W Eurobanku rekonstruują afrykański port
Szkolenie trwało dzień, ale nikt się nie nudził. Były prawdziwe emocje: walka z czasem i własnymi błędami oraz spory w zespole.
„Massawa” to gra stworzona przez trenerów Eurobanku. Jest jednym z elementów programu doskonalenia umiejętności zarządzania projektami. Wraz z innymi dziennikarzami zostałam zaproszona do wzięcia w niej udziału. Jest nas ośmioro. Wśród nas wiceprezes Eurobanku.
Pod okiem Waszyngtonu
Podstawą gry jest prawdziwa historia odbudowy przez kapitana Ellsberga z US Navy portu Massawa w Erytrei. Trudny projekt — zrujnowany port, dziesiątki zatopionych wraków, fatalny klimat, wielonarodowa masa ludzi.
Naszym zadaniem jest — jak w przypadku Ellsberga — odbudowanie portu. Mamy na to 10 tur po 25 minut. O tym, jakie role będziemy pełnili, decyduje los. Można zostać jednoosobowym: komitetem sterującym, nadzorem jakości, wsparciem projektu, zespołem budowlańców, remontowym, nurków, logistyki albo szefem projektu. Ja zostaję szefem nurków.
Massawa składa się z nabrzeża, warsztatów i doków. Część trzeba odbudować (z klocków). Mamy pieniądze, skąpo wydzielane na każdą turę przez Waszyngton (czyli twórców gry, nadzorujących jej przebieg) na cegły, stal i pensje dla pracowników. Dostajemy też cennik.
Gdzie kontrola jakości
Zaczynamy. Trzeba zaplanować prace na każdą rundę. Na ile materiałów budowlanych wystarczy nam pieniędzy? Przy nabrzeżu mogą cumować statki przeznaczone do remontu. Jego pojemność jest ograniczona. Wejście do portu blokuje pięć zatopionych okrętów. Trzeba je wydobyć. Co pewien czas trzeba też odmulić port, inaczej żaden naprawiony statek nie wypłynie.
Największe zamieszanie jest przy składaniu zamówień na materiały budowlane przez szefa budowy i szefa remontowców, którzy muszą policzyć, ile potrzebują cegieł i stali (klocków) na odbudowanie nabrzeża, warsztatów, doków i statków. Na dodatek, tak jak podczas wojny, pojawiają się nieprzewidziane sytuacje (zaskakują nas nimi w trakcie gry prowadzący): a to zatopiony w porcie dźwig, a to malaria rozkłada robotników, a to ceny stali idą w górę. Trzeba temu przeciwdziałać.
W połowie pracy robi się nerwowo. Odbudowaliśmy już połowę portu, ale tylko cztery statki. Ktoś uważa, że źle się do tego zabraliśmy, kto inny proponuje, by wyciągać dźwig z dna portu, a kolejny — że lepiej skupić się na dokach i statkach. Okazuje się, że część portu jest źle zbudowana. Tracimy czas. Ktoś krzyczy: „Dlaczego kontrola jakości tego nie zauważyła!”.
Nie spodziewałam się takich emocji.
Zagrać, by zrozumieć
Najlepsza do tej pory grupa pracowników Eurobanku odbudowała port i 22 statki. Nam do ich rekordu zabrakło jednego warsztatu i sześciu okrętów. Nieźle.
Po zakończeniu gry prowadzący pytają, czy jesteśmy zadowoleni ze swojej pracy. Odpowiadamy zgodnie, że zabrakło dobrego planowania, jasnych procedur, ścieżek podejmowania decyzji, zawiodła też komunikacja. Zespół jest jak system naczyń połączonych, a każdy błąd kosztuje. Mało odkrywcze, ale trzeba było wziąć udział w grze, żeby zrozumieć, jak to działa w przypadku zarządzania projektami.
Dorota Czerwińska