Po zmianie zarządzającego nie podążaj za tłumem

Nie ma powodu, by wycofywać kapitał z funduszu, z którego odchodzi twórca jego sukcesu — wynika z badań przeprowadzonych na rynku amerykańskim

Choć na rodzimym rynku zarządzania aktywami transferów na miarę przejścia piłkarza Neymara do Paris Saint-Germain w ostatnich miesiącach nie było, to było kilka takich, które dotyczyły topowych funduszy w swoich kategoriach. Jeszcze w pierwszym kwartale z PZU Akcji Spółek Dywidendowych (PZU ASD) pożegnali się twórcy sukcesu funduszu — Piotr Bień i Roch Pietroń, których zastąpili Justyna Trojan i Jakub Chruściel.

Już w wakacje z Ipopemą pożegnał się Paweł Gąsior (przeszedł do mBanku), który z powodzeniem odpowiadał za wyniki pasywnego m-Indeksu. Zastąpił go Mateusz Pawłowski. Ze Skarbca odszedł natomiast Karol Godyń, który wprowadził Skarbiec Akcji do czołówki rankingu „PB” i podtrzymał zapoczątkowaną przez Adama Łukojcia (ze Skarbcem pożegnał się pod koniec 2016 r.) dobrą passę funduszu Małych i Średnich Spółek. Hossa i dobre wyniki zarządzających sprzyjają zmianom pracodawców, co czasem pociąga za sobą nerwowe decyzje inwestorów. Aktywa funduszu PZU ASD stopniały w trzy miesiące po odejściu duetu zarządzających o 43 proc., do 185,5 mln zł, a ich następcy „na dzień dobry” przeszli test w skrajnych warunkach i choć za wcześnie na stwierdzenie, że jego wynik jest pozytywny, to odpływy zahamowano, a stopa zwrotu się ustabilizowała. Takiego wstrząsu we flagowym funduszu TFI PZU być może by nie było, gdyby klienci znali wyniki badania, przeprowadzonego przez Madison Sargis i Kaia Changa z firmy Morningstar. Dowiedli oni, że — uśredniając — zmiana zarządzającego funduszem nie ma wpływu na wyniki. Mimo to — jak stwierdzili — część inwestorów reaguje na zmianę kadrową i wycofuje pieniądze, „karząc” w ten sposób fundusz — tak jak stało się to w TFI PZU. Od 2003 r. w Stanach Zjednoczonych każdego miesiąca średnio 244 aktywnie zarządzane fundusze akcji lub dłużne dotykała zmiana w zespole, odpowiedzialnym za wyniki. Morningstar sprawdził, czy zmiana jest skorelowana ze stopą zwrotu (a dokładnie — zyskiem brutto ponad benchmark), jak reagują klienci i po jakim czasie ewentualne zmiany mają przełożenie na rezultaty i zachowanie inwestorów. Pod lupę wzięto okres jednego, trzech, sześciu, dwunastu i 36 miesięcy. Do porównań użyto stóp zwrotu przed odjęciem rozmaitych opłat, które mogą mieć niebagatelny wpływ na wyniki porównywania efektów pracy poszczególnych menedżerów.

Nie ma związku między jakąkolwiek formą zmiany w zespole zarządzających a tym, co w kolejnych okresach zarabiają inwestorzy.

Co ważne i co być może czasem umyka, zmianę rozważano nie tylko jako odejście zarządzającego, ale także przyjście nowego. Wynik obliczeń jest jednoznaczny: nie ma związku między jakąkolwiek formą zmiany w zespole zarządzających a tym, co w kolejnych okresach zarabiają inwestorzy. Nie ma znaczenia to, czy chodzi o stopę zwrotu po miesiącu, czy po trzech latach, jaka jest wielkość aktywów w portfelu, czy jakim doświadczeniem mogą się pochwalić zarządzający. Co ciekawe, według analityków Morningstara, nie ma znaczenia też to, jakim wskaźnikiem alfa charakteryzują się fundusze. A to właśnie alfa uważana jest za miarę umiejętności zarządzającego (np. w zakresie selekcji spółek), bo uznawana jest za dodatkowy zysk, który osiąga fundusz ponad to, co powinien wypracować, gdyby tylko uczciwie wynagradzał za podejmowane ryzyko. Eksperci Morningstar obserwacje tłumaczą tym, że sukces pojedynczego funduszu coraz rzadziej zależy od kompetencji i pracy jednej osoby, a coraz częściej to rezultat pracy zespołowej. W Stanach Zjednoczonych już za 75 proc. aktywnie zarządzanych funduszy odpowiedzialny jest zespół, a w pozostałych — choć formalnie kieruje nimi jedna osoba, to ma ona wsparcie analityka lub analityków. Polski rynek pod tym względem może mieć oczywiście swoją specyfikę, zwłaszcza tam, gdzie aktywa pojedynczych funduszy to czasem kilka lub kilkadziesiąt milionów złotych. Tak w Polsce, jak i za oceanem inwestorzy mają skłonność do wycofywania pieniędzy w reakcji na zmiany kadrowe. Morningstar zauważył, że na rynku amerykańskim takie fundusze doświadczały czasem gwałtownych odpływów, co można tłumaczyć chęcią przejęcia kontroli nad kapitałem w obliczu przewidywanego (bezpodstawnie, jak pokazuje raport) pogorszenia wyników. Autorzy opracowania radzą, by klienci przyjmowali znaną z polityki pieniężnej strategię „wait and see”, bo stopa zwrotu nie zmieni się tak drastycznie, jak sugerują to decyzje inwestorów.

OKIEM PREZESA TFI

Kluczowa jest komunikacja

MAREK RYBIEC, prezes Skarbca TFI, Skarbcu zawsze bardzo dużą wagę przywiązywaliśmy do komunikacji zmian

W zarządzających do dystrybutorów czy bezpośrednich klientów. Prawdopodobnie Skarbiec jako pierwszy wprowadził zasadę komunikowania zmiany zarządzającego danym funduszem z dużym, często dwu-trzymiesięcznym wyprzedzeniem. Jeżeli jest to możliwe, informujemy również od razu, kto będzie danym funduszem zarządzać po zmianie. Takie podejście daje stosunkowo duży komfort zarówno pracownikom dystrybutorów, jak również samym klientom w tej często niepożądanej sytuacji. Jednocześnie w Skarbcu od wielu lat promujemy bliską współpracę pomiędzy zarządzającymi, mimo że każdy z nich odpowiada indywidualnie za portfel swojego funduszu. Między innymi dzięki takim procesom w sytuacji zmian jest nam dużo łatwiej taką zmianą zarządzać.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Po zmianie zarządzającego nie podążaj za tłumem