Sprzedaż detaliczna po drugiej stronie Odry kurczy się od trzech miesięcy. To nie może cieszyć naszych eksporterów.
Najgłębsza od II wojny światowej recesja w Niemczech coraz mocniej uderza w tamtejsze firmy. Zaciskają więc pasa i coraz ostrzej tną etaty, co wzbudza strach wśród konsumentów. W rezultacie w grudniu sprzedaż detaliczna w Niemczech, które są największą gospodarką Eurolandu, skurczyła się o 0,2 proc. wobec listopada, gdy spadek wyniósł 0,1 proc. Dane zaskoczyły ekonomistów, którzy spodziewali się 0,5-procentowego wzrostu. W ujęciu rocznym sprzedaż zmniejszyła się w grudniu o 0,3 proc., a w całym 2008 r. o 0,4 proc.
— Spadek sprzedaży to niespodzianka, szczególnie że zmniejszyła się presja inflacyjna, co powinno stymulować konsumentów do wydatków — ocenia Joerg Lueschow, ekonomista banku WestLB.
W styczniu ceny wyhamowały z 1,4 proc. do 1,1 proc. r/r, co jest najniższym poziomem od prawie pięciu lat. Na spadek inflacji największy wpływ miała taniejąca ropa naftowa (cena baryłki spadła o 72 proc. wobec lipcowego szczytu).
Ekonomiści nie tracą jednak nadziei i prognozują, że początek 2009 r. będzie dla niemieckich detalistów lepszy.
— W pierwszym kwartale zobaczymy wzrost konsumpcji — twierdzi Joerg Lueschow.
Podobnie uważa Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Banku.
— Odbicie musi nastąpić, jednak może pojawić się efekt drugiego dna. Po dobrym kwartale znów nastąpi tąpnięcie — ostrzega ekonomista Deutsche Banku.