Warszawa, Poznań, Kraków, Wrocław, Gdańsk – wszyscy doskonale wiemy, że wielkie aglomeracje miejskie to najszybciej rozwijające się regiony w polskiej gospodarce. Ale nie wszystko kręci się wokół dużych miast. W Polsce powiatowej też tętni życie gospodarcze, powstają firmy, kreowane są miejsca pracy, budowane fabryki, odkrywane są technologie. Ludzie chcą tam mieszkać, rozwijać się i zakładać rodziny.
Gospodarcza czołówka polskich powiatów
Z analizy, którą przeprowadziliśmy w Spotdata, centrum analitycznym „Pulsu Biznesu", wynika, że najszybciej rozwijającym się powiatem jest powiat poznański, a zaraz za nim wrocławski, nyski, krakowski oraz wołomiński (analiza obejmuje wyłącznie powiaty ziemskie, czyli z wyłączeniem miast na prawach powiatu). Najszybciej rozwijają się zatem powiaty wokół dużych miast, korzystające na efekcie aglomeracji - skupianiu się wiedzy, idei, ludzi i firm w jednym regionie - oraz suburbanizacji, czyli odpływie ludności, a co za tym idzie również firm, z miast na przedmieścia.
Powiat poznański specjalizuje się przede wszystkim w logistyce. Ze względu na doskonałe położenie przy autostradzie i drogach ekspresowych region jest zagłębiem firm magazynowych. Słynie też z mocno rozwiniętego przemysłu motoryzacyjnego, czego przykładem jest fabryka Volkswagena w Swarzędzu.
Podobnie wygląda sytuacja powiatu wrocławskiego, gdzie w gminie Kobierzyce działa centrum logistyczne Amazona. Oba powiaty - podobnie jak krakowski czy wołomiński - pełnią coraz wyraźniej funkcję sypialni dla dużych miast, co napędza dynamiczny rozwój budownictwa mieszkaniowego.
Fenomen Nysy
Największą uwagę przykuwa jednak wysoka pozycja powiatu nyskiego. Nie jest to bowiem region, w którego pobliżu leżą jakieś większe aglomeracje - Wrocław oddalony jest o 90 kilometrów.
Skąd więc tak dynamiczny rozwój? Z potężnych inwestycji w sektorze baterii elektrycznych. Na terenie Radzikowic powstaje zakład do produkcji materiałów katodowych - kluczowego składnika baterii do samochodów elektrycznych. Fabryka ma ruszyć jeszcze w tym roku, zatrudniając około 450 pracowników. Do 2030 r. w cały projekt ma zostać zainwestowane blisko 1,7 mld euro. Już w 2021 r. oddano tu do użytku pierwszy w Europie zakład produkcji materiałów katodowych, zbudowany przez firmę Umicore. Nysa pokazuje, że jedna trafiona megainwestycja potrafi zmienić trajektorię całego powiatu - przynajmniej na razie.
Rzeszowska Dolina Lotnicza i fundusze UE
Interesującym przypadkiem jest też powiat rzeszowski, zajmujący 10. miejsce w rankingu. Region korzysta na dynamicznym rozwoju polskiej Doliny Lotniczej, w tym szczególnie segmentu silników turboodrzutowych. Rzeszów i okolice to skupisko światowych producentów lotniczych, takich jak Pratt & Whitney, oraz polskiego PZL Mielec należącego do amerykańskiego Lockheed Martin. Polski eksport silników turboodrzutowych wzrósł z zerowych poziomów w 2019 roku do 0,9 mld euro kwartalnie, czyli ponad 3,6 mld euro rocznie. To nie jest efekt jednej fabryki - to efekt klastra, który przez dekady budował kompetencje, a teraz zbiera plony.
Największy paradoks stanowi powiat żuromiński — mały, rolniczy powiat mazowiecki, bez atutów metropolitalnych ani wyraźnej specjalizacji, który znalazł się w pierwszej dziesiątce najszybciej rozwijających się powiatów w Polsce. Nie ma tu megainwestycji ani efektu aglomeracji. Jednym z wyjaśnień jest intensywne korzystanie z funduszy unijnych i realizacja inwestycji infrastrukturalnych oraz drogowych, które statystycznie windują wskaźnik nakładów inwestycyjnych. To przypadek, który każe zadać trudne pytanie: czy taki wzrost jest trwały, czy znika wraz z unijną dotacją?
Z drugiej strony, mocno rozwinięta jest tam branża rolno-spożywcza, w tym szczególnie drobiarska, a Polska jest przecież największym producentem i eksporterem drobiu w UE.
W kleszczach stagnacji
Wszystko to pokazuje, że polski sukces gospodarczy to splot wielu pojedynczych historii - nie tylko największych miast, ale też mniejszych ośrodków ze swoimi specjalizacjami, ambicjami i atutami.
Jednocześnie wiele powiatów tkwi w kleszczach stagnacji. Są to albo regiony peryferyjne, daleko od metropolii, autostrad i centrów decyzyjnych, które z natury nie korzystają z efektów aglomeracji, albo obszary historycznie zależne od jednej branży, która podupadła. Przykładem jest powiat wałbrzyski - ofiara deindustrializacji i upadku przemysłu ciężkiego, dziś najwolniej rozwijający się powiat w kraju. Młodzi wyjeżdżają, ludność się starzeje, rynek lokalny kurczy się z braku popytu.
Osobną pułapką okazuje się turystyka. Powiaty tatrzański, piski czy bieszczadzki - z pozoru atrakcyjne, bo przyciągające miliony turystów - gospodarczo drepczą w miejscu. Ludzie przyjeżdżają, ale nie zostają. Firmy, które tu powstają, to małe, sezonowe podmioty, które nie budują trwałej bazy ekonomicznej i nie generują wysokiej wartości dodanej. Piękny krajobraz nie zastąpi fabryki ani klastra technologicznego.
