Obligacje i akcje to dwa różne światy

opublikowano: 25-11-2014, 00:00

Podstawą inwestowania w papiery dłużne powinno być sprawozdanie finansowe. Kurs akcji nie daje jednoznacznej podpowiedzi

Do 5 grudnia 2014 r. trwają zapisy na obligacje nadawcy telewizyjnego 4fun Media. Tymczasem akcje spółki notowane na warszawskiej giełdzie znajdują się w wyraźnym trendzie spadkowym od początku marca 2014 r. Znawcy rynku dłużnych papierów korporacyjnych odżegnują się jednak od stwierdzenia, że ryzyko inwestycji w obligacje jest większe tylko dlatego, że akcje jakiejkolwiek spółki od dłuższego czasu tanieją.

— Inwestujący w akcje nie mają większej wiedzy od zainteresowanych rynkiem długu. To by było wbrew logice. Inwestując w obligacje, zawsze należy kierować się tym, co jest w bilansie spółki, rachunkach wyników i przepływów pieniężnych — podkreśla Emil Szweda z serwisu Obligacje.pl. Wyniki finansowe niewątpliwie tłumaczą przecenę 4fun Mediów. W pierwszych dziewięciu miesiącach 2014 r. przychody spółki wyniosły 17,6 mln zł, a zysk netto 2,2 mln zł. Było to — odpowiednio — o 24 i 51 proc. mniej niż w roku 2013. Towarzyszył temu 35-procentowy spadek przepływów z działalności operacyjnej.

W górę i w dół

To, że akcje i obligacje chodzą różnymi ścieżkami, widać po kursach e-Kancelarii Grupy Prawno-Finansowej. Jej akcje są obecnie warte 35 proc. tego, co na początku 2014 r. Obligacje — 95 proc. (stanowi to niemal 97 proc. wartości nominalnej, po której kwotuje się obligacje).

Papiery dłużne e-Kancelarii zaczęły osuwać się w dół w czerwcu i przeżyły prawdziwy krach we wrześniu. W ciągu trzech dni ich wycena spadła o 34 pkt. proc. Na przełomie października i listopada wróciła jednak do poziomów z początku czerwca. W dniach odzyskiwania wartości przez papiery dłużne akcje osiągały swoje tegoroczne minima. A choć obecnie są nieco droższe, to trudno zaryzykować tezę, że nastąpił początek większego odbicia.

— Kurs akcji odzwierciedla nie tylko sytuację finansową spółki. Dyskontuje też jej potencjał i plany na przyszłość. Dla obligatariuszy ma to mniejsze znaczenie. Interesuje ich głównie to, czy firma generuje przepływy pieniężne, a więc czy będzie w stanie zwrócić pożyczone pieniądze. Niektóre informacje pozytywne dla akcjonariuszy, np. wypłata dużej dywidendy, mogą być mniej korzystne dla obligatariuszy— tłumaczy Piotr Raciborski z DI Investors, który oferuje obligacje 4fun Mediów. —

Inwestujący w akcje patrzą krótkoterminowo. Interesuje ich to, czy firma pokaże lepsze wyniki i będzie dzieliła się dywidendą. Obligacje mają swój termin zapadalności i dla obligatariuszy ważne jest to, czy w tym terminie odzyskają pieniądze — zaznacza Kamil Artyszuk, analityk DM Banku BPS. Specjalista podaje przykład deweloperskiego Robygu, którego akcje swego czasu mocno taniały, podczas gdy obligacje trzymałycenę.

Piotr Raciborski wskazuje zaś na obuwnicze Gino Rossi. Wycena obligacji jest w 2014 r. stabilna. Na akcjach kilkakrotnie doszło zaś do ruchów rzędu 20-30 proc. w górę lub w dół, choć nigdy nie spadły one poniżej wartości z początku roku. Obligacjom zdarzył się jeden dzień, w którym zeszły poniżej tego poziomu.

Poważne ostrzeżenie

Emil Szweda uważa jednak, że dla najbardziej ostrożnych inwestorów rynku długu niektóre zachowania kursu akcji mogą być istotnym sygnałem ostrzegawczym.

— Jeśli kurs akcji spada np. o 50 proc., to część inwestorów rozważa sprzedaż obligacji. Tym bardziej że dzięki odsetkom, sprzedając je za 98-99 proc. wartości, nie wychodzi się z inwestycji z niewielką stratą, ale z minimalnym zyskiem. A jeśli spadek kursu akcji jest długotrwały i w wyniku tego stają się papierami groszowymi, to zazwyczaj dyskontowane jest bankructwo, które pociąga za sobą niespłacalność obligacji. Tyle że krach na akcjach i obligacjach następuje z reguły w tym samym czasie i obligatariusze nie mają już w zasadzie czasu na wyjście z inwestycji — mówi Emil Szweda. Jako przykład wskazuje Gant Development, którego akcje taniały długo przed raportem za pierwsze półrocze 2012 r. — Po publikacji raportu stało się jasne, że problemem nie jest wysokość zysków spółki, ale samo jej przetrwanie — przypomina Emil Szweda.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane