We wtorek wartość obrotów Elektrimu przekroczyła 200 mln zł. Wczoraj — 179,8 mln zł. Akcje spółki straciły 14,2 proc. i kosztowały na zamknięciu sesji 15,60 zł. Maklerzy uważają, że papiery Elektrimu są drogie, jak na spółkę, która na razie oferuje inwestorom tylko niepewną wizję. Tomasz Czarnecki z CDM Pekao doradza ostrożność w kwestii Elektrimu.
— Ta spółka zniszczyła wielu akcjonariuszy — mówi analityk. Według niego, po wzroście kursu o ponad 100 proc. w ciągu czternastu sesji teraz powinno dojść do konsolidacji.
— Uważam, że rozsądną granicą do zakupów akcji Elektrimu jest 14 zł. Oczywiście tylko z technicznego punktu widzenia, a nie w kontekście wartości spółki, którą bardzo trudno jest oszacować — zastrzega Tomasz Czarnecki.
Paweł Kubiak, makler z DM BZ WBK, jest podobnego zdania. — To inwestycja o zabarwieniu spekulacyjnym. Inwestorzy kupują nadzieję na korzystne rozstrzygnięcia trudnych spraw związanych z Elektrimem. Na razie jednak żadne decyzje nie zapadły — wskazuje Paweł Kubiak.
Po obecnym kursie odradza klientom kupowania akcji konglomeratu. Marcin Materna, doradca inwestycyjny z DM Millennium, również wypowiada się o Elektrimie wstrzemięźliwie.
— Nie wiadomo, ile w tej chwili jest wart majątek Elektrimu i jaka jest sytuacja spółki. A bez głębszej analizy nie można doradzać inwestorom, by kupowali akcje Elektrimu — uważa Marcin Materna.
Kurs akcji Elektrimu zaczął rosnąć, kiedy inwestor giełdowy Maciej Niebrzydowski (na fot.) ogłosił w „PB”, że ma papiery spółki i zamierza zwiększyć zaangażowanie. W ostatnich tygodniach spółka poinformowała też, że chce odszkodowania za akcje PAK. Następnie pojawiły się informacje, że trwają w tej sprawie negocjacje ze skarbem państwa. Elektrim spłacił też większość długów wobec obligatariuszy spółki.
Puls Biznesu wyd. 2389, s. 9