Ponad 160,3 mld zł – tyle były warte obligacje skarbowe wyemitowane przez Ministerstwo Finansów na rynku krajowym, jakie na koniec kwietnia Polacy posiadali w swoich portfelach - podał resort. To nie tylko rekordowo dużo, ale też więcej niż aktywa inwestorów zagranicznych ulokowane w tego typu instrumenty. Ich stan posiadania wynosił 158,6 mld zł.
To sytuacja bez precedensu, ale łatwo ją wytłumaczyć. Inwestorzy indywidualni chętnie kupowali obligacje detaliczne w ostatnich latach – i w tym roku również. Szczególnie w kwietniu wyniki sprzedaży były dobre, bo Polacy ruszyli na zakupy, chcąc zdążyć przed obniżką oprocentowania, jaką już na maj zapowiedział resort finansów. MF w kwietniu sprzedało im papiery za 7,4 mld zł, i było to o 300 mln zł więcej niż w tym samym miesiącu poprzedniego roku. W ciągu pierwszych czterech miesięcy ministerstwo znalazło chętnych na obligacje detaliczne warte 24,8 mld zł. Dla porównania, w tym samym okresie ubiegłego roku było to 22,6 mld zł.
Ubiegły rok był rekordowy pod względem zainteresowania detalicznymi papierami dłużnymi - rząd sprzedał ich łącznie za 86,2 mld zł. Można więc zaryzykować tezę, że także w tym roku pójdziemy na rekord, ale resort zaczął obniżać oprocentowanie obligacji. Jak na to zareagują klienci? Dowiemy się po majowych wynikach sprzedaży.
Konkurencją dla państwowych papierów dłużnych nie będzie z pewnością depozytowa oferta banków, która jest główną alternatywą dla obligacji oszczędnościowych. Nie poprawi się ona w fazie obniżania stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego przez Radę Polityki Pieniężnej
Koło ratunkowe na trudne czasy
Coraz większy udział inwestorów indywidualnych w finansowaniu rządowych potrzeb pożyczkowych to dla rządu dobra wiadomość. Lwia część obligacji wyemitowanych w kraju pozostaje w rękach rodzimych inwestorów: przede wszystkim banków (672,8 mld zł), ale też firm ubezpieczeniowych (70,1 mld zł), funduszy inwestycyjnych (80,3 mld zł), czy emerytalnych (22,6 mld zł). Już na tym tle widać, jak istotni stali się inwestorzy indywidulani, którzy obecnie stanowią drugą co do wielkości grupę nabywców obligacji skarbowych.
Rząd może mieć powody do zadowolenia, bo zadłużanie się w kraju, a nie za granicą w większym stopniu zabezpiecza wycenę obligacji w razie turbulencji w świecie finansów. Rynek to dostrzega, więc nawet przy wysokim długu w relacji do PKB rentowność papierów pozostaje niska. Najlepiej widać to na przykładzie Japonii, której dług publiczny sięga obecnie 216 proc. PKB, a mimo to rentowność 10-letnich obligacji tego kraju wynosi dziś około 1,5 proc. To dlatego, że zdecydowana większość japońskiego zadłużenia jest finansowana krajowymi oszczędnościami. Dla porównania, rentowność amerykańskich 10-latek wynosi obecnie 4,35 proc., a polskich 5,5 proc. Polski dług publiczny - według prognoz Komisji Europejskiej - w tym roku ma wynieść 58 proc. PKB.
Drugim czynnikiem, który powoduje, że rosnąca rola inwestorów detalicznych jest dla MF dobrą wiadomością, jest fakt, że inwestorzy indywidualni raczej nie handlują kupionymi obligacjami na rynku wtórnym, trzymając je do wykupu i ewentualnie wymieniając na kolejne serie. Z punktu widzenia emitenta oznacza to, że ma on stabilne źródło finansowania potrzeb pożyczkowych na przyszłość.
Sektor prywatny traci zasoby
W obecnej sytuacji to szczególnie istotne. W większości opinii nt. perspektyw finansów publicznych po ostatnich wyborach prezydenckich dominuje pogląd, że zaciskania pasa w budżecie nie będzie, a przed nami lata z podwyższonym deficytem finansów publicznych i rosnącym długiem.
„Szybki wzrost zadłużenia rządowego, którego oczekujemy do 2028 r., uwydatnia rosnące ryzyko fiskalne kraju. Prognozujemy, że zadłużenie netto sektora instytucji rządowych i samorządowych (jako procent PKB) wzrośnie o prawie 10 pkt proc. między 2024 a 2028 rokiem, przy znacznych inwestycjach wojskowych jako kluczowym czynniku napędowym” - napisali w swoim najnowszym raporcie poświęconym Polsce analitycy agencji ratingowej S&P Global.
Z drugiej strony jednak wykorzystywanie oszczędności krajowych na finansowanie deficytu budżetu państwa może być złą wiadomością dla sektora prywatnego w gospodarce. Powoduje, że oszczędności, jakie gromadzą gospodarstwa domowe, nie zwiększają potencjału finansowania inwestycji prywatnych, tylko trafiają do puli, jaką dysponuje rząd. Państwo konkuruje tym samym z sektorem prywatnym i pół biedy, jeśli przejęte oszczędności są przeznaczane na wydatki rozwojowe w kraju. Wiemy jednak, że nie do końca tak jest. Duża część wydatków publicznych dzisiaj to nakłady na obronność, niekoniecznie kierowane do krajowych odbiorców.
Jeszcze większa część trafia na transfery socjalne. Według wyliczeń Instytutu Finansów Publicznych, to właśnie one ważyły najwięcej we wzroście wydatków publicznych w latach 2023-24, zwiększając je o 2,6 pkt proc. PKB. Drugą istotną pozycją wzrostu wydatków publicznych były wynagrodzenia w budżetówce: tu wzrost wydatków wyniósł 1,8 pkt proc. PKB. Dla porównania, nakłady na inwestycje publiczne w tym okresie zwiększyły się o 1,1 pkt proc. PKB.
