PKO BP nie przegrał batalii o BZ WBK

Sebastian Buczek
opublikowano: 2010-09-14 14:45

Aż o 9,7% wzrósł wczoraj kurs BZ WBK w reakcji na informacje o warunkach przejęcia go przez hiszpański Santander. Sytuacja na całym rynku przedstawiała się również bardzo korzystnie (WIG +1,3%, WIG20 +1,4%), czemu sprzyjały dobre dane makroekonomiczne opublikowane w weekend przez Chiny.

Wracając do bohatera wczorajszej sesji – samo przejęcie BZ WBK przez Santander zaskoczeniem nie jest. Już wcześniej zwracano uwagę, że największe szanse mają PKO BP i Hiszpanie. Ci ostatni dlatego, że są zainteresowani innymi aktywami należącymi do irlandzkiego AIB. Pytanie, które obecnie najczęściej pada, jest takie – czy czasami cały przetarg na sprzedaż BZ WBK nie był fikcją i czy zwycięzca nie był znany z góry? Wprawdzie pewne aspekty związane z transakcją wymagają wyjaśnienia, ale racjonalnie należałoby przyjąć, że raczej nie, ponieważ wówczas AIB musiałoby się liczyć z potencjalnymi oskarżeniami oraz groźbą wypłaty odszkodowań dla innych podmiotów biorących udział w przetargu.

Przeciwko „ustawionemu” charakterowi transakcji mogą świadczyć również jej zaskakujące parametry. Po pierwsze, Santander płaci za akcje BZ WBK aż 227 zł. To więcej niż oczekiwali analitycy i znacznie więcej, niż twierdzili przeciwnicy występowania PKO BP w przetargu, którzy już z góry zakładali, że PKO BP słono przepłaci za BZ WBK. Po drugie, wygląda na to, że Santander nie chce zastosować tricków z przejmowaniem 66-proc. pakietu i nosi się z zamiarem ogłoszenia wezwania na 100 proc. akcji BZ WBK, co jest informacją korzystną dla akcjonariuszy mniejszościowych polskiego banku.

Czy PKO BP przegrało? Moim zdaniem nie. Bank przeszedł przyspieszoną lekcję z zakresu M&A i może szukać innych celów. Jednocześnie menadżerowie banku mogli przekonać się, że wielkich różnic biznesowych pomiędzy PKO BP a innymi, w 100 proc. prywatnymi bankami nie ma.

Zaskakujące warunki transakcji potwierdzają tezę, że za dobre aktywa finansowe trzeba płacić godziwą cenę. Jest to również widoczne w wycenie ostatnio prywatyzowanej spółki z tego sektora – PZU. Przed prywatyzacją chyba niewielu osobom starczało wyobraźni, aby prognozować, że ledwie kilka miesięcy po giełdowym debiucie akcje PZU będą kosztować aż 400 zł. I to nawet w obliczu kończącego się lock-up’u na akcje będące w posiadaniu Eureko.

W najbliższym czasie na notowania instytucji finansowych, a w szczególności banków, spory wpływ może mieć dalszy los dodatkowego podatku. Jego wprowadzenie może obniżyć atrakcyjność inwestowania w akcje spółek z tego sektora. Sam pomysł wprowadzenia nowego podatku należy oceniać bardzo negatywnie. Jednym z największych mankamentów jest znaczące pogorszenie wizerunku Polski. Pomimo, że byliśmy „zieloną wyspą”, chcemy wprowadzić rozwiązanie, jakie zastosowały inne kraje, które znajdują się w finansowych tarapatach.

Sebastian Buczek
Prezes zarządu Quercus TFI