Pochodzi z Bielska-Białej, a pasję do chodzenia po górach zaszczepiła w nim nauczycielka matematyki prowadząca też kółko PTTK. Pomysł na opisywanie szlaków pojawił się mniej więcej dwa lata temu podczas wycieczki, która rozpoczęła się na miejskich błoniach.
– Wariantów wchodzenia na szczyt jest wiele i nie ma możliwości, by każdy był opisany. Jeśli wziąć pod uwagę również sezon wejścia, scharakteryzowanie wszystkich szlaków staje się sporym wyzwaniem. Dlatego od razu wiedziałem, że pomysł ich opisywania będę realizował z innymi pasjonatami – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitora i wiceprezes Biura Informacji Kredytowej.
Odpocząć, poczytać, przeżyć przygodę
Stronę trasygorskie.pl współtworzy z siostrą, szwagrem i dwiema innymi osobami.
– Siostra jest typem zbieraczki. Wszystko zgłębia, doczytuje i przygotowuje dokładny opis. Adminem strony jest jej mąż – Wojtek. Dba o kwestie techniczne. Mam jeszcze dwie osoby, które są oddane górom i przygotowują wpisy. To Anna Szuberla, specjalizująca się w bieszczadzkich wędrówkach, i Krzysztof Sobieraj, który podsyła plany dłuższych wycieczek i inspiracje. Jego konikiem jest Beskid Niski – mówi Sławomir Grzelczak.
Poza chodzeniem po górach ważna jest dla niego historia odwiedzanych miejsc. Często szuka informacji jeszcze przed wyprawą, a później dopytuje miejscowych i wyszukuje ciekawe zakątki na szlakach.
– Wyjątkowy klimat mają Bieszczady. Po I wojnie światowej nazywane były śmierdzącymi górami ze względu na mnogość rozkładających się w tych okolicach ciał poległych żołnierzy. Na przykład idąc z Cisnej do Komańczy, można zobaczyć pięć mogił, a znajomi opowiadają, że jest też góra, na której w nocy można usłyszeć odgłosy dawnych bitew – mówi Sławomir Grzelczak.
Według prezesa BIG InfoMonitora bardziej uczęszczane szlaki w Polsce są bardzo dobrze opisane w książkach, przewodnikach i w internecie. Jeśli wybiera się te mniej popularne, wciąż można trafić w miejsca puste i mało poznane, gdzie można w spokoju odpocząć, poczytać, przeżyć przygodę.
– Chciałbym namówić do wybrania się ze śpiworem i namiotem na Ćwilin w Beskidzie Wyspowym, skąd moim zdaniem rozciąga się najpiękniejszy widok na polskie góry. Łatwą trasą i mało uczęszczaną – z cerkwiami, cmentarzami, rodzinnym grobowcem Stroińskich, wyjątkową linią kolejową i klimatem – są źródła Sanu. Ciekawym miejscem jest też Błatnia, gdzie po wojnie toczyły się walki żołnierzy wyklętych. Dopiero w latach 90. dokonano ekshumacji. Jeden z żołnierzy, Edward Biesok, mieszkał kilka domów od mojego, położonego w Mazańcowicach, o czym kiedyś opowiedziała mi mama. Lubię też okolice rodzinnego Bielska-Białej, skąd wyruszam na szlaki, także w towarzystwie psa – mówi Sławomir Grzelczak.
Rady i wskazówki
Wybierając nowe kierunki, korzysta z map i sprawdza dostępne szlaki. Dzięki temu wyszukał, przemierzył i opisał np. trasy w mało znanych Górach Kamiennych – z perciami i muflonami – czy w znajdujących się nieopodal Górach Izerskich.
– Mistrzynią w wyszukiwaniu perełek górskich jest moja siostra. Znalazła w Sudetach niszowe trasy, m.in. Różankę w Górach Ołowianych, których w ogóle nie kojarzyłem. W Karkonoszach jest wiele mniej znanych miejsc związanych z wydobyciem minerałów, sztolniami, które są dobrze zagospodarowane, jeśli chodzi o infrastrukturę – mówi Sławomir Grzelczak.
Jako fani psów dzielą się we wpisach również informacjami, gdzie można z nimi wyruszyć na szlak, bo nie jest to w naszym kraju oczywiste.
– Chodzenie po górach daje też możliwość poznania ciekawych ludzi. Z górskimi znajomymi wymieniamy się pozytywną energią i pasją. Ludzie potrzebują też resetu, a szlaki górskie świetnie się do tego nadają. Po dniu chodzenia jestem lepszym i szczęśliwszym człowiekiem – mówi prezes BIG InfoMonitora.
Stronę internetową wykorzystuje również do dzielenia się wskazówkami i poradami, gdzie… nie chodzić – np. zimą na Magurkę Wilkowicką lub na kopalnię Stanisław w Jakuszycach, bo przygotowywane są tam trasy narciarskie.
– Kiedyś poszedłem pobiegać z psem na Czupel w Beskidzie Małym w kierunku schroniska. Mimo że jestem tubylcem, nie wiedziałem, że zimową porą za schroniskiem na Magurce Wilkowickiej są wytyczane narciarskie trasy biegowe. Trzeba o nie szczególnie dbać, ponieważ ich przygotowanie kosztuje wiele trudu. Biegnąc, nie niszczyłem ich, ale z psem było już trudniej – nie było go łatwo upilnować, miejsca było mało. Gdybym wiedział wcześniej, że są przygotowywane, na pewno bym się tam nie wybrał. Informacji o trasach biegowych jednak zabrakło, dlatego dodałem ją później na stronie. Po to właśnie jest nasza strona – by udzielać praktycznych wskazówek – mówi Sławomir Grzelczak.
Poznaj program konferencji “Recruitment Days 2024” >>
Na własnych zasadach
Opisują wszystkie szlaki w jednym standardzie, np. zdecydowali, że nie będą się koncentrowali na infrastrukturze – dostępnych noclegach, dodatkowych atrakcjach itd.
– Chcemy, by każdy wpis był zrobiony w jednym stylu. Mamy na to pewien pomysł i plan. Nie chcielibyśmy się na razie rozpraszać, a jesteśmy na półmetku. Konsekwentne tworzenie pełnej wyszukiwarki wszystkich polskich szlaków zajmie nam kolejne dwa, trzy lata – ocenia Sławomir Grzelczak.
Strona jest systematycznie aktualizowana również w odpowiedzi na uwagi czytelników.
– Dostajemy czasem wiadomości, że w naszym wpisie pojawił się błąd. Są to przeważnie bardzo merytoryczne uwagi, tym bardziej że na stronie nie ma możliwości automatycznego wpisywania komentarzy. Trzeba zadać sobie trochę trudu i napisać do nas mejla. Tak było z informacją przesłaną przez pewnego tatromaniaka, który wytknął mi, że najwyższym szczytem w polskich Tatrach w całości znajdującym się w naszym kraju nie jest Kozi Wierch, lecz Cubryńska Strażnica. Dla mnie, miłośnika Orlej Perci, to było zaskoczenie. Zmieniłem informacje we wpisie, ale zaznaczyłem, że nie prowadzi tam ogólnodostępny szlak pieszy – mówi Sławomir Grzelczak.
Dba, by wpisy dobrze się pozycjonowały. Słowa kluczowe, wysoki stopień zaangażowania uczestników są dla niego istotne, ale promowanie strony zostawia na moment, gdy ją skończy, czyli dzień dodania ostatniego opisu szlaku.
– Google Analytics pokazuje wysoki wskaźnik zaangażowania. Jeśli już ktoś do nas trafia, to zostaje z nami na dłużej. Śledzę z zaciekawieniem, które wpisy są najpopularniejsze, bo to często zaskakuje. Topowe są opisy wejścia na Soszów Wielki w Beskidzie Śląskim, gdzie jest schronisko, i Skalny Stół w Karkonoszach. Ten drugi szczyt jest zjawiskowo piękny, ale nie jest jakoś szczególnie wyróżniony na mapie turystycznej. Dlatego jeśli wiemy, że miejsce jest popularne, wybieramy się tam raz jeszcze i poprawiamy wpis. Robimy wszystko sami i na własnych zasadach – mówi Sławomir Grzelczak.
Chciałby, żeby w przyszłości projekt sam się utrzymywał.
– Wiele tego typu blogów osiągnęło sukces, również finansowy. Chcę jednak podążać swoją ścieżką i to się nie zmieni – podkreśla Sławomir Grzelczak.
Pasją do gór i pozytywną energią dzieli się nie tylko na stronie internetowej, lecz także w biurowej kuchni, kiedy przy kawie rozmawia z pracownikami. Możliwe, że po opisie polskich szlaków przyjdzie czas na zagraniczne. Pierwsze już zresztą się pojawiły, bo Sławomir Grzelczak opisał swoje piesze wyprawy po Rumunii.







