Płot imigracyjny zatrzyma też dziki

opublikowano: 29-08-2021, 20:00

Na Wschodzie bez zmian. Tym zdaniem rozpocząłem komentarz także tydzień temu. Przeorientowany kierunkowo tytuł słynnej powieści Ericha Marii Remarque’a nadal pasuje do opisu napiętej sytuacji na granicy polsko-białoruskiej przy wiosce Usnarz Górny koło Sokółki.

I będzie pasował co najmniej do zakończenia gigantycznych rosyjsko-białoruskich manewrów Zachód 2021, które w dniach 10-16 września odbędą się tuż nad granicą z Polską i zarazem NATO. Ćwierć miliona sołdatów będzie walczyło z zachodnim wrogiem na poligonach w rosyjskim obwodzie kaliningradzkim oraz koło Brześcia. Jednym z ważnych założeń manewrów jest zatrzymanie fali imigrantów, ciemiężonych przez NATO i łaknących szczęścia w Rosji i Białorusi. Tylko z pozoru to absurd, właśnie taka linia propagandowa Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenki jest filarem polityczno-wizerunkowej obudowy działań militarnych. Notabene Białoruś utrzymuje koczowiska turystów głównie z Iraku czy Syrii – wystawiła im przecież wizy takiego typu – nad granicą nie tylko z Polską, lecz również z Litwą i Łotwą, gdzie wykorzystywani są m.in. Kurdowie.

Taka jest prawdziwa geneza głośnego zgiełku, rozchodzącego się z okolic cichej przygranicznej wsi. Według danych Straży Granicznej (SG) liczba prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej tylko w sierpniu przekroczyła 3200. Większość udaremniono od razu na linii granicznej, ale pewna ciemna liczba obejmuje zatrzymania dokonane już na terytorium RP. W najbardziej zapalnym medialnie punkcie przebywa 1 proc. ogółu chętnych do przedostania się do Polski, czyli do UE, zatem wobec skali zjawiska to liczebny pikuś, natomiast znaczenie wizerunkowe koczowiska jest gigantyczne. Aleksander Łukaszenko już osiągnął sukces polityczny, którego być może nawet nie planował – problemem „wpuszczać czy nie wpuszczać” ściągniętych przez Białoruś turystów dodatkowo pogłębił pęknięcie polskiej klasy politycznej oraz opinii społeczeństwa.

Postępująca budowa granicznego płotu z drutu kolczastego ma wątek uboczny, z którego niezwykle cieszą się polscy… rolnicy. W ustawie z 1990 r. o ochronie granicy państwowej od początku istnieją przepisy, umożliwiające SG budowanie urządzeń ochronnych. Wobec zagrożenia afrykańskim pomorem świń (ASF) wstawiono od 2018 r. dodatkowy artykuł o urządzeniach zapobiegających lub zwalczających choroby zakaźne zwierząt. Jednocześnie umożliwiono SG zlecanie budowy i konserwacji wszelkich urządzeń ochronnych innym podmiotom. Powierzone wojewodom zagrody przeciwko ASF okazały się jednak iluzją, zarażone białoruskie dziki hasały do nas jak chciały. Po ukończeniu szczelnego płotu przez wojsko zostaną całkowicie zatrzymane razem z potencjalnymi imigrantami.

Po ukończeniu płotu chroniącego także przed ASF polskie świnki będą miały większą szansę na nabranie ciała i konsumpcyjne trafienie na stół, zamiast przymusowej utylizacji sanitarnej w młodym wieku. Fot. ARC

Jeszcze jeden wątek towarzyszący granicznemu kryzysowi wart jest odnotowania. Dotychczasowy rekord globalnej oglądalności telewizyjnego obrazka z III RP wyśrubowany został w 1997 r., gdy w studiu Panoramy TVP2 na żywo zaproszona cyrkowa niedźwiedzica nagle zaatakowała osobę ze studia, która całkowicie nieodpowiedzialnie zbliżyła się do kadru. W ostatnich dniach także doskonałą oglądalność newsa z Polski, zwłaszcza w sieci, osiągnął architekt poseł Franciszek Sterczewski, który w Usnarzu Górnym popisał się rewelacyjnym sprintem ku koczowisku na Białorusi, ale się przewrócił. Niestety, nie dało się powtórzyć kultowej sceny z „Misia”, w której „prasłowiańska grusza chroni w swych konarach plebejskiego uciekiniera”. Akurat na przygranicznej trawiastej bieżni nie wyrosła.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane