275 mln EUR – takiej nadwyżki w handlu zagranicznym Polska jeszcze nie miała
W styczniu sprzedaliśmy za granicę więcej towarów niż sprowadziliśmy. To jednorazowy przypadek — mówią ekonomiści.
Niemożliwe! Tak pewnie zareagowali statystycy Narodowego Banku Polskiego, kiedy po raz pierwszy zobaczyli wyniki handlu zagranicznego ujęte w styczniowym bilansie płatniczym. Skutek? Publikacja została przesunięta o kilka dni, by Główny Urząd Statystyczny ponownie sprawdził wyniki (NBP publikuje własne badanie na podstawie jego danych o handlu zagranicznym). Błędu jednak nie było.
Import rośnie wolniej…
Na rachunku obrotów towarowych zanotowano w styczniu 275 mln EUR nadwyżki, wobec 1,57 mld EUR deficytu w grudniu — podał NBP. To najlepszy wynik, od kiedy NBP korzysta z obecnej metodologii, czyli od 2000 r.
— Oczekiwaliśmy 450 mln EUR deficytu — przyznaje Adam Antoniak z Banku BPH.
Zaskoczenia nie kryje Urszula Kryńska, ekonomistka banku Millennium.
— Solidne tempo wzrostu gospodarczego powinno wspierać import. Tymczasem widać załamanie — mówi Urszula Kryńska.
W styczniu dynamika importu wyniosła "zaledwie" 15,2 proc. r/r., wobec 25,8 proc. w grudniu
— Główną przyczyną był silny spadek popytu na samochody, głównie z kratką — uważa Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.
Jego zdaniem, duży wpływ spadku popytu w branży motoryzacyjnej na dynamikę importu pokazały wcześniejsze dane urzędu statystycznego (pisaliśmy o tym w "PB" 11 marca).
— Bardzo prawdopodobne, że GUS nie miał też informacji o części transakcji i dane zostaną zweryfikowane w kolejnych miesiącach — dodaje Urszula Kryńska.
…a eksport przyspiesza
Ekonomiści podkreślają, że firmy nastawione na handel zagraniczny nadal prężą muskuły. W styczniu dynamika eksportu wzrosła do 20 proc. r/r z 19,1 proc. w grudniu.
— Przyczynił się do tego wzrost cen eksportowanych surowców: węgla o 8,9 proc. m/m oraz miedzi o 3,6 proc. — tłumaczy Adam Czerniak.
Jego zdaniem, eksporterzy nie stracą wigoru w kolejnych miesiącach.
— Dzięki dobrej koniunkturze za Odrą tempo wzrostu eksportu pozostanie wysokie. Będzie jednak niższe od dynamiki importu, która znacząco przyspieszy dzięki napływowi dóbr kapitałowych związanemu ze spodziewanym ożywieniem w inwestycjach — prognozuje ekonomista Invest-Banku.
okiem konkurenta
To wypadek przy pracy
Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego
Już tydzień temu GUS opublikował zaskakujące dane dotyczące mocnego spadku dynamiki importu (przy wysokim tempie wzrostu eksportu), do którego tylko częściowo mogło przyczynić się przesunięcie w czasie zakupów związanych z podwyżką VAT. Biorąc to pod uwagę skorygowaliśmy prognozy styczniowego deficytu w obrotach towarowych, a mimo to nadwyżka handlowa okazał się zaskoczeniem. Jest to tym większa niespodzianka, że zazwyczaj w szybko rosnących gospodarkach, takich jak nasza, popyt na import mocno rośnie.
Uważam, że styczniowe dane to tylko "wypadek przy pracy". Prawdopodobnie zostaną zrewidowane w dół lub po prostu dane lutowe okażą się odpowiednio wyższe. Gdyby jednak nadwyżka utrzymała się w lutym, oznaczałoby to, że popyt krajowy uległ załamaniu, a wówczas rolę motoru napędowego gospodarki przejąłby eksport.
930
mln EUR Tyle wyniósł w styczniu deficyt na rachunku obrotów bieżących. Wynik zaskoczył ekonomistów, którzy oczekiwali 1280 mln EUR deficytu. Tak znacząca różnica to efekt m.in. rekordowej nadwyżki w handlu zagranicznym.