Rosnąca gospodarka zapewnia wysokie wpływy budżetowe. I choć tempo jej wzrostu może wyhamować, nie trzeba obawiać się spadków.
Zdaniem Zyty Gilowskiej, wicepremier i minister finansów, wykonanie tegorocznego deficytu może okazać się prawie o 2 mld zł lepsze od planu, który wynosi 30,5 mld zł.
Według Katarzyny Zajdel-Kurowskiej, głównej ekonomistki Banku Handlowego (BH), to bardzo dobra informacja.
— Oznacza to ograniczenie poziomu deficytu w relacji do PKB: mamy zatem niższy od planu deficyt przy wyższym od planowanego wzroście gospodarczym. To także ważna informacja dla rynków — uważa ekonomistka BH.
Mniejszy deficyt to niższe potrzeby pożyczkowe państwa.
— A to oznacza niższą emisję, co wspiera rynek obligacji — dodaje Katarzyna Zajdel-Kurowska.
Lepszy od prognoz wynik budżetu jest rezultatem m.in. wysokiego wzrostu gospodarczego, który przekłada się na wyższe wpływy podatkowe. Tymczasem — według analityków Bureau for Investments and Economic Cycles (BIEC) — możliwe jest zwolnienie wzrostu gospodarczego. Ich zdaniem, w ostatnich dwóch miesiącach wyraźnie obniżył się poziom średniego wynagrodzenia w firmach, a w perspektywie najbliższych miesięcy można spodziewać się redukcji zatrudnienia.
— Wiele przemawia za tym, iż w drugim półroczu gospodarka nie będzie się rozwijała tak szybko, choć o skali tego zwolnienia na razie trudno przesądzać — uważa Maria Drozdowicz z BIEC.
Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Banku, uważa, że choć wprawdzie trudno spodziewać się dalszego przyspieszania, to ryzyko znacznego spadku dynamiki PKB jest niewielkie.
— Wzrost rzędu 4,5-5 proc. powinien się utrzymać — mówi Jacek Wiśniewski.
Podobnego zdania jest ekonomistka BH.
— Na razie nie widzę oznak spowolnienia. Samo wyhamowanie dynamiki wzrostu — związane z wysoką bazą odniesienia sprzed roku — to nic złego. Negatywne byłyby jej spadki, ale na razie ich nie ma — uważa Katarzyna Zajdel-Kurowska.