OPEC+ nie zdoła wywindować cen ropy

Skupieni wokół OPEC producenci ropy mogą lekko ciąć wydobycie, jednak wobec widma wejścia rynku w stan nadpodaży ewentualne zwyżki cen surowca zapewne okażą się nietrwałe

W czwartek 5 grudnia, w pierwszy dzień obrad skupionych wokół OPEC producentów ropy w Wiedniu, ceny surowca rosły, odrabiając z nawiązką straty poniesione w ubiegłym tygodniu. Zanotowany w środę prawie 4-procentowy skok cen odmiany brent był najsilniejszy od wrześniowego ataku na saudyjskie instalacje naftowe. Kupujących wspierały postępy w negocjacjach handlowych między Stanami Zjednoczonymi a Chinami (dojście do tymczasowego porozumienia wsparłoby globalną gospodarkę, tym samym poprawiając perspektywy popytu na ropę) oraz nadzieje na decyzję OPEC+ o cięciu wydobycia.

„W tym tygodniu kilkakrotnie padły sugestie, że scenariusz dalszego obniżania przez kartel limitów produkcji ropy może się zrealizować, co przełożyło się na presję na zwyżki cen surowca. Z drugiej strony rozbudzenie oczekiwań inwestorów oznacza, że notowania ropy mogą być podatne na odreagowanie spadkowe, jeśli do obniżenia limitów jednak nie dojdzie” — komentuje Dorota Sierakowska, analityk DM BOŚ.

Łamanie limitów

Na wiedeńskim szczycie poruszono możliwość pogłębienia cięć produkcji, a na ściślejsze egzekwowanie przestrzegania limitów przez poszczególnych producentów naciskała Arabia Saudyjska — przyznali uczestniczący w rozmowach przedstawiciele Nigerii.

Właśnie notoryczne przekraczanie limitów wydobycia jest największym problemem OPEC+. Irak, który zobowiązał się do ograniczenia wydobycia do 4,5 mln baryłek dziennie, w niektórych miesiącach tego roku produkował prawie 4,8 mln baryłek. Regularnie ograniczenia przekraczają chociażby Nigeria czy Kazachstan, a Rosja w swoim limicie zmieściła się tylko w trzech miesiącach tego roku, i to głównie za sprawą zakłóceń w przesyle rurociągiem „Przyjaźń”. Będąca nieformalnym liderem kartelu Arabia Saudyjska przez wiele miesięcy przymykała oko na tę sytuację, łagodząc jej wpływ na rynek głębszymi od zobowiązań cięciami własnej produkcji. W szczytowym momencie saudyjska produkcja była nawet o 700 tys. baryłek dziennie niższa od ograniczeń — w dużej mierze było to związane z chęcią wspierania cen ropy przed pierwszą ofertą publiczną (IPO) państwowego giganta naftowego Saudi Aramco.

W rezultacie, według International Energy Agency, dzięki cięciom wydobycia wpływy Rosji z eksportu są obecnie o 170 mln USD dziennie wyższe niż w czwartym kwartale 2016 r. (wówczas o cięciach zdecydowano po raz pierwszy), podczas gdy korzyści Arabii Saudyjskiej o ponad jedną czwartą skromniejsze. Jednak wraz z przechodzeniem IPO Saudi Aramco do historii znika powód, dla którego rząd w Rijadzie przyjmował tak miękkie stanowisko. Według dochodzących z Wiednia sygnałów Saudyjczycy sięgnęli po strategię kija i marchewki. Jeśli pozostali producenci nie zaczną wywiązywać się ze zobowiązań, są gotowi nieznacznie zwiększyć własną produkcję, ale w przypadku poprawy na tym polu mają być skłonni doprowadzić do pogłębienia cięć wydobycia. Skupieni wokół OPEC producenci mogą takiego rozwiązania bardzo potrzebować. Powrót globalnej nadwyżki podaży ropy mógłby zepchnąć jej ceny z powrotem do 50 USD za baryłkę, a to pułap, przy którym budżety większości państw producentów się nie równoważą. Tymczasem spowalnianie dynamiki globalnego popytu oraz wzrost produkcji krajów spoza OPEC sugerują, że w 2020 r. taki pesymistyczny dla państw kartelu scenariusz może się zrealizować.

Nadzieje na obniżkę

Choć jeszcze w ubiegłym tygodniu ankietowani przez agencję Bloomberg analitycy i traderzy spodziewali się, że wiedeński szczyt zakończy się wydłużeniem obowiązywania obecnych, sięgających 1,2 mln baryłek dziennie cięć, to w czwartek po południu jego wynik znów wydawał się otwarty. Irak, który ze zobowiązań do ograniczania produkcji wywiązuje się stosunkowo najsłabiej, zaproponował, by produkcję obcięto o kolejne 400 tys. baryłek (potem jednak się z tego wycofał). Takie rozwiązanie oznaczałoby de facto utrzymanie obecnego poziomu wydobycia. Wszystko dlatego, że przy (kompensowanym przez Saudyjczyków)przekraczaniu ograniczeń przez część krajów, produkcja innych, w tym Angoli, Wenezueli czy Meksyku, jest niższa od przydzielonych limitów (często dzieje się tak z niezależnych od nich przyczyn — m.in. sankcji, niedoinwestowania czy niegospodarności). Według obliczeń OPEC w październiku rzeczywiste cięcia odpowiadały 140 proc. deklarowanych 1,2 mln baryłek, a to potwierdza, że sugerowane przez Irak rozwiązanie nie byłoby dla rynku trzęsieniem ziemi. W tej sytuacji w czwartek wielu specjalistów skłaniało się ku scenariuszowi, że OPEC+ zdecyduje o nieznacznym cięciu wydobycia, co da rynkowi ropy bardziej psychologiczne niż realne wsparcie. — Arabia Saudyjska może z łatwością przystać na obniżenie swojego oficjalnego limitu o 300 tys. baryłek dziennie, bez konieczności faktycznego zmniejszania produkcji. Taka kosmetyczna redukcja mogłaby się przełożyć na pewne zakupy ropy przez śledzące nagłówki strategie algorytmiczne, jednak w takiej sytuacji zwyżki notowań zapewne okazałyby się nietrwałe — przewiduje w wypowiedzi dla agencji Bloomberg Olivier Jakob, dyrektor w szwajcarskiej firmie doradczej Petromatrix.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane