Niczym konkurs
Pierwszym pesymistą tygodnia został JPMorgan Asset Management. Stratedzy banku inwestycyjnego, prowadzeni przez znanego, pochodzącego z Chorwacji finansistę Marko Kolanovica, opublikowali komentarz rynkowy w którym podtrzymali swoje negatywne nastawienie do rynku akcji. Mimo że w przeciwieństwie do ich dotychczasowych zapowiedzi, indeksy rosną, inflacja spada, sentyment jest dobry, a recesji nie widać, nadal przekonują, że negatywny scenariusz może się ziścić.
To drugi rok z rzędu, kiedy JPMorgan nie trafił z prognozami giełdowymi. Ubiegły rok, który okazał się katastrofalny dla rynku akcji, miał być według strategów przedłużeniem hossy z 2021 r. Marko Kolanovic aż do listopada 2022 r. przekonywał, że hossa jest za rogiem. Przed świętami Bożego Narodzenia zmienił zdanie na pesymistyczne i wraz strategami opublikował niedźwiedzią prognozę na 2023 r.
Specjaliści ostrzegają, że skutki agresywnego cyklu podwyżek stóp globalnych banków centralnych przyjdą z opóźnieniem i pozbawią konsumentów oszczędności, a geopolityczne zawirowania osłabią nastroje. Skutkiem będą spadki giełdowe i istotny wzrost zmienności cenowej. Ich zdaniem tegoroczny rajd giełdowy wynika wyłącznie z szumu związanego ze sztuczna inteligencją, a dominacja spółek technologicznych na indeksie S&P 500 ma znamiona bańki.
Warto krytykę poprzeć konkretnym rozwiązaniem - skoro akcje są na cenzurowanym, to w co inwestować? JPMorgan w tej kwestii zdecydowanie wskazuje na złoto. Czas wysokich stóp procentowych i przewidywanej recesji ma być idealny do zakupu królewskiego kruszcu. Trudna sytuacja rynkowa powinna według strategów przyciągnąć inwestorów do aktywa uważanego za “bezpieczną przystań” i podbić jego cenę powyżej 2 tys. USD za uncję.
Mimo błędu
Negatywne nastawienie do akcji podtrzymał też Morgan Stanley, mimo że podobnie jak JPMorgan i inni koledzy po fachu w tym roku się mylił. W liście do klientów Michael Wilson, główny strateg banku przyznał, że wraz zespołem był w błędzie, ponieważ nie spodziewał się pozytywnego wpływu spadającej inflacji i niższych kosztów na wyceny akcji. Mimo to nadal utrzymuje niedźwiedzie nastawienie - ustalił nowy cel dla indeksu S&P 500 i tym razem oczekuje, że do czerwca 2024 r. spadnie poniżej 4200 pkt.
“Inflacja spada teraz jeszcze szybciej niż przewiduje konsens. Biorąc pod uwagę to, że ceny były głównym czynnikiem, który utrzymywał wzrost sprzedaży wielu firm, utrata siły rynkowej będzie istotnym ciosem dla działalności” - napisał Michael Wilson w liście do klientów.
Kolejni do kolekcji
W przewidywaniach na II półrocze, opublikowanych zdecydowanie najpóźniej ze wszystkich instytucji, HSBC również jest pesymistyczny – przekonuje, że recesja jest pewna, a sytuacja na rynkach będzie nieciekawa. Zdecydowanie stawia na obligacje, selektywnie podchodzi do europejskiego długu korporacyjnego o ratingu inwestycyjnym, szczególnie na rynkach wschodzących notowanego w lokalnej walucie. Z większą pewnością podchodzi do japońskiego rynku – tam mocno stawia na akcje oraz obligacje wysokiej jakości. Ponadto ma zamiar grać na umocnienie japońskiego jena względem dolara.
Oby starczyło kapitału
Zarówno gra przeciwko dolarowi, jak i inwestycje w obligacje korporacyjne to teraz wśród instytucji najpopularniejsze ruchy. Jak wynika z danych agencji Bloomberg, tylko w tygodniu zakończonym 18 lipca liczba kontraktów instytucjonalnych nastawionych na spadek amerykańskiej waluty wzrosła o 18 proc. do 568 tys. sztuk. Zważając na ostatni ruch Fedu i najnowszą komunikację można się spodziewać, że ta liczba wzrośnie.
Wzrosnąć może też liczba długich pozycji na długu korporacyjnym. Jak przekonują specjaliści Bank of America, wiele wskazuje na to, że amerykański bank centralny powoli zaczyna się przymierzać do wstrzymania cyklu i ewentualnej pierwszej obniżki stóp. Jeżeli taka retoryka upowszechni się na rynku, duże amerykańskie korporacje, które planowały emisje długu w przyszłym roku, mogą nieco zmienić plany i sprzedać obligacje wcześniej, w II półroczu 2023 r., aby skorzystać z wysokich stóp, póki jeszcze są.
Nie tak prędko
Zdaniem strategów Goldman Sachsa nie ma co się jeszcze skupiać na długu, ponieważ akcje nadal mają sporo do zaoferowania. Zespół prowadzony przez Davida Kostina uważa, że indeks S&P500 ma jeszcze sporo miejsca na wzrost. Mimo że obecnie wskaźnik cena/zysk wynosi 20, to spokojnie może podrosnąć do 21, gdy dzięki wynikom odbudują się kursy spółek, które z różnych powodów nie rosły w tym roku razem z rynkiem.
Podobnego zdania jest UBS, którego strateg Matthew Carter, niedawny rozmówca “PB”, radzi właśnie inwestować w wysokiej jakości spółki o dobrej perspektywie przyszłych zysków o wycenie jest niższej niż średnia rynkowa. Do portfela poleca jednak dodać trochę długu korporacyjnego o ratingu inwestycyjnym i z rynków wschodzących.




