
Gry komputerowe to rozrywka. Bywa też, że realny sport. Producenci kolejnych tytułów zabierają graczy na korty, tory wyścigowe czy boiska całego świata. Pozwalają zarządzać armiami czy zespołami wyścigowymi, walczyć z potworami w świecie fantasy i z obcymi w kosmosie. W wirtualnym świecie można rozwiązywać zagadki, przeżywać przygody i realizować niebezpieczne misje ratowania świata. Są gry przygodowe, sportowe, strzelanki i RPG. Niezależnie od rodzaju można bawić się samemu lub konkurować z graczami z różnych krajów. Świat gier komputerowych ma wiele zakamarków i nisz, a jedną z nich są wirtualne symulatory. Rzec by można, że to najbardziej polska nisza.
Nudne jak… życie

Symulator to rodzaj gry komputerowej, który początkowo ograniczał się wyłącznie do symulatorów lotnictwa. A że nie brakowało śmiałków gotowych do pilotowania wirtualnego samolotu na trasie, dajmy na to, Warszawa–Nowy Jork, i to w czasie rzeczywistym (tak!, osiem godzin siedzenia przed ekranem), producenci zaczęli podsuwać graczom coraz to nowsze pomysły, które pozwalają spełnić się wirtualnie już nie tylko jako pilot, lecz także kierowca ciężarówki, kierownik hotelu, kucharz, architekt wnętrz czy elektryk lub budowlaniec. Duży stopień realizmu, procesy realizowane w czasie rzeczywistym, a także konieczność posiadania choćby podstawowej wiedzy na temat profesji, w którą się wcielamy, sprawiły, że tego typu gry stworzyły własną niszę: symulatory zawodów.
Z pozoru wydawać by się mogło, że to zajęcie… nudne jak życie codzienne. Okazuje się jednak, że możliwość sprawdzenia się w jakimś zawodzie jest atrakcyjną rozrywką dla milionów graczy na całym świecie. Nie odstrasza ich (ba!, jest wręcz przeciwnie), że niektóre gry są tak przyziemne, jak tylko można sobie wyobrazić. Weźmy choćby symulację pracy na budowie. I to jest powód, dla którego tego typu produkcje są żyłą złota dla ich producentów. Budżety na ich stworzenie są nieporównywalnie mniejsze niż w wypadku wielkich produkcji, np. „Wiedźmina”, a zyski pojawiają się szybko. Nawet bardzo szybko. Przykład? Pierwszy z brzegu. Symulator strategiczny pozwalający wcielić się w farmera, czyli przygotowana przez łódzkie studio Cleversan Software gra „Farm Manager 2018”, która miała premierę na platformie Steam w 2018 r. i już w pierwszej dobie sprzedaży zwróciła wszystkie koszty produkcji i marketingu. Takich przypadków jest znacznie więcej. Znacznie więcej jest też polskich producentów gier, którzy wyspecjalizowali się w symulatorach. Można z powodzeniem powiedzieć, że to nasz sport narodowy. Gatunek gier, jaki dosłownie opanowali Polacy. Przepis na sukces? Niski budżet, niewielkie zespoły, szybki zysk. No i pomysł.
Bakcyl UAZ-a

Pomysły bywają rzeczywiście odjechane. Symulator pracy dezynsektora? Proszę. Udawanie właściciela stacji paliw? A jakże! Można też, całkiem legalnie, zostać dilerem narkotyków. Polska spółka PlayWay, czyli niekwestionowany lider rynku symulatorów, wypuści pod koniec roku tytuł polskiego studia SimulaM, w którym będzie można się wcielić w… Jezusa Chrystusa. A skoro już jesteśmy przy PlayWayu. To polski producent i wydawca gier komputerowych. Spółka wspiera finansowo także projekty innych rodzimych zespołów deweloperskich, jak w wypadku wymienionej symulacji religijnej. To swoiste konsorcjum odpowiada za publikację jednego z najbardziej znanych polskich symulatorów – serii „Car Mechanic Simulator”. Gra, w której użytkownik wciela się w mechanika samochodowego i musi zdiagnozować usterkę, by ją naprawić, zdobyła miliony zwolenników na całym globie. Jej najnowsza część („Car Mechanic Simulator 2021”) zwróciła się w 24 godziny od rynkowego debiutu. Wprowadzane przez producenta kolejne dodatki (np. związane z serwisowaniem konkretnych marek aut) sprawiają, że strumień pieniędzy nie przestaje płynąć (w 2022 r. zysk EBITDA PlayWaya przekroczył 174 mln zł, to o 20 mln więcej niż rok wcześniej).
Ten potencjał zainteresował Marcina Zaleńskiego, prezesa studia Image Power. By móc z niego skorzystać, potrzebował jednak zapalnika. Okazał się nim bakcyl złapany w dzieciństwie. Image Power pracuje m.in. nad symulatorami renowacji nawiedzonych domów, pracy w laboratorium szalonego naukowca czy karetki pogotowia. Jedną z najświeższych produkcji jest… zaproszenie do zjechania z asfaltu – „Offroad Mechanic Simulator”. Skąd pomysł?
– Produkujemy gry, co chwila musimy wpadać na nowe pomysły – śmieje się Marcin Zaleński.
A pańska pasja nie ma z tym najnowszym nic wspólnego?
– No dobra, przyznaję się. Ale to nie jest tak, że robimy grę o offroadzie dlatego, że to moje hobby. Połknięcie offroadowego bakcyla ułatwia mi jednak przekazanie tego, co w tym sporcie najbardziej wciągające – mówi szef Image Power.
Łatwo złapać takiego bakcyla?
– Bardzo łatwo. Ja złapałem go już dzieciństwie, choć nie do końca miałem tego świadomość. Mój ojciec miał UAZ-a i to właśnie tą siermiężną radziecką terenówką zdobywałem pierwsze szlify jako kierowca. Nie od razu zaraziłem się jazdą w terenie. Dojrzewało to we mnie blisko trzy dekady. Auta terenowe zawsze chodziły mi po głowie, ale nie zawsze była możliwość zainwestowania w marzenie. Dopiero około czterdziestki udało mi się kupić Jeepa Wranglera. No i się zaczęło – wspomina biznesmen.

Praca nad grą?
– Nie. Zabawa w offroad. Każdy, kto lubi auta terenowe, wie, że kupno seryjnego samochodu to dopiero początek przygody. Offroad to zdecydowanie więcej niż tylko jazda po bezdrożach. Ma w sobie elementy inżynierii i mechaniki. Ciągłe zmiany, udoskonalenia. Zawieszenie, opony, wyciągarka etc. To dosłownie niekończący się projekt. Nieustanna przebudowa auta, by było zdolne pokonać coraz trudniejsze przeszkody. To, wraz z przyjemnością z jazdy, czyni offroad ogromnie uzależniającym zajęciem. I właśnie tę atmosferę chciałem przenieść do świata wirtualnego – mówi Marcin Zaleński.
Offroadowy szpej

Szef Image Power nie ukrywa, że kreując pomysł na nową grę, kierował się m.in. ogromnym zainteresowaniem tytułem „Car Mechanic Simulator”, jednak jego produkcja, choć o podobnej tematyce, jest zupełnie inna.
– Podobnie jak w „Car Mechanic Simulator” rozgrywka toczy się w warsztacie, jednak w „Offroad Mechanic Simulator” nie chodzi o diagnozowanie usterek i ich likwidację, lecz offroadowy tuning aut. Gracz dostaje do dyspozycji samochód i masę części: sprężyny, amortyzatory, opony i całą resztę offroadowego szpeju. Gracz decyduje o wielkości liftu czy opon, doborze przełożeń, dodatkowego wyposażenia itd. Zbudowany przez siebie samochód może przetestować w wirtualnym terenie. Potem kolejne przeróbki i powrót w teren, by zajechać jak najdalej, pokonać coraz trudniejsze przeszkody – opowiada Marcin Zaleński.

Czy to prawda, że stworzonym w wirtualnym świecie autem można pojechać w prawdziwy teren?
– Trochę naciągana, ale tak, to możliwe. Zanim zespół usiadł do prac nad grą, kupiliśmy Nissana Patrola. Poddawaliśmy go modyfikacjom i zabieraliśmy w teren. Chciałem, żeby wszyscy pracujący nad grą poczuli offroadowy klimat. Auto zainspirowało także jeden z modeli samochodów pojawiających się w grze. Innymi słowy, zbliżonym do prawdziwego samochodem mogą się bawić wirtualni offroadowcy. Zatem jeśli komuś naprawdę zależy, może auto będące inspiracją zobaczyć na żywo – śmieje się Marcin Zaleński.

Na jakie zainteresowanie nową grą liczą jej twórcy?
– Celujemy przede wszystkim w rynek amerykański, gdyż to właśnie tam offroad jest najbardziej popularny. Liczymy też na Australię, Afrykę i Azję, szczególnie Chiny. Kilka milionów graczy jest w naszym zasięgu, oczywiście nie od razu, ale tak szacujemy potencjał „Offroad Mechanic Simulator”– zdradza Marcin Zaleński.
Czy twórca pochłonięty debiutem nowej gry na jeszcze czas na offroad w realu?
– Oczywiście. Zamieniłem Jeepa Wranglera, który był przygotowany bardziej do przepraw, na Dodge’a RAM-a 1500 i przyszykowałem do terenowych wypraw, bo właśnie ta odnoga offroadu bardzo mnie ostatnio wciągnęła. Podróżuję z rodziną – mówi Marcin Zaleński.

To właśnie wielowątkowość offroadu sprawia, że w nowej grze drzemie spory potencjał. Offroadowych dyscyplin jest wiele. Wspomniane rajdy przeprawowe czy wyprawy terenowe to tylko wierzchołek góry lodowej. Są jeszcze rajdy cross country (np. Dakar), rock crawling (jazda po skałach) i wiele innych. Każda z tych dyscyplin wymaga innego przygotowania samochodu i każda jest doskonałym materiałem na… dodatek do gry.
– To prawda. Na razie jednak koncentrujemy się na premierze pierwszej części – 3 kwietnia 2023 r. wydaliśmy darmowy prolog. To szansa na pokazanie graczom, o co chodzi w rozgrywce, i zaprezentowanie środowiska naszej gry, a także sygnał, że jej pełna wersja jest już gotowa. Szacujemy, że ukaże się w czerwcu. Od tego, jak zostanie przyjęta, zależą jej dalsze losy – zapowiada Marcin Zaleński.

