Podaż znowu najważniejsza dla ropy, ceny rosną

Mikołaj ŚmiłowskiMikołaj Śmiłowski
opublikowano: 2022-10-09 20:00

Zmniejszenie produkcji przez OPEC+ zmieniło nastroje na rynku czarnego złota.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Kontrakty na ropę Brent zaliczyły największy tygodniowy wzrost ceny od marca 2022 r. Decyzja kartelu OPEC+ o ograniczeniu dziennej produkcji o 2 mln baryłek począwszy od listopada wzbudziła obawy o zbyt małą dostępność surowca w trudnym sezonie zimowym. Inwestorzy zmienili nastawienie do rynku i wszystko wskazuje na to, że na spadki cen nie ma co liczyć, bo całkiem realne są kolejne obniżki rozmiaru podaży.

Nagły zwrot akcji

Kilka tygodniu temu pisaliśmy o rekordowych spadkach cen ropy. Rynek miał wtedy zupełnie inne oblicze, gdyż po raz pierwszy od wybuchu pandemii inwestorzy zaczęli wyceniać nadpodaż. Słabe dane makro oraz coraz większe ryzyko recesji na świecie podały pod wątpliwość prognozowane zapotrzebowanie na surowce - obawiano się, że czas dynamicznej odbudowy po lockdownie minął. Skalę pesymizmu dobrze odzwierciedlają kursy – pod koniec września kurs ropy Brent spadł do 82 USD za baryłkę, a WTI do 76 USD.

Wyprzedaż nie trwała jednak długo, gdyż sprawdził się scenariusz przewidywany przez niektórych analityków. Producenci, którym zależy na utrzymaniu się cen ropy możliwie wysoko, sięgnęli po główne narzędzie do kontroli rynku, czyli zmianę rozmiaru produkcji. Mimo apelu ze strony Joego Bidena o zwiększenie podaży i utrzymanie cen możliwie nisko, kartel uciął wydobycie, a to momentalnie podbiło kursy. W piątek za baryłkę typu Brent trzeba było zapłacić 95 USD, a WTI niemal 90 USD.

Wygląda byczo

Prezydent USAwyraził rozczarowanie decyzją kartelu, natomiast jego główny doradca ds. energetyki podkreślił, że wzrost cen okazał się mniejszy niż oczekiwano. Na dalszy ruch w górę może jednak przyjść czas - według przewidywań analityków z banków inwestycyjnych Morgan Stanley oraz Goldman Sachs kursy Brent i WTI przebiją barierę 100 USD.

Podstawą prognoz specjalistów jest przekonanie o rychłym powrocie niedoboru podaży. Oprócz dotychczasowych skutków wojny w Ukrainie, które uczyniły ropę substytutem dla słabo dostępnego gazu, wkrótce na rynek spadnie kolejny cios - nowy pakiet sankcji na Rosję i całkowity zakaz importu ropy z tego kraju.

Katalizatorem podwyżek cen będą również kolejne cięcia produkcji państw OPEC+. Jeden z ministrów Arabii Saudyjskiej, głównego członka kartelu powiedział bowiem, że prawdziwy rozmiar ostatniego ruchu wynosi około 1 mln baryłek dziennie, ponieważ część państw nie nadąża z wydobyciem, dlatego dalsze obniżanie podaży jest prawdopodobne.

W grę wchodzi też pełne otwarcie się chińskiej gospodarki, do niedawna największego importera “czarnego złota” na świecie. Dynamika wzrostu gospodarczego Państwa Środka, która według początkowych prognoz miała wrócić do stanu sprzed pandemii już w marcu 2022 r., nadal jest poniżej oczekiwań. Wrześniowy odczyt wskaźnika PMI był jednak pozytywny i przekroczył 50 pkt, granicę między kurczeniem się a rozrastaniem gospodarki.

BIden daje nadzieję

Największą szansę na schłodzenie rynku dają działania Stanów Zjednoczonych, którym podczas szczytu cenowego w czerwcu 2022 r. udało się powstrzymać dalsze zwyżki poprzez dopuszczenie do obrotu sporych pokładów ropy z rezerwy strategicznej. Podobny ruch wchodzi w grę również tym razem, choć pod uwagę brane są również inne opcje.

Pierwszym ruchem Amerykanów, mającym na celu obniżkę cen, ma być zniesienie sankcji na Wenezuelę w zamian za poczynienie kroków w kierunku przywrócenia ustroju demokratycznego. Pozwoliłoby to Chevronowi, jednemu z największych wydobywców ropy w Ameryce Południowej, na wznowienie produkcji i sprzedaż ropy do USA i państw sojuszniczych.

Za determinacją administracji Joego Bidena w walce z cenami surowca przemawia fakt, że w listopadzie w USA odbędą się wybory do Kongresu. Ceny paliwa są czynnikiem mocno wpływającym na nastroje społeczne. Partia Demokratyczna, z której wywodzi się prezydent Stanów Zjednoczonych, ma obecnie większość w Kongresie i w jej interesie leży utrzymanie tego stanu rzeczy.

Cięcia zrobiły wrażenie
Łukasz Zembik
Analityk TMS Brokers
Cięcia zrobiły wrażenie

Formalnie zmniejszając dzienny limit produkcji o 2 mln baryłek, OPEC+ robi wszystko, aby zapobiec załamaniu się cen na rynku ropy. Choć w rzeczywistości dzienne wydobycie spadnie tylko o 1 mln baryłek, to i tak wystarczy, aby zapobiec nadwyżce, którą prognozowano na ostatni kwartał 2022 r.

W comiesięcznych raportach, które mają opublikować w nowym tygodniu agencje energetyczne, będą zapewne widniały ostrzeżenia przed niewystarczającą podażą. Co prawda perspektywy gospodarcze w ostatnich tygodniach stały się jeszcze bardziej ponure, ale w związku z trwającym przestawianiem paliw z gazu na ropę naftową, zapotrzebowanie na ropę naftową będzie się tylko nieznacznie zmniejszać.

Posunięcie kartelu OPEC+ jest postrzegane jako interwencja Arabii Saudyjskiej, która ma na celu podtrzymanie cen surowca na podwyższonym poziomie. Przypomnijmy, że kursy ropy znacznie spadły w ostatnich miesiącach. Widać, że producenci komfortowo będą ię czuć dopiero wtedy, kiedy ceny powrócą w okolice 100 USD. Kiedyś optymalnym poziomem były okolice 60-70 USD.