Polski przemysł zatrudnia jak nikt

Z 354 tys. nowych miejsc pracy w europejskim przetwórstwie przemysłowym w pierwszym półroczu aż 63 proc. powstało w Polsce. Teraz trzeba to przekuć w gospodarczy sukces

223 tys. — o tyle w pierwszym półroczu wzrosło w Polsce zatrudnienie w przetwórstwie przemysłowym. W całej UE w tym czasie przybyło w tym sektorze 354 tys. pracowników — wynika z danych Eurostatu. To oznacza, że prawie dwie trzecie tegorocznego wzrostu zatrudnienia w europejskim przemyśle przypadło na nasz kraj. To bez wątpienia dobry znak dla gospodarki, bo długoterminowy rozwój musi być oparty na solidnych fundamentach przemysłowych. Wzrost zatrudnienia, sam w sobie, nie gwarantuje nam jednak sukcesu — trzeba go umiejętnie spożytkować.

Kierunek reindustrializacja

Dobra kondycja europejskiej gospodarki sprawia, że zatrudnienie w przemyśle rośnie, ale nie wszędzie. Aż w dziewięciu krajach odnotowano spadek — największy w Rumuni (o 96 tys.) i Wielkiej Brytanii (o 51 tys.). W czołówce Polska nie miała konkurencji, bo zajmującydrugą pozycję Niemcy zanotowali wzrost o skromne 39 tys. pracowników. Dzięki temu zwiększył się udział Polski w zatrudnieniu w przemyśle w UE — po drugim kwartale wyniósł 10,6 proc. Od trzeciego kwartału 2014 r. wzrósł dokładnie o 1 pkt. proc. — nie skokowo, lecz stopniowo (patrz wykres), co cieszy ekonomistów. W tym samym czasie zatrudnienie w przemyśle w Polsce wzrosło o 14 proc., a w całej UE o 3 proc. To bardzo pożądany kierunek dla polskiej gospodarki.

— Rozwój przemysłu, szczególnie wytwarzającego produkty o wysokiej wartości dodanej, jest w Polsce niezbędny. Na bazie mocnego przemysłu powinniśmy rozwijać sektor usługowy. Tak robiły obecne kraje wysokorozwinięte — mówi Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP. W polskim przemyśle pracuje już około 3,5 mln osób. Umocniliśmy się na trzecim miejscu, po Niemczech (7,6 mln) i Włoszech (3,9 mln).

Produkcja na rozdrożu

Wzrost zatrudnienia można traktować jako dobry znak dla produkcji — z reguły firmy zwiększają zatrudnienie w okresie dobrej koniunktury i wtedy, gdy z optymizmem patrząw przyszłość. Korelacja pomiędzy zatrudnieniem w branży przemysłowej a produkcją jest wyraźna (patrz wykres), ale próba określenia, czy i ewentualnie z jakim wyprzedzeniem zmiana jednego wskaźnika zapowiada zmianę drugiego, bez uwzględnienia dodatkowych czynników byłaby zbyt dużym uproszczeniem.

— Istotne dla tej zależności są także: koniunktura gospodarcza, zamówienia eksportowe krajowe i zagraniczne, koszty pracy, kursy walutowe — wylicza Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

Nie bez znaczenia dla przyszłej produkcji jest też bieżący poziom zatrudnienia. Rekordowo niskie bezrobocie wyssało bowiem ogromną część wolnych zasobów pracy, a o równowadze w podaży i popycie na pracę nie ma mowy, bo firmy w dalszym ciągu zgłaszają duże zapotrzebowanie na pracowników. O tym, że jest to problemem, świadczą chociażby sierpniowe wyniki badań PMI dla polskiego przemysłu. Wynika z nich, że ekspansja na rynku pracy (sygnalizowana przez subindeks zatrudnienia) była najsłabsza od trzech lat. Badanie wykazało też wzrost zaległości produkcyjnych u polskich producentów po raz pierwszy od lutego 2015 r., a jako przyczynę opóźnień w realizacji zamówień firmy podawały m.in. niedobór personelu.

Konkurencja nie śpi

W obliczu istotnych ograniczeń we wzroście zatrudnienia i utrzymującego się wysokiego stopnia wykorzystania mocy produkcyjnych firmy, które nie chcą napotkać na barierę rozwoju, mają tak naprawdę tylko jedno wyjście — zwiększenie aktywności inwestycyjnej. Zatrudnienie w przetwórstwie przemysłowym od lat rośnie nie tylko w Polsce.

— Podobna sytuacja, choć oczywiście w mniejszej skali, obserwowana jest na Słowacji czy też w Czechach, w ostatnich latach także na Węgrzech. Wzrost widoczny jest również w Niemczech, choć wyraźnie spowolnił. W trendzie spadkowym zatrudnienie w przetwórstwie jest natomiast w Wielkiej Brytanii, Francji i Włoszech. Prawdopodobnie wynika to z relatywnie niższych kosztów pracy w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, co w połączeniu z rentą geograficzną [atrakcyjne położenie z punktu widzenia logistyki — red.] sprzyja przenoszeniu zakładów przetwórczych właśnie do tego regionu — mówi Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole Bank Polska.

Ostatnio jednak atrakcyjność kosztowa naszego kraju maleje, w dużej mierze wskutek wzrostu wynagrodzeń. Roczna dynamika kosztów pracy po drugim kwartale tego roku w całej polskiej gospodarce wzrosła do 8,3 proc., a najmocniej (do 10,2 proc.) właśnie w przemyśle (w budownictwie wzrost wyniósł 6,8 proc. r/r, a w usługach o 7,7 proc.). Zarówno w przypadku całej gospodarki, jak i samego przemysłu, dynamika była jedną z najwyższych w Europie.

W przemyśle koszty pracy wzrosły mocniej tylko w Rumunii (14,1 proc. r/r), na Węgrzech (13 proc.), w Czechach (10,8 proc.) i Bułgarii (10,6 proc.). Wyzwaniem dla polskiego przemysłu jest także produktywność. Co prawda, w danych za ostatnie lata widoczna jest poprawa, ale ciągle mamy w tej dziedzinie dużo do zrobienia. W 2015 r. wartość dodana brutto na zatrudnionego (24,8 tys. EUR) uplasowała nas przy końcu europejskiej stawki (patrz wykres).

Niespotykana poprawa

To między innymi wzrost zatrudnienia w przemyśle sprowadził stopę bezrobocia w Polsce do rekordowo niskiego poziomu: 5,4 proc. po pierwszym kwartale i 5 proc. po drugim(metodologia Eurostatu, ludność w wieku 15-74 lata). W pierwszym kwartale stopa bezrobocia spadła u nas rok do roku o 1,6 pkt. proc. Tylko pięć krajów UE (Hiszpania, Portugalia, Słowacja, Bułgaria i Irlandia) może pochwalić się większym spadkiem, ale wszystkie startowały z wyższego poziomu i zatrzymały się wyżej niż Polska (za drugi kwartał nie ma jeszcze danych ze wszystkich krajów).

— Wzrost zatrudnienia w całym sektorze przedsiębiorstw po lipcu wyniósł 260 tys. osób [zmiana w ujęciu r/r, dane GUS — red.], a w samym przetwórstwie przemysłowym przybyło 87 tys. osób. Przemysł odpowiada więc za około jednej trzeciej. To nieco więcej niż około 20-procentowy udział przetwórstwa przemysłowego w wartości dodanej całej gospodarki, ale różnica nie jest duża — mówi Grzegorz Maliszewski.

OKIEM EKSPERTA

Wydajność poprawi robotyzacja

WOJCIECH KONECKI

dyrektor generalny CECED Polska, Związku Pracodawców AGD

W naszej branży co roku otwierane są nowe fabryki. Choćby w zeszłym miesiącu uruchomiono dwa zakłady, w których znajdować się będzie ponad 1 tys. nowych miejsc pracy. W przyszłym roku również spodziewamy się, że powstawać będą kolejne fabryki. Branża wciąż się intensywnie rozwija. Wprawdzie pierwsza połowa roku pod względem wzrostu produkcji i eksportu okazała się nieco słabsza niż można było oczekiwać, ale żniwa w naszym sektorze przypadają na drugie półrocze i oczekujemy wzrostu zarówno produkcji, jak i eksportu — m.in. z tego powodu trudno podsumowywać rok przed jego zakończeniem. Na zatrudnienie patrzymy w dłuższej perspektywie. Uważam, że zwykle przeliczenie liczby zatrudnionych na wielkość produkcji może być mylące. Spodziewamy się, że wydajność w naszej branży jeszcze wzrośnie, szczególnie, że stale postępuje modernizacja fabryk i ich robotyzacja. [BAM]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Polski przemysł zatrudnia jak nikt