Polityczna śmierć zajrzała PiS w oczy

opublikowano: 11-08-2021, 18:34

WERSJA UAKTUALNIONA

Będąc w Monachium zawsze nostalgicznie zaglądam do dawnej siedziby Radia Wolna Europa (RWE) oraz Radia Swoboda. To drugie nadawało do republik Związku Radzieckiego. Położony na skraju ogrodu Angielskiego przy Oettingenstraße 67 kompleks przejął w 1995 r. z amerykańskich rąk Uniwersytet Ludwika i Maksymiliana. O dawnym przeznaczeniu świadczy jedynie pamiątkowa tablica na dziedzińcu i pomnik symbolizujący ducha wolnego słowa. Ciekawe, że przy okazji bytności na monachijskich konferencjach bezpieczeństwa np. prezydent Bronisław Komorowski w 2012 r. dawną RWE oczywiście odwiedził i nawet spotkał się z jej byłymi dziennikarzami, natomiast premier Mateusz Morawiecki w 2018 r. takie kultowe dla Polaków miejsce demonstracyjnie pominął. Tamta jego niechęć okazała się jednak nieprzypadkowa. Ostatnio robiłem selfika przy tablicy RWE na początku lipca i czystym przypadkiem akurat wtedy PiS wniosło do Sejmu ciemną nocą projekt ustawy, otwierający drogę do własnościowego zagarnięcia przez władców stacji TVN oraz tak znienawidzonego przez nich kanału TVN24.

Po zmianach ustrojowych w naszym regionie amerykańskie rozgłośnie przeniesione zostały od 1995 r. z Monachium do Pragi. Istotnie zmieniło się ich portfolio językowe, sekcja polska działalność naturalnie zakończyła w 1994 r. Obecnie serwisy obejmują 26 języków, w tym oczywiście nadal rosyjski i innych republik poradzieckich, państw bałkańskich oraz kilku z Bliskiego Wschodu. Bardzo charakterystycznym zjawiskiem stało się… ponowne uruchomienie nadawania po rumuńsku, bułgarsku i węgiersku. Finansujący wolność w eterze Kongres USA po prostu uznał, że mimo należenia państw nie tylko do UE, lecz także do NATO ich władze nie zachowują standardów i bardziej czy mniej skutecznie usiłują podporządkowywać sobie media. Tylko patrzeć, jak z Pragi popłyną wiadomości również po słoweńsku.

W regulaminie Sejmu marszałek ma ogromną władzę, jednak Elżbieta Witek w środę w kwestii wniosku o odroczenie posiedzenia się skompromitowała, co zresztą samokrytycznie potwierdziła z mównicy. Fot. KS

Wspominkowe i bardzo współczesne nawiązania do wolności słowa naturalnie przyszły mi do głowy w kontekście tzw. lex TVN. Po jej przeforsowaniu, z oczywistym wydźwiękiem antyamerykańskim, możemy jak nic spodziewać się symbolicznej reaktywacji także sekcji polskiej RWE. Po środowych głosowaniach Sejmu zagrożenie taką cywilizacyjną kompromitacją staje się całkiem prawdopodobne. Po wyrzuceniu wicepremiera Jarosława Gowina oraz odejściu części posłów jego Porozumienia z klubu PiS, prezes Jarosław Kaczyński zagrał bardzo ryzykownie, rozkazując parcie dosłownie za wszelką cenę do przeforsowania antywolnościowej nowelizacji radiowo-telewizyjnej. Ku widocznemu przerażeniu władców okazało się jednak, że pierwszy raz w obecnej kadencji oraz w ogóle pierwszy raz od 2015 r. PiS realnie była bliska utracenia w Sejmie większości. Najpierw przeszły bardzo niewygodne dla obozu władzy wnioski o wstawienie do porządku obrad informacji, w tym m.in. prezesa NIK na temat nieprawidłowości przy forsowaniu na 10 maja 2020 r. pseudowyborów prezydenckich. Prawdziwym szokiem okazało się jednak głosowanie nad wnioskiem o odroczenie posiedzenia do 2 września, który… przeszedł 229:227, co było niepodważalnym dowodem, iż PiS zaczyna przegrywać.

Ponieważ jednak obowiązuje doktryna, że „władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”, prezes rozkazał marszałek Elżbiecie Witek po prostu… unieważnić przegrane przez PiS głosowanie i zarządzić je ponownie, po naciśnięciu na grupkę posłów Kukiz ’15, aby zmienili zdanie. Okazało się to skuteczne, w ponownym głosowaniu wniosek o odroczenie posiedzenia przepadł 225:229. A potem już wszystkie wieczorne głosowania poszły władcom jak z taśmy, poprawki cywilizujące uderzającą w TVN ustawę radiowo-telewizyjną przepadły i jej finalna wersja przeszła 228:216, przy 10 wstrzymujących się (Konfederacja) oraz 6 niegłosujących. Senat oczywiście ją odrzuci, ale potem Sejm przywróci, zaś Andrzej Duda podpisze automatycznie.

Per saldo zatem środowe starcie okazało się zwycięskie dla PiS, jeśli tak w ogóle można nazwać wysadzenie przez marszałek Sejmu fundamentów parlamentaryzmu. Z całą pewnością jednak pierwszy raz od przejęcia przez tzw. dobrą zmianę władzy w 2015 r. realnie zaistniało, chociaż tylko przez godzinę, zjawisko zapisane w tytule.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane