To nie błąd, ale wielbłąd. To powiedzenie pasuje jak ulał do ostatnich działań Olympic Entertainment Group (OEG), jednego z największych operatorów kasyn w naszej części Europy, notowanego na GPW i giełdzie w Tallinie, a wycenianego na prawie 1,2 mld zł. Kilka dni temu OEG poinformował, że w celu zminimalizowania kosztów „zmuszony” jest do zamrożenia działalności w Polsce, co będzie kosztować do 1 mln EUR i spowoduje utratę wartości aktywów wycenianych księgowo na 9-10 mln EUR.

Tyle że z ustaleń „PB” wynika, że OEG zmusił się do tego sam. OEG to zatrudniający ponad 3200 osób operator kasyn w kilku krajach, głównie bałtyckich. W Polsce od jakiegoś czasu grupa prowadziła tylko jedną placówkę, w warszawskim hotelu Hilton. Kasyno jedno, ale największe i najbardziej dochodowe w Polsce. Dość powiedzieć, że choć było ledwie jedną ze 125 jaskiń hazardu, należących do OEG, to dawało estońskiej spółce ponad 10 proc. przychodów (w I półroczu 2016 r. 9,4 mln EUR z 92 mln EUR). Dawało, bo 23 września skończyła mu się licencja i zostało zamknięte.
Dziwne tłumaczenia
Bomba wybuchła dwa dni wcześniej, na spotkaniu prezesa OEG Madisa Jäägera z inwestorami, zaniepokojonymi wygasającą licencją i brakiem informacji spółki na ten temat. O sprawie napisał estoński dziennik gospodarczy „Äripäev”, na co szef OEG zareagował raportem, w którym przekonywał, że o terminie wygaśnięcia licencji można było m.in. dowiedzieć się z… komunikatu z 2010 r., dotyczącego jej przyznania.
Madis Jääger podkreślał, iż OEG jest zainteresowany dalszą obecnością na polskim rynku oraz że dotychczas nie otrzymał decyzji w sprawie przedłużenia koncesji. Tyle że w polskich regulacjach od kilku lat nie ma takiej procedury jak przedłużanie koncesji. Już w grudniu 2015 r. Ministerstwo Finansów (MF) poinformowało, że we wrześniu 2016 r. wygasają trzy warszawskie licencje kasynowe (w tym OEG w hotelu Hilton), a zainteresowane firmy hazardowe mają trzy miesiące na złożenie wniosku.
W terminie zareagowali dwaj potentaci polskiego rynku: kontrolowana przez Zbigniewa Benbenka grupa ZPR (dwie aplikacje) i mające austriackiego właściciela Casinos Poland (jedna). Wszystkie trzy wnioski zostały przez MF zaakceptowane. OEG w ogóle nie wystąpił o nową koncesję. Dlaczego? Tego nie wie nikt.
Ponad rok z głowy
Konkurenci OEG nieoficjalnie podejrzewają, że mogło to być zaniedbanie czy przeoczenie poprzedniego prezesa OEG w Polsce, Cezarego Gizki, który w maju 2016 r. zrezygnował ze stanowiska.
Z nim samym nie udało się nam skontaktować, a nasze pytania w tej sprawie, skierowane do jego następcy Sławomira Świtalskiego oraz Madisa Jäägera, pozostały bez odpowiedzi. Zamiast tego szef OEG opublikował kolejny komunikat, w którym przyznał, że spółka nie złożyła wniosku w terminie, bo nie miała wymaganej prawem pozytywnej opinii rady Warszawy. I że zrobiła to dopiero 1 września 2016 r. Tyle że dwa wnioski spółek z grupy OEG figurują na stronie MF jako niespełniające warunków formalnych (chodzi zapewne o to, że złożono je po terminie i wciąż bez pozytywnej opinii rady Warszawy).
OEG w komunikacie próbuje przekonywać, że wciąż ma szansę na otrzymanie warszawskiej koncesji, bo jeden z trzech podmiotów, które je uzyskały, jej nie odebrał. Z ustaleń „PB” wynika jednak, że nie ma na to szans. A na zdecydowanie najbardziej dochodowy warszawski rynek estońska grupa będzie mogła wrócić dopiero w styczniu 2018 r., kiedy zwalnia się kolejna licencja (obecnie ustawowy limit jest wyczerpany). © Ⓟ