Odblask życia

Michał Mizera
opublikowano: 2011-04-29 11:15

Aktorka. Piosenkarka. Poetka. Prezes fundacji. Propagatorka zdrowego stylu życia. Aktywności i sił witalnych wystarcza jej za pięciu. To ona wprowadziła w Polsce modę na odblaski. Ilu ludziom uratowała tym życie? Statystyki o tym milczą. Dorota Stalińska sama się wymyka wszelkim szufladkom.

Na początku był wypadek samochodowy i cudem uratowane życie. Zdjęcie jej auta sprasowanego przez potężnego stara obiegło wszystkie media. Dorota Stalińska przyrzekła sobie, że zrobi wszystko, by odtąd ratować życie innym. W 2001 r. założyła fundację "Nadzieja".

— To nie jest fundacja, która powstała, żeby kręcić własne lody — bez ogródek stawia sprawę aktorka.

Nie ukrywa, że prowadzenie fundacji to orka na ugorze.

— Założyłam ją, bo obiecałam to Bogu. Skoro ocalił mnie, to chyba po to, żebym mogła ocalić innych. I tak ciągnę tę misję, mimo tej całej okropnej biurokracji. Nie mam żadnych dotacji ani własnej stacji telewizyjnej, żeby móc wypromować swoje działania na szerszą skalę. Robię tyle, ile mogę, przy wsparciu przyjaciół — opowiada Dorota Stalińska.

Ziarno zostało zasiane

To właśnie ona wprowadziła modę na nowoczesne odblaski. Mówiła o nich przy każdej wizycie w telewizji i w niemal każdym wywiadzie w prasie.

— Namawiam wszystkie firmy, żeby zamiast inwestować w nikomu niepotrzebne breloczki, długopisiki, jakieś gówniane torebeczki i inne gadżety, zechciały wydać pieniądze na coś pożytecznego. Przecież na takim odblasku, czy to będzie bransoleta na rękę, czy naklejka na plecak, też można umieścić logo firmy. I w ten sposób budować wizerunek — z emocją przekonuje aktorka.

Widać, że to dla niej naprawdę ważna sprawa. I inwestuje w nią swój czas i umiejętności.

— Koszty leczenia i rehabilitacji ofiar wypadków wielokrotnie przekraczają nakłady potrzebne na profilaktykę. Ale u nas wciąż pokutuje filozofia "mądry Polak po szkodzie". Wolimy leczyć niż zapobiegać — zżyma się artystka. — Dlatego skupiłam się na edukacji dzieci i młodzieży. Wypracowałam sobie taką atrakcyjną "Lekcję bezpieczeństwa" i w miarę możliwości jeżdżę z nią po szkołach całej Polski, szczególnie do placówek wiejskich i małych miasteczek, zwłaszcza położonych przy ruchliwych trasach. Jeżdżę i uczę, jak wiele w zakresie bezpieczeństwa na drodze zależy od nas samych — dodaje Dorota Stalińska.

Rzeczywiście, aktorkę ciężko zastać w domu. Ciągle w trasie. Tylko w tym miesiącu cała seria spotkań organizowanych wspólnie z budującą autostrady firmą MotaEngil: Siedlec, Szczodre, Borowa, Gościkowo, Kaława, Przemyśl, Żywiec… Czasem ciężko znaleźć na mapie, a co dopiero trafić!

— Spotykam fantastyczne dzieciaki. Przez wspólną zabawę wpajam im zasady bezpiecznego poruszania się po drogach, rozdaję odblaski, z których maluchy są bardzo dumne, wiem, że na pewno będą z nich korzystać. W ten sposób stają się rzecznikami bezpieczeństwa, to one będą edukowały swoich rodziców i inne dzieci. Takie lekcje powinny się odbywać w każdej polskiej szkole i do tego właśnie poszukuję sponsorów… — wzdycha ciężko aktorka.

I dodaje:

— Zawsze powtarzam, że w Polsce najgorszą epidemią jest epidemia wypadków drogowych. Nie żadna świńska czy ptasia grypa. Tylko Korea Północna wyprzedza nas w tych zatrważających statystykach. Ale temat jest coraz ważniejszy i to nie tylko u nas. ONZ ogłosił lata 2011-20 Dekadą Działań na Rzecz Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, inauguracja tej dekady nastąpi w Polsce już 11 maja — opowiada z nadzieją na poprawę sytuacji.

Tańszy, czyli gorszy

Niestety, nikt nie prowadzi badań, które pokazywałyby liczbę wypadków na drogach z udziałem pieszych i rowerzystów z rozgraniczenie na tych, którzy mają odblask i na tych bez odblasku. Ale są inne statystyki.

— Często dostaję z powiatów, które zostały objęte naszym programem, specjalne raporty. Wynika z nich wyraźnie, że liczba wypadków z udziałem pieszych po takiej kompleksowej akcji na danym terenie spada. Czyli są wymierne efekty takiej działalności. A przecież nie ma nic cenniejszego niż zdrowie i życie, prawda? — retorycznie pyta Stalińska.

I tu dochodzimy do sedna problemu. Odblask odblaskowi nierówny. Wiadomo: tańszy na ogół oznacza gorszy.

— Jesteśmy zalani chińszczyzną! To oczywiste, że dobry odblask musi kosztować trochę więcej od śmiecia. Mieliśmy robić ogólnopolski program z Ministerstwem Rozwoju Regionalnego, no ale ono musiało zrobić przetarg, żeby kupić odblaski. Wiadomo, jakie kryterium decyduje: cena. Kupili chłam i cała akcja upadła. Ja nie mogę wziąć odpowiedzialności za iluzję. Bo rozdając tanie odblaski, robimy ludziom jeszcze większą krzywdę — dajemy im iluzję bezpieczeństwa. Jest ogromna różnica, czy odblask świeci z 50 metrów czy z kilometra. A ja stawiam swój honor, nazwisko i dorobek na szali, wspierając tylko najwyższą jakość. I apeluję, żeby nie patrzeć na cenę w pierwszym rzędzie. Lepiej zamówić 5000 dobrych odblasków niż 10 000 chłamu — mówi z mocą aktorka.

Nie przebiera w słowach. Wali prawdę prosto w oczy.

— Dzwonią na przykład do mnie z jakiegoś urzędu miasta, że robią wielki festyn, będą znane zespoły i czy ja bym nie mogła podarować ileś tam tysięcy odblasków. Super, mówię, a czy wam się wydaje, że te odblaski to rosną u mnie w ogródku? Na kiełbaski z rożna i kabaret to pieniądze są, ale na bezpieczeństwo dzieciaków nie ma — Stalińska nie kryje oburzenia.

I ma świadomość, że nie pomoże wszystkim.

— Odbieram mnóstwo korespondencji od ofiar wypadków. Setki listów z prośbą o pomoc. Jestem wściekła, że nie jestem w stanie pomóc, zwłaszcza finansowo. To potworne uczucie. Wszyscy płacimy jakieś składki, zusy-niezusy, a jak dochodzi do wypadku, to państwo refunduje dziewiętnastowieczną protezę. A ta nowoczesna, która umożliwia pełen powrót do codzienności, to koszt od 30 tysięcy do 200 tysięcy złotych… O czym my mówimy? — bezradnie rozkłada ręce.

Własne wybory

Ale przecież Dorota Stalińska to nie tylko odblaski. Czy działalność społeczna nie stoi na przeszkodzie tej artystycznej?

— Fakt, kosztuje mnie to mnóstwo czasu i energii… Ale wciąż gram, może nie tak intensywnie jak kiedyś, czasy 30 przedstawień w miesiącu już minęły... Nie dlatego, że nie ma zapotrzebowania, po prostu wolę grać mniej, ale za większe pieniądze. To są moje wybory. Każdy ma swoje priorytety. Dziś cenniejsze jest dla mnie każde uratowane życie niż kolejne przedstawienie, na którym trochę zarobię... Ale cały czas gram. Niedawno obchodziłam piętnastolecie "Zgagi", od 32 lat gram "Żmiję", wciąż czuję szacunek i ogromną sympatię publiczności. I nadal jestem otwarta na ambitne propozycje i czekam na nowe wyzwania, zwłaszcza w kinie.

Dorota Stalińska

Główne role na koncie

Wybitna aktorka filmowa i teatralna. Zadebiutowała w 1976 r. u Andrzeja Wajdy w "Człowieku z marmuru". Laureatka wielu prestiżowych nagród. Wydała trzy tomiki wierszy: "Pożyczone natchnienie", "Niewierny czas" i "Agap". Wciąż w różnych miejscach w Polsce można oglądać jej monodramy "Zgaga" i "Żmija" (grana od 1978 r.) lub posłuchać recitalu "Kolory miłości". Była radną w Milanówku i w sejmiku mazowieckim. Prowadzi fundację "Nadzieja". Propaguje preparat ziołowy "Alveo" firmy Akuna. Więcej informacji:

www.dorotastalinska.pl.

Co daje odblask i dlaczego trzeba go nosić?

1. W Polsce jest ustawowy obowiązek noszenia odblasków poza terenem zabudowanym przez dzieci do lat 15.

2. Jeśli dziecko bez odblasku zostanie potrącone, daje to furtkę ubezpieczycielom do niewypłacenia odszkodowania.

3. Człowiek idący poboczem w ciemnym ubraniu bez odblasku jest widoczny w światłach samochodu z 10 m.

4. Człowiek idący poboczem w jasnym ubraniu bez odblasku jest widoczny w światłach samochodu z 30 m.

5. Człowiek idący poboczem z odblaskiem jest widoczny w światłach samochodu ze 150-300 m (najnowsza generacja odblasków: do 1 kilometra).

6. Droga hamowania samochodu jadącego ze średnią prędkością to 60 m.

7. W Polsce ginie rocznie na drogach około 6 tys. ludzi, okaleczonych w wypadkach zostaje około 70 tys. Prawie 50 proc. to piesi i rowerzyści.

8. Od zmroku do świtu zdarza się 50 proc. wszystkich śmiertelnych wypadków drogowych, chociaż ruch jest wtedy dziesięciokrotnie mniejszy.

9. Widoczność decyduje o czasie reakcji kierowcy i drodze hamowania pojazdu.

www.fundacjanadzieja.org.pl

foto: East News
foto: East News
None
None

Na początku był wypadek samochodowy i cudem uratowane życie. Zdjęcie jej auta sprasowanego przez potężnego stara obiegło wszystkie media. Dorota Stalińska przyrzekła sobie, że zrobi wszystko, by odtąd ratować życie innym. W 2001 r. założyła fundację "Nadzieja".

— To nie jest fundacja, która powstała, żeby kręcić własne lody — bez ogródek stawia sprawę aktorka.

Nie ukrywa, że prowadzenie fundacji to orka na ugorze.

— Założyłam ją, bo obiecałam to Bogu. Skoro ocalił mnie, to chyba po to, żebym mogła ocalić innych. I tak ciągnę tę misję, mimo tej całej okropnej biurokracji. Nie mam żadnych dotacji ani własnej stacji telewizyjnej, żeby móc wypromować swoje działania na szerszą skalę. Robię tyle, ile mogę, przy wsparciu przyjaciół — opowiada Dorota Stalińska.

Ziarno zostało zasiane

To właśnie ona wprowadziła modę na nowoczesne odblaski. Mówiła o nich przy każdej wizycie w telewizji i w niemal każdym wywiadzie w prasie.

— Namawiam wszystkie firmy, żeby zamiast inwestować w nikomu niepotrzebne breloczki, długopisiki, jakieś gówniane torebeczki i inne gadżety, zechciały wydać pieniądze na coś pożytecznego. Przecież na takim odblasku, czy to będzie bransoleta na rękę, czy naklejka na plecak, też można umieścić logo firmy. I w ten sposób budować wizerunek — z emocją przekonuje aktorka.

Widać, że to dla niej naprawdę ważna sprawa. I inwestuje w nią swój czas i umiejętności.

— Koszty leczenia i rehabilitacji ofiar wypadków wielokrotnie przekraczają nakłady potrzebne na profilaktykę. Ale u nas wciąż pokutuje filozofia "mądry Polak po szkodzie". Wolimy leczyć niż zapobiegać — zżyma się artystka. — Dlatego skupiłam się na edukacji dzieci i młodzieży. Wypracowałam sobie taką atrakcyjną "Lekcję bezpieczeństwa" i w miarę możliwości jeżdżę z nią po szkołach całej Polski, szczególnie do placówek wiejskich i małych miasteczek, zwłaszcza położonych przy ruchliwych trasach. Jeżdżę i uczę, jak wiele w zakresie bezpieczeństwa na drodze zależy od nas samych — dodaje Dorota Stalińska.

Rzeczywiście, aktorkę ciężko zastać w domu. Ciągle w trasie. Tylko w tym miesiącu cała seria spotkań organizowanych wspólnie z budującą autostrady firmą MotaEngil: Siedlec, Szczodre, Borowa, Gościkowo, Kaława, Przemyśl, Żywiec… Czasem ciężko znaleźć na mapie, a co dopiero trafić!

— Spotykam fantastyczne dzieciaki. Przez wspólną zabawę wpajam im zasady bezpiecznego poruszania się po drogach, rozdaję odblaski, z których maluchy są bardzo dumne, wiem, że na pewno będą z nich korzystać. W ten sposób stają się rzecznikami bezpieczeństwa, to one będą edukowały swoich rodziców i inne dzieci. Takie lekcje powinny się odbywać w każdej polskiej szkole i do tego właśnie poszukuję sponsorów… — wzdycha ciężko aktorka.

I dodaje:

— Zawsze powtarzam, że w Polsce najgorszą epidemią jest epidemia wypadków drogowych. Nie żadna świńska czy ptasia grypa. Tylko Korea Północna wyprzedza nas w tych zatrważających statystykach. Ale temat jest coraz ważniejszy i to nie tylko u nas. ONZ ogłosił lata 2011-20 Dekadą Działań na Rzecz Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, inauguracja tej dekady nastąpi w Polsce już 11 maja — opowiada z nadzieją na poprawę sytuacji.

Tańszy, czyli gorszy

Niestety, nikt nie prowadzi badań, które pokazywałyby liczbę wypadków na drogach z udziałem pieszych i rowerzystów z rozgraniczenie na tych, którzy mają odblask i na tych bez odblasku. Ale są inne statystyki.

— Często dostaję z powiatów, które zostały objęte naszym programem, specjalne raporty. Wynika z nich wyraźnie, że liczba wypadków z udziałem pieszych po takiej kompleksowej akcji na danym terenie spada. Czyli są wymierne efekty takiej działalności. A przecież nie ma nic cenniejszego niż zdrowie i życie, prawda? — retorycznie pyta Stalińska.

I tu dochodzimy do sedna problemu. Odblask odblaskowi nierówny. Wiadomo: tańszy na ogół oznacza gorszy.

— Jesteśmy zalani chińszczyzną! To oczywiste, że dobry odblask musi kosztować trochę więcej od śmiecia. Mieliśmy robić ogólnopolski program z Ministerstwem Rozwoju Regionalnego, no ale ono musiało zrobić przetarg, żeby kupić odblaski. Wiadomo, jakie kryterium decyduje: cena. Kupili chłam i cała akcja upadła. Ja nie mogę wziąć odpowiedzialności za iluzję. Bo rozdając tanie odblaski, robimy ludziom jeszcze większą krzywdę — dajemy im iluzję bezpieczeństwa. Jest ogromna różnica, czy odblask świeci z 50 metrów czy z kilometra. A ja stawiam swój honor, nazwisko i dorobek na szali, wspierając tylko najwyższą jakość. I apeluję, żeby nie patrzeć na cenę w pierwszym rzędzie. Lepiej zamówić 5000 dobrych odblasków niż 10 000 chłamu — mówi z mocą aktorka.

Nie przebiera w słowach. Wali prawdę prosto w oczy.

— Dzwonią na przykład do mnie z jakiegoś urzędu miasta, że robią wielki festyn, będą znane zespoły i czy ja bym nie mogła podarować ileś tam tysięcy odblasków. Super, mówię, a czy wam się wydaje, że te odblaski to rosną u mnie w ogródku? Na kiełbaski z rożna i kabaret to pieniądze są, ale na bezpieczeństwo dzieciaków nie ma — Stalińska nie kryje oburzenia.

I ma świadomość, że nie pomoże wszystkim.

— Odbieram mnóstwo korespondencji od ofiar wypadków. Setki listów z prośbą o pomoc. Jestem wściekła, że nie jestem w stanie pomóc, zwłaszcza finansowo. To potworne uczucie. Wszyscy płacimy jakieś składki, zusy-niezusy, a jak dochodzi do wypadku, to państwo refunduje dziewiętnastowieczną protezę. A ta nowoczesna, która umożliwia pełen powrót do codzienności, to koszt od 30 tysięcy do 200 tysięcy złotych… O czym my mówimy? — bezradnie rozkłada ręce.

Własne wybory

Ale przecież Dorota Stalińska to nie tylko odblaski. Czy działalność społeczna nie stoi na przeszkodzie tej artystycznej?

— Fakt, kosztuje mnie to mnóstwo czasu i energii… Ale wciąż gram, może nie tak intensywnie jak kiedyś, czasy 30 przedstawień w miesiącu już minęły... Nie dlatego, że nie ma zapotrzebowania, po prostu wolę grać mniej, ale za większe pieniądze. To są moje wybory. Każdy ma swoje priorytety. Dziś cenniejsze jest dla mnie każde uratowane życie niż kolejne przedstawienie, na którym trochę zarobię... Ale cały czas gram. Niedawno obchodziłam piętnastolecie "Zgagi", od 32 lat gram "Żmiję", wciąż czuję szacunek i ogromną sympatię publiczności. I nadal jestem otwarta na ambitne propozycje i czekam na nowe wyzwania, zwłaszcza w kinie.

Dorota Stalińska

Główne role na koncie

Wybitna aktorka filmowa i teatralna. Zadebiutowała w 1976 r. u Andrzeja Wajdy w "Człowieku z marmuru". Laureatka wielu prestiżowych nagród. Wydała trzy tomiki wierszy: "Pożyczone natchnienie", "Niewierny czas" i "Agap". Wciąż w różnych miejscach w Polsce można oglądać jej monodramy "Zgaga" i "Żmija" (grana od 1978 r.) lub posłuchać recitalu "Kolory miłości". Była radną w Milanówku i w sejmiku mazowieckim. Prowadzi fundację "Nadzieja". Propaguje preparat ziołowy "Alveo" firmy Akuna. Więcej informacji:

www.dorotastalinska.pl.

Co daje odblask i dlaczego trzeba go nosić?

1. W Polsce jest ustawowy obowiązek noszenia odblasków poza terenem zabudowanym przez dzieci do lat 15.

2. Jeśli dziecko bez odblasku zostanie potrącone, daje to furtkę ubezpieczycielom do niewypłacenia odszkodowania.

3. Człowiek idący poboczem w ciemnym ubraniu bez odblasku jest widoczny w światłach samochodu z 10 m.

4. Człowiek idący poboczem w jasnym ubraniu bez odblasku jest widoczny w światłach samochodu z 30 m.

5. Człowiek idący poboczem z odblaskiem jest widoczny w światłach samochodu ze 150-300 m (najnowsza generacja odblasków: do 1 kilometra).

6. Droga hamowania samochodu jadącego ze średnią prędkością to 60 m.

7. W Polsce ginie rocznie na drogach około 6 tys. ludzi, okaleczonych w wypadkach zostaje około 70 tys. Prawie 50 proc. to piesi i rowerzyści.

8. Od zmroku do świtu zdarza się 50 proc. wszystkich śmiertelnych wypadków drogowych, chociaż ruch jest wtedy dziesięciokrotnie mniejszy.

9. Widoczność decyduje o czasie reakcji kierowcy i drodze hamowania pojazdu.

www.fundacjanadzieja.org.pl

Na początku był wypadek samochodowy i cudem uratowane życie. Zdjęcie jej auta sprasowanego przez potężnego stara obiegło wszystkie media. Dorota Stalińska przyrzekła sobie, że zrobi wszystko, by odtąd ratować życie innym. W 2001 r. założyła fundację "Nadzieja".

— To nie jest fundacja, która powstała, żeby kręcić własne lody — bez ogródek stawia sprawę aktorka.

Nie ukrywa, że prowadzenie fundacji to orka na ugorze.

— Założyłam ją, bo obiecałam to Bogu. Skoro ocalił mnie, to chyba po to, żebym mogła ocalić innych. I tak ciągnę tę misję, mimo tej całej okropnej biurokracji. Nie mam żadnych dotacji ani własnej stacji telewizyjnej, żeby móc wypromować swoje działania na szerszą skalę. Robię tyle, ile mogę, przy wsparciu przyjaciół — opowiada Dorota Stalińska.

Ziarno zostało zasiane

To właśnie ona wprowadziła modę na nowoczesne odblaski. Mówiła o nich przy każdej wizycie w telewizji i w niemal każdym wywiadzie w prasie.

— Namawiam wszystkie firmy, żeby zamiast inwestować w nikomu niepotrzebne breloczki, długopisiki, jakieś gówniane torebeczki i inne gadżety, zechciały wydać pieniądze na coś pożytecznego. Przecież na takim odblasku, czy to będzie bransoleta na rękę, czy naklejka na plecak, też można umieścić logo firmy. I w ten sposób budować wizerunek — z emocją przekonuje aktorka.

Widać, że to dla niej naprawdę ważna sprawa. I inwestuje w nią swój czas i umiejętności.

— Koszty leczenia i rehabilitacji ofiar wypadków wielokrotnie przekraczają nakłady potrzebne na profilaktykę. Ale u nas wciąż pokutuje filozofia "mądry Polak po szkodzie". Wolimy leczyć niż zapobiegać — zżyma się artystka. — Dlatego skupiłam się na edukacji dzieci i młodzieży. Wypracowałam sobie taką atrakcyjną "Lekcję bezpieczeństwa" i w miarę możliwości jeżdżę z nią po szkołach całej Polski, szczególnie do placówek wiejskich i małych miasteczek, zwłaszcza położonych przy ruchliwych trasach. Jeżdżę i uczę, jak wiele w zakresie bezpieczeństwa na drodze zależy od nas samych — dodaje Dorota Stalińska.

Rzeczywiście, aktorkę ciężko zastać w domu. Ciągle w trasie. Tylko w tym miesiącu cała seria spotkań organizowanych wspólnie z budującą autostrady firmą MotaEngil: Siedlec, Szczodre, Borowa, Gościkowo, Kaława, Przemyśl, Żywiec… Czasem ciężko znaleźć na mapie, a co dopiero trafić!

— Spotykam fantastyczne dzieciaki. Przez wspólną zabawę wpajam im zasady bezpiecznego poruszania się po drogach, rozdaję odblaski, z których maluchy są bardzo dumne, wiem, że na pewno będą z nich korzystać. W ten sposób stają się rzecznikami bezpieczeństwa, to one będą edukowały swoich rodziców i inne dzieci. Takie lekcje powinny się odbywać w każdej polskiej szkole i do tego właśnie poszukuję sponsorów… — wzdycha ciężko aktorka.

I dodaje:

— Zawsze powtarzam, że w Polsce najgorszą epidemią jest epidemia wypadków drogowych. Nie żadna świńska czy ptasia grypa. Tylko Korea Północna wyprzedza nas w tych zatrważających statystykach. Ale temat jest coraz ważniejszy i to nie tylko u nas. ONZ ogłosił lata 2011-20 Dekadą Działań na Rzecz Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, inauguracja tej dekady nastąpi w Polsce już 11 maja — opowiada z nadzieją na poprawę sytuacji.

Tańszy, czyli gorszy

Niestety, nikt nie prowadzi badań, które pokazywałyby liczbę wypadków na drogach z udziałem pieszych i rowerzystów z rozgraniczenie na tych, którzy mają odblask i na tych bez odblasku. Ale są inne statystyki.

— Często dostaję z powiatów, które zostały objęte naszym programem, specjalne raporty. Wynika z nich wyraźnie, że liczba wypadków z udziałem pieszych po takiej kompleksowej akcji na danym terenie spada. Czyli są wymierne efekty takiej działalności. A przecież nie ma nic cenniejszego niż zdrowie i życie, prawda? — retorycznie pyta Stalińska.

I tu dochodzimy do sedna problemu. Odblask odblaskowi nierówny. Wiadomo: tańszy na ogół oznacza gorszy.

— Jesteśmy zalani chińszczyzną! To oczywiste, że dobry odblask musi kosztować trochę więcej od śmiecia. Mieliśmy robić ogólnopolski program z Ministerstwem Rozwoju Regionalnego, no ale ono musiało zrobić przetarg, żeby kupić odblaski. Wiadomo, jakie kryterium decyduje: cena. Kupili chłam i cała akcja upadła. Ja nie mogę wziąć odpowiedzialności za iluzję. Bo rozdając tanie odblaski, robimy ludziom jeszcze większą krzywdę — dajemy im iluzję bezpieczeństwa. Jest ogromna różnica, czy odblask świeci z 50 metrów czy z kilometra. A ja stawiam swój honor, nazwisko i dorobek na szali, wspierając tylko najwyższą jakość. I apeluję, żeby nie patrzeć na cenę w pierwszym rzędzie. Lepiej zamówić 5000 dobrych odblasków niż 10 000 chłamu — mówi z mocą aktorka.

Nie przebiera w słowach. Wali prawdę prosto w oczy.

— Dzwonią na przykład do mnie z jakiegoś urzędu miasta, że robią wielki festyn, będą znane zespoły i czy ja bym nie mogła podarować ileś tam tysięcy odblasków. Super, mówię, a czy wam się wydaje, że te odblaski to rosną u mnie w ogródku? Na kiełbaski z rożna i kabaret to pieniądze są, ale na bezpieczeństwo dzieciaków nie ma — Stalińska nie kryje oburzenia.

I ma świadomość, że nie pomoże wszystkim.

— Odbieram mnóstwo korespondencji od ofiar wypadków. Setki listów z prośbą o pomoc. Jestem wściekła, że nie jestem w stanie pomóc, zwłaszcza finansowo. To potworne uczucie. Wszyscy płacimy jakieś składki, zusy-niezusy, a jak dochodzi do wypadku, to państwo refunduje dziewiętnastowieczną protezę. A ta nowoczesna, która umożliwia pełen powrót do codzienności, to koszt od 30 tysięcy do 200 tysięcy złotych… O czym my mówimy? — bezradnie rozkłada ręce.

Własne wybory

Ale przecież Dorota Stalińska to nie tylko odblaski. Czy działalność społeczna nie stoi na przeszkodzie tej artystycznej?

— Fakt, kosztuje mnie to mnóstwo czasu i energii… Ale wciąż gram, może nie tak intensywnie jak kiedyś, czasy 30 przedstawień w miesiącu już minęły... Nie dlatego, że nie ma zapotrzebowania, po prostu wolę grać mniej, ale za większe pieniądze. To są moje wybory. Każdy ma swoje priorytety. Dziś cenniejsze jest dla mnie każde uratowane życie niż kolejne przedstawienie, na którym trochę zarobię... Ale cały czas gram. Niedawno obchodziłam piętnastolecie "Zgagi", od 32 lat gram "Żmiję", wciąż czuję szacunek i ogromną sympatię publiczności. I nadal jestem otwarta na ambitne propozycje i czekam na nowe wyzwania, zwłaszcza w kinie.

Dorota Stalińska

Główne role na koncie

Wybitna aktorka filmowa i teatralna. Zadebiutowała w 1976 r. u Andrzeja Wajdy w "Człowieku z marmuru". Laureatka wielu prestiżowych nagród. Wydała trzy tomiki wierszy: "Pożyczone natchnienie", "Niewierny czas" i "Agap". Wciąż w różnych miejscach w Polsce można oglądać jej monodramy "Zgaga" i "Żmija" (grana od 1978 r.) lub posłuchać recitalu "Kolory miłości". Była radną w Milanówku i w sejmiku mazowieckim. Prowadzi fundację "Nadzieja". Propaguje preparat ziołowy "Alveo" firmy Akuna. Więcej informacji:

www.dorotastalinska.pl.

Co daje odblask i dlaczego trzeba go nosić?

1. W Polsce jest ustawowy obowiązek noszenia odblasków poza terenem zabudowanym przez dzieci do lat 15.

2. Jeśli dziecko bez odblasku zostanie potrącone, daje to furtkę ubezpieczycielom do niewypłacenia odszkodowania.

3. Człowiek idący poboczem w ciemnym ubraniu bez odblasku jest widoczny w światłach samochodu z 10 m.

4. Człowiek idący poboczem w jasnym ubraniu bez odblasku jest widoczny w światłach samochodu z 30 m.

5. Człowiek idący poboczem z odblaskiem jest widoczny w światłach samochodu ze 150-300 m (najnowsza generacja odblasków: do 1 kilometra).

6. Droga hamowania samochodu jadącego ze średnią prędkością to 60 m.

7. W Polsce ginie rocznie na drogach około 6 tys. ludzi, okaleczonych w wypadkach zostaje około 70 tys. Prawie 50 proc. to piesi i rowerzyści.

8. Od zmroku do świtu zdarza się 50 proc. wszystkich śmiertelnych wypadków drogowych, chociaż ruch jest wtedy dziesięciokrotnie mniejszy.

9. Widoczność decyduje o czasie reakcji kierowcy i drodze hamowania pojazdu.

www.fundacjanadzieja.org.pl

Możesz zainteresować się również: