Podatek od deszczu na razie nie pada

Jedynie 90 spośród 2478 gmin rozliczyło się z opłat za utraconą retencję. Wody Polskie zebrały tylko 307 tys. zł.

Prawo wodne, które obowiązuje od początku 2018 r., wprowadziło opłaty za zmniejszenie naturalnej retencji, zwane potocznie podatkiem od deszczu. Muszą płacić je użytkownicy gruntów o powierzchni co najmniej 3,5 tys. mkw., w 70 proc. zabudowanych. To głównie sieci handlowe, deweloperzy i zarządcy osiedli mieszkaniowych, parkingów, zajezdni czy placów składowych i terminali przeładunkowych. Zwolnione są jedynie kościoły i związki wyznaniowe oraz zarządcy dróg publicznych i kolejowych. Stawki sięgają od 5 do 50 gr/ mkw. rocznie, w zależności od tego, czy na działkach są urządzenia retencyjne. Zbierają je samorządy, 10 proc. zostawiają sobie, a 90 proc. przekazują do rządowej instytucji Wody Polskie. Wpływy są jednak niewielkie.

NOWA OPŁATA:
Zobacz więcej

NOWA OPŁATA:

Samorządy tworzą nieruchomościowe bazy danych i kontaktują się z ich właścicielami w celu naliczenia opłaty za utraconą retencję. Wkrótce wielu mieszkańców i przedsiębiorców może spodziewać się informacji o naliczonym parapodatku. Fot. Fotolia

Dziurawy system

— Do 5 lipca 2018 r. z tytułu opłaty za zmniejszenie naturalnej retencji na konto Wód Polskich wpłynęło ponad 307 tys. zł. Wpłat dokonało tylko 90 spośród 2478 gmin w Polsce — informuje Przemysław Daca, prezes rządowej instytucji, dodając, że jej pracownicy będą apelować do władz samorządowych oraz wojewodów o uszczelnienie systemu opłat retencyjnych.

Zebrane kwoty są bardzo niskie. Z oceny skutków regulacji, która była dołączona do projektu prawa wodnego, wynikało, że opłaty za wody opadowe i utraconą retencję powinny przynieść 381-424 mln zł.

Są znacznie niższe m.in. dlatego, że samorządy jeszcze inwentaryzują katalog podmiotów zobowiązanych na ich terenie do zapłaty nowej daniny. Piotr Jakubowski, burmistrz Mikołajek, podkreśla, że nałożonona nie nowe obowiązki, nie przyznając wystarczających funduszy na ich wykonanie. — Powinniśmy otrzymywać co najmniej 20 proc. wpływów z opłat za utraconą retencję — uważa Piotr Jakubowski.

Podkreśla też, że niewdzięczna rola informowania mieszkańców i podmiotów gospodarczych o nowej daninie, której większość trafia na konto Wód Polskich, spada na lokalnych urzędników.

Gospodarowanie wodą

Nowe opłaty mają zachęcić samorządy oraz firmy do inwestowania w zbiorniki retencyjne, urządzenia zapobiegające lokalnym podtopieniom, kanalizację deszczową itp. Podmioty gospodarcze już sporo inwestują w takie obiekty, nie tylko po to, by płacić niższe opłaty, ale także, by np. uniknąć zalania galerii handlowej czy parkingu. Sporo wydają też samorządy. Gdańsk np. przeznacza na gospodarowanie wodami rocznie 20 mln zł. W lutym przedstawicielemiejskiego samorządu szacowali natomiast, że z opłat za utraconą retencję uzyskają około 400 tys. zł rocznie, co nie pokryje wydatków. Ile zebrali dotychczas — nie podają, ale skoro Wody Polskie od 90 samorządów dostały zaledwie 300 tys. zł, wpływy Gdańska można uznać za znikome.

Andrzej Osiński, ekspert Retencja.pl, firmy świadczącej usługi doradcze w zakresie gospodarowania wodą, podkreśla, że samorządowcy są zainteresowani usługami szkoleniowymi. Chętnie korzystają z możliwości poznania przepisów i zasad dotyczących nie tylko wprowadzania opłat za utraconą retencję, ale także za wody opadowe i roztopowe. Zgodnie z obecnymi przepisami nie mogą być one klasyfikowane jako ścieki, samorządy szukają więc informacji pozwalających naliczać za nie opłaty zgodnie z prawem. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Podatki / Podatek od deszczu na razie nie pada