Polska bez Belki

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2004-05-14 00:00

Premier nominat Marek Belka, zgodnie z wrodzonym poczuciem odpowiedzialności, niczego nie obiecuje, i — zgodnie z oczekiwaniami — jego rząd nie uzyskuje wotum zaufania Sejmu. Zresztą prof. Belka robi takie wrażenie jakby mu na tym specjalnie nie zależało. Rząd urzęduje, zarządza, rynki finansowe reagują nerwowo, złoty podlega wahaniom, podobnie giełda, realna gospodarka lekceważy sygnały. Drugie podejście, parlamentarne (w którym Belka nie zamierza brać udziału — inna sprawa, że nikt go nie chce) nie przynosi rezultatu. Trzecie podejście również nie daje mandatu prof. Belce — prezydent jest zmuszony rozpisać wcześniejsze wybory.

Rząd administruje, zarządza, podejmuje decyzje kadrowe, prywatyzacyjne, udrażnia procedury niezbędne do absorbowania środków unijnych. Prace nad reformą finansów i przyszłorocznym budżetem, nawet jeżeli są prowadzone, mają tylko charakter wprawki studyjnej, która i tak wyląduje w koszu. Polska waluta podlega stałym wahaniom, inwestorzy zachodni powstrzymują się z długoterminowymi decyzjami, ewentualne wstrząsy łagodzi nasza przynależność do UE.

Wcześniejsze wybory (sierpniowe) nie pozwalają na wyłonienie stabilnej i przewidywalnej większości sejmowej zdolnej stworzyć silny rząd... mamy kolejne wybory. Na rynku utrzymuje się niepewność, ale nikt nie podejmuje decyzji długofalowych, nie ma więc też długofalowych konsekwencji. Sierpniowe wybory wyłaniają stabilną większość sejmową, powstaje silny przewidywalny rząd, kończy się przesilenie rządowe. Nowy rząd przystępuje do reformowania finansów (ma zdolność), tworzy budżet (ma czas), rynki zapominają o polityce.