W 2019 r. frekwencja w Belgii (gdzie istnieje obowiązek głosowania) wyniosła 88,47 proc., natomiast na drugim biegunie, na Słowacji, tylko 22,74, co i tak było znacznym postępem — w 2014 r. sięgnęła zaledwie 13,05. U nas również porównanie frekwencji z lat 2014 i 2019 wykazało wzrost niemal dwukrotny — z 23,83 do 45,68 proc. Pół miliarda obywateli wspólnoty natomiast w ogóle nie interesuje się dalszymi wyborami, ba, w większości nawet nie ma pojęcia, że 5-letnią kadencję PE dzieli wewnętrznie na 2,5-roczne połówki i dokonuje wymiany władz. Przewodniczący, 14 wiceprzewodniczących oraz tzw. kwestorzy wybrani zostali na sesji inauguracyjnej 3-5 lipca 2019 r., zaś na obecnej, 17-20 stycznia 2022 r., całe prezydium PE zostanie odnowione. Są to wybory formalnie od zera, chociaż wszyscy sprawujący funkcje w pierwszej połowie oczywiście mogą kandydować i odnowić mandaty na drugą. To sytuacja radykalnie różniąca się prawnie od pamiętanego z 2017 r. przedłużenia Donaldowi Tuskowi na drugą połowę kadencji 2014-19 przewodnictwa Rady Europejskiej (RE). W tamtym organie traktatowo nie przeprowadza się nowych wyborów, w pierwszym kroku prezydentom/premierom zadawane jest pytanie, czy urzędujący przewodniczący ich zbiórek zasługuje na przedłużenie mu mandatu. 9 marca 2017 r. szczyt RE odpowiedział pozytywnie w stosunku 27:1, poza zgodną wspólnotę sama wtedy wyrzuciła się Beata Szydło.
Wybory połówkowe w PE odbywają się w Strasburgu już dziewiąty raz. Niestety, w niespotykanej nigdy wcześniej i niemal niewyobrażalnej atmosferze żałobnej. David Sassoli, blisko 66-letni włoski przewodniczący PE z rekomendacji Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów, planowo miał zakończyć 2,5-roczne kierowanie izbą 18 stycznia. Tuż przed tym terminem, dokładnie 11 stycznia, zmarł na ostre zapalenie płuc, niezwiązane wprost z koronawirusem. Dlatego 17 stycznia już tylko z góry spoglądał na bardzo podniosłą uroczystość własnego pożegnania, odbywającą się w sali plenarnej PE w Strasburgu. 13-16 grudnia 2021 r. David Sassoli ostatni raz kierował tam sesją i m.in. wręczał Nagrodę im. Andrieja Sacharowa za Wolność Myśli. Niespodziewana śmierć zawsze jest szokiem dla rodziny i otoczenia, ale ta miała dodatkowy kontekst — oto pierwszy raz w dziejach UE odszedł podczas sprawowania mandatu przewodniczący którejś z głównych instytucji, czyli Komisji Europejskiej, PE i RE. Żałobną uroczystość naturalnie zakończyła wyjątkowo smutna unijna „Oda do radości” Ludwiga van Beethovena.

Ceremonii przewodniczyła Roberta Metsola, maltańska pierwsza wiceprzewodnicząca PE, a od 11 stycznia p.o. przewodniczącej. Było to niezwykle symboliczne przejęcie pałeczki od zmarłego poprzednika, ponieważ jako kandydatka Europejskiej Partii Ludowej zostanie we wtorek oczywiście wybrana pełnoprawną przewodniczącą PE na drugą połowę kadencji 2019-24. Tradycyjnie obowiązuje kontrakt polityczny między dwoma największymi międzynarodówkami, chadecko-ludową oraz socjaldemokratyczną, dzielącymi się 2,5-rocznymi okresami. Po każdych wyborach do PE jedyną niewiadomą jest… kolejność, która grupa obsadzi fotel przewodniczącego w której połowie kadencji. Mimo kontraktu tajne wybory trochę jednak potrwają — Roberta Metsola nie ma szans na uzyskanie większości bezwzględnej PE od razu w pierwszej turze. Ale w drugiej, najdalej w trzeciej — na pewno.