Staroświeckie zdobienia ubrań? Znak firmowy Izabeli Łapińskiej. Kobietom w tym do twarzy. Widać, że mają biust i biodra. Są ubrane, nie przebrane.
Wszystkiemu winna babcia Waleria. Kobieta piękna, elegancka i utalentowana krawcowa. W rodzinnych Suwałkach plotkowano, że przebiera się nawet trzy razy dziennie.
— W zasadzie to prawda. Dla babci strój był bardzo ważny. Szyła dla siebie, dla rodziny, dla zaprzyjaźnionych pań. Była wyrocznią tego, co modne i stylowe —wspomina Izabela Łapińska, projektanta mody. 31-letnia kobieta nie ma wątpliwości, po kim wzięła zamiłowanie do szycia.
— Wszędzie w domu babci porozkładane były tkaniny, guziki, koraliki. Bawiłam się szpulkami, skrawkami koronek. Nie było wtedy tak kolorowych zabawek jak dziś, ale nie żałuję. Dzięki temu pokochałam szycie. Babcia, choć już wiekowa, żywo interesuje się tym, co robię. Wnikliwie ogląda moje prace, często chwali, ale bywa, że skrytykuje jakąś „niedoróbkę” — opowiada projektantka.
Błąd młodości
Pracownia, a raczej „show room” przy Chłodnej w Warszawie, przypomina przedwojenne atelier. Stylowe meble, lustra, wygodna kanapa. Tu projektantka rozmawia z klientami o zamawianych kreacjach, tu urządza pokazy mody. Łapińska sprzedaje swoje stroje również w butiku przy placu Trzech Krzyży, w części miasta zwanej salonem stolicy. Wkrótce rozpocznie współpracę z profesjonalną szwalnią i zaproponuje klientom limitowane serie odzieży w butikach-galeriach. A przecież niewiele brakowało, by tego wszystkiego nie było.
— Chciałam iść do szkoły krawieckiej, ale mama uznała, że to poniżej moich możliwości i nie zgodziła się. Skończyłam liceum i dostałam się na studia w Toruniu i Warszawie. Wprawdzie chodziłam na zajęcia na wydziale filozofii i dziennikarstwa, ale przede wszystkim szyłam dla siebie i dla koleżanek — wspomina Izabela Łapińska.
Przed pracą w niechcianym zawodzie uratowała ją przypadkowo spotkana Francuzka. Zaczepiła Polkę na paryskiej ulicy.
— Spytała, kto projektował sukienkę, którą nosiłam. Była zdziwiona, że to mój pomysł i wykonanie. Okazało się, że jest właścicielką butiku-galerii z designerskimi ubraniami. Omówiłyśmy warunki współpracy. Świat stanął przede mną otworem i... wszystko zawaliłam — Izabela Łapińska szczerze mówi o błędzie młodości.
Z powodów sentymentalnych zerwała współpracę i wróciła do Warszawy. Wkrótce okazało się, że postawiła na złą kartę. Mogła albo zrezygnować z marzeń o projektowaniu, albo zacząć od początku. Ponowiła próbę.
Po nitce do kłębka
Najpierw uszyła jedną suknię, potem następną. Wkrótce panie zaczęły przekazywać sobie numer jej telefonu. Poznała osoby, które pomogły jej zorganizować pierwszy pokaz mody — „Frywolitki” w hotelu Bristol.
— Od tamtej pory minęły prawie cztery lata. Zaprezentowałam osiem kolekcji. W tym najbardziej prestiżową „Pensjonarkę” — w 2005 roku w Paryżu. Pokaz, zorganizowany przez polsko-francuską izbę handlową, transmitowała na żywo Fashion TV. Zaprojektowałam też ubrania do reklamy Mercedesa CL oraz zapachu Cristal Aura Avonu. Moje suknie nosiły uczestniczki trzeciej edycji Idola w koncercie „Idol w wielkim stylu” (arie operowe i operetkowe) — tak Łapińska wylicza osiągnięcia.
To nie koniec. W kwietniu 2008 roku jej suknie będą nosiły modelki — finalistki gali Elite Model Look w Polsce.
Haftowane podszewki
Listę klientek wypełniają znane nazwiska: Edyta Górniak, Beata Ścibakówna, Małgorzata Foremniak, Agnieszka Wagner czy Jolanta Fraszyńska. Co je przyciąga?
Aby odpowiedzieć, projektantka zdejmuje z wieszaka płaszcz z pokazu „Carska Rosja”. Uszyła go z jedwabnego żakardu, na jedwabnej podszewce, z kołnierzem i mankietami z karakułów. Ozdobione drapowaną wstążeczką mankiety wyglądają jak mufki. Kwintesencja jej stylu.
— Wykorzystuję staroświeckie techniki zdobienia ubrań, takie jak ręczne hafty, wykańczanie klockowymi koronkami, plisowanie czy precyzyjne układanie tkaniny. Przywiązuję wagę do szczegółów. Często moje płaszcze czy żakiety mają haftowane ręcznie podszewki. Dla potrzeb konkretnej sztuki odzieży zamawiam u jubilera np. srebrne guziki z kryształami Swarovskiego czy sprzączki do paska. Pojedyncze egzemplarze. Ubranie się znosi, ale zdobiąca je biżuteria pozostanie. Elegantki to cenią — podkreśla Izabela Łapińska.
Cena rękodzieła
Jej ukochany styl to „pensjonarka” — stonowane kolory, sukienki odcinane pod biustem, dekolty obszyte koronkami.
— Każdej kobiecie jest do twarzy w takich ubraniach. Widać, że ma biust i biodra, staje się jednocześnie seksowna i elegancka. Jest ubrana, a nie przebrana — przekonuje Łapińska.
Lubi modę, ale podkreśla, że kobieta powinna być przede wszystkim elegancka. Ceni więc sprawdzone projekty odzieży z XX-lecia międzywojennego czy wypracowany New Look Diora.
Taka jest ostatnia kolekcja „Popołudnia i wieczory”: proste garnitury, sukienki i garsonki ozdobione kółeczkami i kokardkami. Płaszcze z wciętą talią, duże kołnierze i kieszenie. Dominuje czerń, szarość, granat i zieleń. Prezentowała ją w stylowych wnętrzach hotelu Polonia w Warszawie.
Łapińska projektuje stroje na wielkie wyjścia, ale także codzienne ubrania. Eleganckie kostiumy czy garnitury zamawiają u niej bizneswoman np. na podpisanie ważnego kontraktu. Cena takiej kreacji?
— Wysoka. Bo taki jest koszt rękodzieła i rzadkich technik krawieckich. Bluzeczka czy prosta spódnica to wydatek rzędu 2,5 tys. zł, płaszcz od 4 do około 12 tys. zł. Każdy projekt wyceniany jest indywidualnie, więc trudno mi podać cennik — zastrzega Izabela Łapińska.
Czy można zarobić na modzie-rękodziele?
— Wychodzę na swoje. Mam nadzieje, że krótkie serie ubrań spotkają się z dobrym przyjęciem i zapewnią pracowni spokój i zaplecze finansowe — tak, bym mogła szyć na indywidualne zamówienie — sumuje projektantka.
Agnieszka Janas
Foto: Borys Skrzyński, ARC
