Niektóre zawody znikną, a inne się zmienią

12-12-2017, 22:00

Z drogi automatyzacji i robotyzacji nie da się zawrócić. Ale ci, którzy chcą się uczyć, nie mają się czego obawiać

Rozwijające się technologie zmieniają naszą rzeczywistość nie do poznania. Według panujących od ubiegłego wieku zasad zarobki nie są adekwatne do wykonywanej pracy, a ludzie obawiają się, że sztuczna inteligencja i coraz popularniejsze inteligentne maszyny zabiorą im pracę. Uczestnicy debaty „Automatyzacja i robotyzacja zawodów”, którą „Puls Biznesu” zorganizował 7 grudnia 2017 r., uważają, że osoby wykonujące pracę nudną i powtarzalną albo wiążącą się z ryzykiem mają dzisiaj prawdopodobnie ostatnią szansę, żeby spokojnie przejść przez kolejną rewolucję na rynku pracy.

WYZWANIA I PERSPEKTYWY:
Zobacz więcej

WYZWANIA I PERSPEKTYWY:

Uczestnicy debaty zdają sobie sprawę z wyzwań, jakie stoją przed światem w związku z rewolucją cyfrową, ale widzą w niej nowe możliwości rozwoju, zwiększenia produktywności i zyskania czasu dla siebie i bliskich. Od lewej: Łukasz Korycki, zastępca redaktora naczelnego „Pulsu Biznesu”, Rafał Sekuła, ekspert Komitetu Dialogu Społecznego KIG, dr hab. Katarzyna Śledziewska, dyrektor zarządzająca DELab UW, Dorota Dublanka, dyrektor Departamentu Rozwoju zasobów Ludzkich i Efektywności Organizacyjnej KIR, i Zbigniew Derdziuk, doradca mBanku, ekspert Komitetu Dialogu Społecznego KIG. Grzegorz Kawecki

Znikające profesje

Tych, którzy wykonują proste prace, niewymagające kreatywności, perspektywa wszechobecnych inteligentnych maszyn i robotów może przerażać. Nie jesteśmy Finlandią, która właśnie testuje program podstawowej pensji dla każdego, a z czegoś przecież trzeba żyć. Najnowszy raport McKinseya pokazuje, że do 2030 r. zautomatyzowane maszyny mogą zastąpić w pracy nawet 800 mln ludzi na świecie, a np. w Niemczech dotychczasowe zajęcie może stracić nawet jedna trzecia pracowników. Księgowa lub telefonistka w call center mogą się ucieszyć, że nie będą już musiały wpisywać tak samo wyglądających faktur lub odpowiadać gotową formułką na te same pytania.

Tylko że zaraz potem pojawia się refleksja: i co dalej? — Duże obawy mogą mieć pracownicy w USA i Chinach, gdzie gospodarka w dużej mierze opiera się na produkcji. Automatyzacja i robotyzacja postępują, ale nie wiemy, jak szybko będzie się to działo chociażby w Polsce. Nie wiemy jeszcze, na ile klienci będą się zgadzali na wykorzystanie nowych technologii. Innym znakiem zapytania opatrzony jest spadek kosztów nowych rozwiązań i ich wdrażania — zauważa dr hab. Katarzyna Śledziewska, dyrektor zarządzająca DELab UW. Zarówno duże przedsiębiorstwa, jak i ośrodki naukowe prowadzą wiele badań z tym związanych.

— Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy to właśnie technologia będzie jedynym motorem światowej gospodarki, ale badania jasno pokazują trendy. Naukowcy z Uniwersytetu Oxfordzkiego mówią o 50 proc. zautomatyzowanych miejsc pracy w najbliższych dwudziestu latach — mówił Rafał Sekuła z Komitetu Dialogu Społecznego KIG. Badania wykonywane przez DELab UW pokazują, że w Polsce z powodu automatyzacji stracić pracę może aż 40 proc. osób. Nadziei na opóźnienie tego procesu można szukać w statystykach, które dowodzą, że tylko 57 proc. Polaków korzysta z internetu, a jedynie 40 proc. wykorzystuje komputer w pracy, ale proces już się rozpoczął i jest jednoznaczny.

— Od lat postęp technologiczny rośnie geometrycznie. Teraz jesteśmy na etapie dostosowawczym. Potrzeba nam umiejętności adaptacji pracowników do nowej rzeczywistości i kreowania nieznanych dotychczas usług — wskazuje Zbigniew Derdziuk, doradca mBanku, ekspert Komitetu Dialogu Społecznego KIG.

Jak się przygotować

Kierunek rozwoju jest w miarę klarowny — automatyzacja będzie postępowała. Nie można jednak dokładnie określić, jakie zawody w związku z tym zanikną, a jakie będą sie zmieniały. W szybko zmieniającej się rzeczywistości ważną rolę będą odgrywali pracodawcy i osoby zarządzające zasobami ludzkimi.

— Dzisiaj na pracę musimy patrzeć przez pryzmat zawodów przyszłości. Technologia wypiera jedne zawody, ale kreuje również nowe. Historia widziała już niejedną taką rewolucję gospodarczą. Tym razem mamy jeszcze do czynienia ze zmianą cyklu życia. Kiedyś funkcjonowaliśmy według schematu nauka — praca — emerytura. Dzisiaj, żeby przetrwać na rynku pracy, uczymy się przez całe życie. Nie wszyscy jednak mają tak dużą zdolność adaptacji, więc ważna rola przypadnie pracodawcom, którzy będą musieli umiejętnie wspierać pracowników — pokazywać im możliwe ścieżki rozwoju i podpowiadać, którą wybrać — podkreśla Dorota Dublanka, dyrektor Departamentu Rozwoju Zasobów Ludzkich i Efektywności Organizacyjnej Krajowej Izby Rozliczeniowej.

Do zmieniającej się rzeczywistości będzie musiał się również dostosować system edukacji. Nauka dopiero nieśmiało zaczyna wychodzić poza schemat szkół podstawowych, średnich i wyższych. Kształcić się trzeba przez całe życie, nie tylko dlatego, by doskonalić raz zdobyte kompetencje, ale także dla konieczności zapewne wielokrotnej zupełnej zmiany profilu zawodowego.

— W związku z tempem zmian rynkowych potrzebujemy mądrej polityki państwa wobec systemu edukacji. Zarówno dotyczącej najmłodszych, studentów, jak i osób już obecnych na rynku pracy — podkreśla Katarzyna Śledziewska. Choć przedstawiciele najmłodszego pokolenia z najnowszymi technologiami są za pan brat, to nawet oni od początku ścieżki edukacyjnej powinni być przygotowywani na życie pełne zmian.

Co nowego na rynku pracy

Uczestnicy debaty podkreślają, że system edukacji, który powstał na długo przed trwającą właśnie rewolucją technologiczną, powinien się zmienić już dzisiaj, a prawdopodobnie wciąż będzie ewoluował na kolejnych etapach automatyzacji i robotyzacji Na rynku pracy zmiany już widać.

— Rynek jest dzisiaj skrojony na miarę planu filmowego. Kupujemy role i kompetencje, a co za tym idzie — działamy projektowo. Chociaż pozwala to zatrudniać odpowiednich ludzi do konkretnych zadań, to z punktu widzenia organizacji nie jest korzystne, bo zamyka możliwość zatrzymywania w niej wiedzy — podkreśla Dorota Dublanka. Adaptacja do automatyzacji i robotyzacji zawodów nie jest jedynym wyzwaniem, przed jakim stoją przedsiębiorcy. Coraz bardziej postępuje rozwarstwienie między produktywnością a wynagrodzeniami.

— Już w latach 80. ubiegłego wieku można było zaobserwować większą zyskowność nowych technologii. W latach 90. Google, zatrudniając 40 tys. pracowników, tworzył 14 mld USD zysku, a General Motors przy zatrudnieniu 840 tys. osób osiągnął w 1979 r. jedynie 11 mld USD zysku. Widać więc, że nie unikniemy takiego rozwoju wydarzeń, bo mniej ludzi tworzy większe zyski finansowe — tłumaczy Rafał Sekuła. Nie można oddzielić rynku pracy od przemian społecznych.

— Kraje, które chcą się rozwijać, przyglądają się temu, co się dzieje na świecie, i obserwują ludzi, którzy mają wpływ na ich gospodarkę. Dobrym przykładem jest Singapur, gdzie działania państwa w 2018 r. będą nastawione na płatności mobilne. Okazało się bowiem, że Chińczycy, którzy często odwiedzają ten kraj, nie rozumieją, że zamiast telefonem trzeba płacić kartą — wskazuje Zbigniew Derdziuk.

Polska już się zmienia

W naszym kraju również zachodzą takie zmiany, choćby właśnie w bankowości. — Jeśli chodzi o sektor bankowy, jesteśmy liderem w Europie. Kraje, które zazwyczaj widzimy jako lepsze od nas, nie znają jeszcze naszych rozwiązań, często bardzo zaawansowanych. Mamy wiele technologii, które można adaptować na całym świecie. Naszym problemem jest nieumiejętność chwalenia się tymi sukcesami — podkreśla Dorota Dublanka. Oczywiście ta nowa bankowość wymaga nowych przepisów.

— Mamy bardzo dobre wzorce i wiele rozwiązań, które śmiało możemy eksportować. Potrzebujemy jednak racjonalnego budowania zdrowego ekosystemu, w którym te rozwiązania będą dobrze funkcjonowały. Przed Ministerstwem Cyfryzacji stoi wyzwanie budowania administracji bardziej otwartej i uregulowań prawnych, które dają możliwość rozwijania rynku przy jednoczesnej dbałości o godność i ochronę człowieka i jego tożsamości — zaznacza Zbigniew Derdziuk.

Liczba trafiających do obiegu informacji jest już ogromna, a wobec ciągłego rozwoju technologii ich przesyłu i rosnącej liczby służących do tego urządzeń pojawiają się kolejne zadania dla rządzących — wprowadzenia odpowiednich zabezpieczeń prawnych. Polacy nie zniechęcają się chwilowymi utrudnieniami i bez kompleksów podejmują wyzwania, jakie niosą automatyzacja i robotyzacja.

— Nie wiemy, gdzie jako Polacy będziemy mogli jeszcze osiągać sukcesy, bo mamy ogromny potencjał, a rynek wciąż jest otwarty i nienasycony. Ważne jest jednak, żeby rozumieć technologię i zachodzące wokół nas procesy, wiedzieć, jak ją wykorzystać, a przede wszystkim — żeby być kreatywnym i mieć odwagę iść do przodu — uważa Katarzyna Śledziewska.

Przyszłość z nadzieją

Na rozwój technologii powinno się patrzeć jako na możliwości, a nie zagrożenia. Osoby wykonujące zawody polegające na wykonywaniu powtarzalnych czynności powinny już zacząć się zastanawiać nad zmianą. Jak jednak podkreślają uczestnicy debaty, tzw. czynnik ludzki zawsze będzie potrzebny i nawet najbardziej zaawansowana automatyzacja nie będzie go w stanie wyeliminować.

— Tam, gdzie chodzi o sferę rozumienia i logiki, maszyny radzą sobie doskonale, żeby nie powiedzieć, że nawet lepiej niż człowiek. Pozostaje jednak cała sfera emocji, która jest domeną ludzką — mówi Rafał Sekuła. Nawet jednak praca, która wymaga kreatywności, będzie pod wpływem rozwijających się technologii ewoluowała.

— Wszędzie, gdzie w grę wchodzi czynnik ludzki, czyli w opiece, zarządzaniu zasobami ludzkimi, interpretacji prawa, praca będzie wciąż należała do człowieka, choć nie można wykluczyć, że będzie się zmieniała. Mamy już przecież pierwsze systemy komputerowe, które czytają teksty, analizują je i interpretują. Na przykład prawnicy nie mają się więc czego obawiać, bo ktoś będzie musiał takie systemy nadzorować — uważa Katarzyna Śledziewska. Automaty w produkcji i diagnostyce będą się świetnie sprawdzały, ale empatia, emocje i inteligencja człowieka pozostaną niezastąpione. Nawet najbardziej zaawansowana technologia tylko zbiera i przetwarza dane. Umysł człowieka potrafi znacznie więcej.

— Najlepszy jest zatem system mieszany, w którym wszystko, co powtarzalne,znacznie szybciej są w stanie wykonać inteligentne, zautomatyzowane maszyny, ale człowiek wciąż ma nad tym kontrolę i wykorzystuje swoją kreatywność wszędzie tam, gdzie maszyny nie są w stanie sobie poradzić — podkreśla Dorota Dublanka. Wiele jeszcze trzeba zrobić, aby procesy napędzane rozwojem nowych technologii mogły dobrze działać. Potrzebne są np. uregulowania prawne, kto, komu i gdzie będzie płacił pensję, a później emeryturę, a także dotyczące ochrony tożsamości i danych osobowych. Niezbędne są także fundusze na wdrożenia wciąż kosztownej automatyzacji i robotyzacji. Zmienić trzeba system edukacji, ale też tradycyjny podział życia na linearnie ułożone etapy edukacja — praca — emerytura.

Zmiany już jednak zachodzą i trzeba być na nie gotowym — dotyczy to zarówno ludzi, jak i firm. Uczestnicy debaty podkreślają jednak zgodnie, że nie ma się czego obawiać. Po prostu księgowa będzie nadzorowała pracę systemów do obsługi faktur, bibliotekarz zostanie animatorem kultury, a lekarzowi sztuczna inteligencja pomoże w diagnozowaniu, ale nie zastąpi go w przekazywaniu pacjentowi najtrudniejszych informacji.

Największe bariery i zagrożenia to wysokie koszty wdrożenia, możliwość manipulacji i kradzieży danych, a także zachowanie autonomii. Uzyskanie większej produktywności, automatyzacja nudnych i niebezpiecznych czynności oraz perspektywa krótszego tygodnia pracy wydają się wystarczająco kuszące, by uznać, że automatyzacja i robotyzacja to nie zagrożenie, lecz możliwość korzystnych zmian.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Niektóre zawody znikną, a inne się zmienią