#PBDOSŁUCHANIA Jak Polak został hotelarzem na Zanzibarze

opublikowano: 29-04-2021, 23:39

Zawsze marzył o wyjeździe na tanzańską wyspę. Marzenie zrealizował 4,5 roku temu. Pojechał na wakacje, kupił dom. Dziś Wojtek Żabiński ma sieć hoteli, inwestuje w kondominia i realizuje projekty na rzecz lokalnej społeczności.

„PB”: Jak to się stało, że zajął się pan prowadzeniem hoteli na Zanzibarze?

Wojtek Żabiński: Na Zanzibarze byłem pierwszy raz 4,5 roku temu. Wcześniej marzyłem o nim, czytałem. Afryka mnie ciągnęła. Na początku nie było na taki wyjazd pieniędzy, bo wyjazd dla dwóch osób kosztował nawet 50 tys. zł, a potem nie było czasu. Zaczynałem od bankowości jako księgowy, potem awansowałem, potem zacząłem zajmować się czymś innym, a na wyjazd na Zanzibar namówili mnie znajomi. To był listopad 2016 r. Śmiesznie to wyszło. Przyjechałem najpierw do Stone Town, które mnie rozczarowało. Po trzech dniach przenieśliśmy się do Jambiani, w którym jestem do dzisiaj. Idąc plażą zobaczyłem dom, w którego taras uderzał ocean. Dom był na sprzedaż. Sprzedawał go Polak, który zbudował go 10 lat wcześniej i w nim nie bywał. Odezwałem się do niego, powiedział: bierz go w diabły, kupuj. Znajomi, z którymi byłem, myśleli, że żartuję. Koleżanka radziła: kup sobie magnes, kup sobie figurkę Masaja, kup sobie cokolwiek, ale przecież po trzech dniach nie będziesz kupował domu. Podczas 14-dniowego pobytu ostatnie 10 dni zamiast odpoczywać, latałem po prawnikach. Ten dom zburzyłem i zbudowałem Pili Pili House, mój pierwszy hotel. Dom miał cztery pokoje, łazienkę i kuchnię, a teraz jest tu sześć pokoi z łazienkami i restauracja. Tak to wariacko wyszło. Oczywiście nie żałuję. Moja mama mówi: synuś, to miał być jeden mały domek.

A jest...

Najpierw było sześć pokoi dla 14 gości, dziś mam otwartych 11 hoteli, mogę przyjąć 257 osób, mam swój czarter, od lipca będę miał już trzy tygodniowo i będę mógł przyjąć 611 gości w 15 hotelach, a docelowo 2,5-3 tys. w 20 hotelach.

To jest pan chyba hotelowym potentatem na Zanzibarze?

Jeśli chodzi o liczbę licencji hotelowych, to tak, ale mam małe hotele. W budowie są większe obiekty, np. 104 domy z basenami, w trakcie przygotowań jest 96 apartamentów. Duże, nawet 300-pokojowe, hotele są na północy wyspy, wschodnie wybrzeże charakteryzuje się mniejszą zabudową. Każdy mój hotel jest inny, ma inny charakter, inną kuchnię. Nie powielam żadnego formatu. Operuję na 50 km linii brzegowej wschodniego wybrzeża Zanzibaru.

Ma pan gości tylko z Polski?

Na początku goście z Polski stanowili 30-40 proc., obecnie to 100 proc., ale szykujemy się na otwarcie na Niemcy, Izrael i kraje afrykańskie.

Pana goście mogą swobodnie się przemieszczać między pana obiektami?

Pili Pili jest zbudowane na kanwie moich doświadczeń w turystyce. Goście nocują w wybranym przez siebie obiekcie, ale mogą korzystać z większości moich hoteli, poza trzema zamkniętymi dla osób z zewnątrz. Są więc gośćmi całego Pili Pili, mogą iść do innego hotelu, spotkać się ze znajomymi, zjeść inną kuchnię, bo w jednym kuchnia jest wegetariańska, w innym oparta na owocach morza, w jednym typowo plażowa, w drugim bardzo wykwintna. Goście mogą każdy posiłek jeść gdzie indziej. Jestem przeciwnikiem podgrzewania posiłków. To jest Afryka i trzeba szanować jedzenie, więc goście dostają karty i zamawiają z menu. Jestem też przeciwnikiem typowej turystyki, gdy wyjeżdżamy na wakacje do dużego hotelu, a po dwóch latach nie wiemy, gdzie zrobiliśmy zdjęcie, bo każde miejsce jest takie samo. Moich gości mocno wiążę z lokalną społecznością. Każdy hotel z przodu ma ocean, a z tyłu furtkę, po przejściu której od razu jest się na wsi. Wychodząc z hotelu trzeba być przygotowanym, że można spotkać moich sąsiadów, ich kaczki, krowy. Rano pieje kogut, a o wschodzie i zachodzie słońca słychać wołanie z meczetu. Uciekamy od typowej turystyki. Mamy zostawiać takie emocje i wrażenia, żeby goście pamiętali, gdzie byli.

Goście łatwo mogą wejść do wioski, ale pan zaprasza także swoich sąsiadów np. na koncerty w hotelach.

Organizując koncerty w ramach Pili Pili Pomagam zapraszamy również gwiazdy muzyki w Tanzanii. Tanzania ma 55 mln mieszkańców. Są to gwiazdy, które w życiu by na liczący 1,2 mln mieszkańców Zanzibar nie przyleciały. Namawiamy, żeby przyjeżdżały do nas i śpiewały na koncertach z polskimi artystami. Nasi sąsiedzi bawią się z nami. Integracja i zobaczenie prawdziwego Zanzibaru, Afryki to mój priorytet.

Na co zbiera pan pieniądze w ramach Pili Pili Pomagam?

Realizujemy kilka projektów. Główny to centrum edukacyjne, w którym będziemy wspierali dzieci i dorosłych w wyrównywaniu szans na rynku pracy. Będzie działało od godziny 12 do 18. Będą tu zajęcia z informatyki, angielskiego, biologii, plastyczne, muzyczne. Budujemy też plac zabaw i boisko. To będzie trochę jak dom kultury. Budujemy także stołówkę i sklep społeczny. Dostajemy od naszych gości bardzo dużo rzeczy, które chcą przekazać lokalnej społeczności. Będę dokupował artykuły spożywcze, a wódz wioski rozda najbardziej potrzebującym kupony do sklepu. Ruszył też projekt Pili Pili Work, w którym wyrównujemy szanse lokalnych pracowników. Są bardzo pracowici i zdolni, a ich jedynym minusem jest zbyt słaba znajomość polskiego. Wyznaczyliśmy pięciu najzdolniejszych pracowników, którzy zostaną menedżerami w hotelach, będą im podlegali także Polacy. Mam ambicje, by w trzy miesiące zajęli w firmie najwyższe stanowiska, więc muszą podciągnąć się z polskiego i pracy na komputerze. Pili Pili jest stworzone dla gości z Polski, którzy nie muszą znać angielskiego, dlatego konieczna jest znajomość języka polskiego. Tanzańczycy są jednak geniuszami w nauce języków obcych.

materiały prasowe

Ile osób pan zatrudnia?

Na Zanzibarze 620 lokalnych pracowników i 45 Polaków, których liczbę obniżamy. W Polsce zatrudniam około 30 osób w call center, dziale inwestycji, księgowości itp.

Skąd bierze pan pieniądze na kolejne inwestycje?

Każde kwoty zarobione na Zanzibarze inwestowałem w kolejne hotele. Kiedy przyszedł do mnie sąsiad, Niemiec, który chciał otworzyć hotel, ale w trakcie remontu skończyły mu się pieniądze, powiedziałem mu, że nie mam funduszy na zakup, ale mogę wziąć nieruchomość na raty. Potem moim partnerem został fundusz z Dubaju, z którym wybudowałem trzy hotele. Jego przedstawiciele obdarzyli mnie takim zaufaniem, że czułem się skrępowany, a przyjechali dopiero półtora roku po otwarciu trzeciego hotelu. Z zarobionych pieniędzy kupowałem kolejne hotele, dziś część wynajmuję, część mam na własność. W 20 docelowych hotelach połowa będzie moja, a połowa będzie wynajmowana na bardzo długie terminy. Realizuję też na Zanzibarze projekt kondominium, który tu jest nowością. Budujemy kompleks hotelowy, te 104 domy, które zostały sprzedane osobom prywatnym z całego świata. Pili Pili ma umowę dzierżawy tych domów i będziemy tam prowadzić hotel. Kolejny projekt będzie polegał na budowie 96 apartamentów.

Jeszcze jedną rzecz robi pan inaczej niż inni: chociaż na Zanzibarze nie trzeba robić testów na koronawirusa, to pan ich wymaga.

Tak, na początku spotkało mnie przez to sporo hejtu. Ruszyłem z czarterami w październiku i wprowadziłem obowiązkowe testy dla wszystkich, którzy chcą wsiąść do mojego samolotu albo mieszkać w moich hotelach. Refunduję testy. Jeśli komuś zdarza się test pozytywny, a na każdy samolot jest średnio pięć takich osób, bezpłatnie przesuwam termin wyjazdu na inny — i osobie z pozytywnym testem, i wszystkim tym, którzy chcą z nią przylecieć.

Czy Zanzibar to pana miejsce na ziemi?

Jestem coraz bardziej pewny, że chcę na Zanzibarze zostać na zawsze, a od niedawna traktuję go jako bazę. Na przełomie lutego i marca sprzedałem mieszkanie w Gdańsku i samochody, bo ostatnio każdy przyjazd do Polski oznaczał ich naprawianie — nie działały akumulatory, trzeba było wymieniać opony z zimowych na letnie, z letnich na zimowe. Będę jednak w Polsce w przyszłym tygodniu, bo zapisałem się na szczepienie.

Podcast Puls Biznesu do słuchania co piątek od rana w twojej aplikacji podcastowej oraz na pb.pl/dosluchania

Dziś: „Hakuna matata na Zanzibarze”

Goście: Piotr Henicz — Itaka, Wojtek Żabiński — Pili Pili, Jarosław Kałucki — Travelplanet.pl, Monika Doleżał — turystka

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane