek decyzji tego samego sądu) właścicielami spółki TTW Warszawa byli przecież państwo K. i firma holenderska. Co ciekawe: mimo umorzenia upadłości Zbigniew Zamoyski formalnie — tak stoi w aktach rejestrowych — nadal pełni funkcję prezesa spółki TTW Warszawa.

To nie koniec niejasności. Jeden z wierzycieli TTW Dom i Ogród już 3 grudnia 2001 r. złożył do sądu rejestrowego wniosek o rozwiązanie spółki TTW Warszawa (argument: umowa zawiązania tej firmy była nieważna — z powodu nieprecyzyjnego określenia wartości aportu). Chciał też, by do momentu rozpatrzenia tego wniosku nie wpisywać nowych wspólników spółki TTW Warszawa (prośba analogiczna do późniejszej — syndyka).

Dopiero 25 marca rozpatrująca sprawę sędzia Bożena Olech zajęła się tym postulatem. Przesłała go do TTW Warszawa — z prośbą o opinię. Dlaczego jednak nie wysyłała go do syndyka, skoro od 11 marca spółka była w upadłości i sąd rejestrowy o tym wiedział? Oto jest pytanie... Oczywiste, że Marcin Mamiński, który odpowiedział w imieniu TTW Warszawa, wniósł 11 kwietnia o oddalenie tego wniosku.

Dopiero 27 maja, więc już po umorzeniu upadłości (!) i prawie pół roku od złożenia wniosku sędzia Bożena Olech postanowiła wezwać wierzyciela do uiszczenia opłaty sądowej. Ten oczywiście się na to nie zgodził. I sprawa — 9 lipca — umarła.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Nie wie lewica, co czyni prawica