W czasie trzydniowego weekendu w USA nic ważnego się nie wydarzyło poza huraganem Frances, który spowodował mniej strat niż oczekiwano. Poza tym Arabia Saudyjska obniżyła cenę ropy z dostawą w październiku, a to zmniejszyło znaczenie irackich aktów sabotażu. W połączeniu z informacją , że huragan nie zniszczył amerykańskich platform wydobywczych, wywołało to znaczne spadki cen ropy. Poza tym inwestorzy o Intelu już zapomnieli, ale nadal pamiętali o poprawie na rynku pracy i wzroście poparcia dla prezydenta George’a W. Busha. Wszystko to były plusy dla rynku, a ponieważ analitycy prognozowali, że szef Fed przedstawi bardzo optymistyczny obraz gospodarki, to bardzo prawdopodobne było, że wczoraj indeksy w USA wzrosną.
Dzisiaj inwestorzy w USA będą czekali przede wszystkim na wystąpienie Alana Greenspana w Kongresie. Jego temat to gospodarka i budżet, więc nie da się uniknąć ważnych dla rynku słów. Trudno jest stawiać prognozę skutków tego wystąpienia, bo często rynek źle odczytuje intencje szefa Fed. Trzy sprawy będą dla inwestorów najważniejsze: perspektywy dla gospodarki, tempo podnoszenia stóp procentowych i oczekiwania inflacyjne Fed. Z inflacją mamy problem. W USA obliczana jest inaczej niż np. w Wielkiej Brytanii. W Stanach do jej kalkulacji przyjmuje się nie ceny domów, ale koszt ich wynajmu, co jest nieporozumieniem, bo Amerykanie przede wszystkim kupują domy. Specjaliści twierdzą, że jeśli wliczyłoby się inflację wynikającą z cen domów, to wzrosłaby przynajmniej dwukrotnie, dążąc do 7 proc. Nawiasem mówiąc, coraz więcej analityków ostrzega, że ceny domów w niektórych regionach będą spadały (tam, gdzie rynek pracy wygląda źle). Jeśli spojrzy się na strukturę kredytów w bankach, to można sobie wyobrazić, co stałoby się na rynkach finansowych, gdyby w nieruchomościach zagościła bessa. Fed jednak udaje, że problemu nie ma.
Nie spodziewam się, by Alan Greenspan zmienił zdanie na temat gospodarki amerykańskiej. Najprawdopodobniej dowiemy się, że trwa lekkie spowolnienie, ale to tylko chwilowy przystanek i wkrótce gospodarka mocno ruszy do przodu. Teza bardzo wątpliwa, ale mocno przed wyborami prezydenckimi przez Fed promowana. Bank centralny może jednak dać sygnał, że zmniejszy tempo podwyżek stóp procentowych. I tu pojawia się mały problem. W normalnej sytuacji inwestorzy ucieszyliby się z tego, ale teraz mogą dojść do wniosku, że wbrew urzędowemu optymizmowi, Fed zaczyna się bać o gospodarkę. Dlatego Alan Greenspan będzie unikał tematu polityki monetarnej. Największym zagrożeniem dla obozu byków są optymistyczne oczekiwania. Wszyscy spodziewają się po szefie Fed optymizmu. A nie ma nic gorszego niż zawiedzione nadzieje — wystarczy jedno źle sformułowane zdanie, by indeksy ruszyły na południe.
Początek wczorajszej sesji w Warszawie był obiecujący. Wyglądało to tak, jakby wracający na rynek inwestorzy zagraniczni koniecznie chcieli kupić dużą ilość akcji. Mimo niezbyt dobrej sytuacji w Eurolandzie (tam gracze byli niepewni, bo bali się, co dzisiaj powie szef Fed) indeksy rosły, a przewodziły zwyżce KGHM, PKN i Pekao. Ważne też, że rosły kursy wielu średnich spółek, a obroty wyraźnie się zwiększyły. W środku sesji zapanował jednak olbrzymi marazm i wyczekiwanie na dalszy ruch zagranicznych funduszy. Nie wyglądało to najlepiej i mogło sygnalizować, że jeszcze nikomu nie zależy na mocniejszych wzrostach. Przypuszczam, że oczekiwanie na Alana Greenspana też musiało determinację popytu osłabiać. Ostatnie dwie godziny należały do byków, ale końcówka była niepewna. Warto zauważyć, że wczoraj po negatywnych komentarzach agencji S&P; na temat gospodarki Węgier mocno korygował się BUX. Nie można wykluczyć, że zagranica przerzuca część funduszy na nasz rynek. Bardzo często fundusze, realizując zyski w Budapeszcie idą do Warszawy. A u nas jest jeszcze dużo do ugrania.