Wicepremier rzuca hasło walki z silnym złotym. Interwencja walutowa jest mało realna – mówią ekonomiści.
Waldemar Pawlak, wicepremier oraz minister gospodarki, sugeruje ministrowi finansów konieczność interwencji walutowej.
Mało prawdopodobne
— Mocny złoty szkodzi gospodarce. To dobry moment, żeby rozpocząć dyskusję na temat sposobu powstrzymania jego dalszej aprecjacji. Są metody, które mogą być potencjalnie wykorzystane, ale to należy do Ministerstwa Finansów — mówi Waldemar Pawlak, cytowany na stronie forbes.com.
Złoty w ostatnich dniach zaczął słabnąć (wczoraj cena jednego euro wzrosła o 3 gr), ale nadal jest bardzo silny. Od początku roku umocnił się wobec euro o 10 proc. i o 32 proc. od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej w maju 2004 r. Tracą na tym eksporterzy (ich dochody są mniejsze niż zakładali, stają się mniej konkurencyjni na rynkach zagranicznych), ale mocny złoty obniża inflację (tanieją towary importowane).
— Trzeba się zgodzić z ministrem Pawlakiem, że silna waluta jest bolesna dla pewnych sektorów przemysłu. Jednak interwencja walutowa jest mało prawdopodobna, ponieważ wymagałaby akceptacji i współpracy NBP, a ten będzie przeciwny. Rada Polityki Pieniężnej nie jest jeszcze przekonana, że inflacja wróci do bezpiecznego poziomu, więc zależy jej na mocnym złotym — uważa Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK.
Winne fundamenty
W interwencje nie wierzy także Grzegorz Maliszewski, ekonomista Banku Millennium.
— Resort finansów dysponuje niewielkimi możliwościami osłabienia waluty. Większe ma bank centralny, ale tani złoty jest wbrew interesowi NBP. W dodatku interwencja byłaby kosztowna i mało efektywna. Powodem umacniania się złotego są przede wszystkim silne fundamenty gospodarki i perspektywa wejścia do strefy euro. Działanie wbrew tej naturalnej tendencji nie przyniosłaby w dłuższej perspektywie pożądanego rezultatu — uważa Grzegorz Maliszewski.