Petrokemija może być dla Azotów kulą u nogi

Rząd Chorwacji chce pozostać akcjonariuszem spółki, o której zakup ubiega się chemiczna grupa z Polski. To może oznaczać kłopoty.

Azoty chcą kupić akcje chorwackiej Petrokemii.

Zobacz więcej

Petrokemija ARC

— Informacje, które wstępnie uzyskaliśmy, nie pozwalają na pełną ocenę wartości synergii. Dlatego złożyliśmy niewiążącą ofertę, która pozwoli zbadać sytuację. Chcielibyśmy kontrolować tę firmę, nie ma mowy o kupnie pakietu mniejszościowego — mówi Witold Szczypiński, wiceprezes Grupy Azoty. Z kontrolą może być problem, podobnie zresztą jak przed czterema laty, gdy polski koncern pierwszy raz interesował się zakupem Petrokemii.

— Rząd Chorwacji wprawdzie sprzedawał akcje, ale chciał zachować kontrolę nad spółką. Podobnie może być i teraz, bo Petrokemija to jedno z większych przedsiębiorstw i jedyna firma chemiczna w Chorwacji — ocenia Andrzej Skolmowski, były wiceprezes Grupy Azoty. Polska spółka nie odpowiedziała na pytanie, o jaką część papierów Petrokemii się stara. Wiele wskazuje jednak, że nie będzie to całe 79,85 proc., które należą do władz w Zagrzebiu.

— Rząd Chorwacji ogłosił, że zamierza zostawić sobie 25 proc. plus jedną akcję spółki, co oznacza, że na sprzedaż wystawiłby niespełna 55 proc. spółki — przypomina Michał Kozak, analityk z DM Trigon.

Konieczność współpracy z tego typu akcjonariuszem może być problem dla inwestora strategicznego.

— Jeśli chorwacki rząd pozostałby znaczącym akcjonariuszem spółki, to jej restrukturyzacja byłaby bardzo trudna — ocenia Krystian Brymora, analityk z BDM. Rynkowa wartość spółki to zaledwie kilka procent wyceny sprzed czterech lat. Straty łącznie wynoszą 339,3 mln HRK i są tak duże, że muszą być pokryte z kapitału zakładowego. O jego obniżeniu z obecnych ponad 386,1 mln HRK (193,6 mln zł) do zaledwie 42,9 mln HRK akcjonariusze Petrokemii mają zdecydować już 11 października. Petrokemija, jak zauważa Witold Szczypiński, jest już po istotnej restrukturyzacji, w tym zatrudnienia.

— Oferta, którą złożyliśmy cztery lata temu, okazała się niesatysfakcjonująca dla drugiej strony. Inna jednak nie mogłabyć, bo analiza pokazała, że niezbędne są bardzo duże inwestycje, m.in. w ochronę środowiska — mówi nam Andrzej Skolmowski.

Nabywcę akcji chorwackiej spółki czekają więc spore wydatki. Jak duże — trudno oszacować. — Petrokemija jest pod względem charakteru produkcji podobna do Polic, które w tym biznesie mają średnią marżę 8-10 proc. EBITDA. Tymczasem chorwacka spółka ma problem z wypracowywaniem dodatnich wyników. Pytanie, gdzie leży problem i czy nowy właściciel byłby go w stanie rozwiązać? — dodaje Krystian Brymora.

Zdaniem Michała Kozaka, właśnie z powodu konieczności poniesienia przez inwestora nakładów na restrukturyzację chorwackiej spółki w średnim terminie rynek może tę akwizycję oceniać negatywnie. Jakub Szkopek z mBanku wskazuje, że w Petrokemii oprócz przeprowadzenia głębokiej restrukturyzacji trzeba będzie też wygasić nierentowne linie biznesowe. Na drodze mogą się pojawić i inne kłopoty.

— Ewentualny zakup oznacza konieczność zarządzania firmą, która działa na zorganizowanym już rynku. Samo w sobie nie będzie to łatwe. Prym wiedzie tam austriacka grupa Borealis, znaczącą rolę odgrywa też import z Afryki Północnej — mówi Andrzej Skolmowski. Ułożenie relacji z grupą Orlenu jest, zdaniem menedżera, ważniejsze od chorwackiej akwizycji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Petrokemija może być dla Azotów kulą u nogi