Postanowienia noworoczne do korekty

opublikowano: 20-01-2023, 16:47
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Bez względu na to, czy chcesz tylko uporządkować biurko, czy zmienić świat, zacznij od poznania mechanizmów kierujących ludzkimi zachowaniami — radzi dr Julia Kołodko, ekonomistka behawioralna.

Przeczytaj rozmowę i dowiedz się:

  • jak planować i modyfikować postanowienia noworoczne
  • co jest lepsze: wytrwałość czy elastyczność
  • na czym polega efekt do diabła z tym
Uważaj na siebie:
Uważaj na siebie:
Próby wprowadzenia zbyt wielu i zbyt ambitnych zmian odbiją się negatywnie na twoim zdrowiu fizycznym i mentalnym — ostrzega dr Julia Kołodko, ekonomistka behawioralna.

PB: Czy ekspert od zmiany też ma czasem problemy z wypełnieniem postanowień noworocznych?

Dr Julia Kołodko: Wiadomo, szewc bez butów... ale jeśli stwierdzam, że podejmuję postanowienia w sposób niewspółgrający z tym, jak działa ludzki umysł, i widzę ryzyko, że ich nie zrealizuję, staram się je zmodyfikować. Z drugiej strony — jeżeli nawet coś mi nie wyjdzie, nie biczuję się.

Ekonomia behawioralna zajmuje się zmienieniem naszych zachowań, nawyków…

…i odkrywaniem, jak działa ludzki umysł i w jaki sposób naprawdę podejmujemy decyzje, oraz wykorzystaniem tej wiedzy, by nam wszystkim lepiej się żyło.

W jednym ze swoich wpisów blogowych radziła pani odrzucenie strategii wszystko albo nic. Dlaczego zero-jedynkowe podejście do zmian jest złe?

Ktoś, kto postanawia zadbać o swoje zdrowie, zakłada, że będzie ćwiczyć przez godzinę lub dwie pięć razy w tygodniu, jeść kurczaka gotowanego na parze, spać co najmniej osiem godzin na dobę, na dodatek uprawiać jogę, medytować i nie wiadomo, co jeszcze. Jeśli tak ustawimy swoje cele, okażą się one zbyt ambitne i czasochłonne albo z jeszcze innych powodów niemożliwe do spełnienia. Gdy choć raz nie uda się ich zrealizować, nasz zero-jedynkowy umysł powie, że nie ma sensu nadal się starać i cały nasz plan zmiany powinien wylądować w koszu. Ta pułapka myślenia ma nawet swoją nazwę: what the hell effect, czyli efekt do diabła z tym. Jednorazowe potknięcie często prowadzi do stwierdzenia, że teraz możemy już sobie pozwolić na wszystko. Gdy zjedliśmy o jedno ciasteczko za dużo, zarzucamy dietę i zamawiamy trzy dodatkowe pizze.

Słabo ze zmianą
8proc.

Tylko taki odsetek osób realizuje postanowienia noworoczne, a 23 proc. poddaje się już w pierwszym tygodniu stycznia — wynika z analiz, które przeprowadzili psychologowie z University of Scranton (USA).

Zanim stało się głośno o ekonomii behawioralnej, mocno podkreślano potrzebę ćwiczenia silnej woli. Co w świetle najnowszych badań jest motorem zmian?

Obecnie mówi się, że nawyki. Silna wola nie, ponieważ jest limitowanym zasobem. Prędzej czy później się kończy. W czasie planowania postanowień zakładamy, że wystarczy nam silnej woli i kompletnie nie bierzemy pod uwagę, że w pewnych momentach będzie jej mniej. Wtedy zaś stanie się to, o czym powiedziałam przed chwilą: gdy raz coś się nie uda, stracimy całą motywację. Druga sprawa: silna wola oznacza wysiłek. Wkładamy energię w zrobienie czegoś, co niekoniecznie sprawia nam przyjemność. Wprawdzie wiemy, że dzięki temu będzie nam kiedyś lepiej, ale teraz odczuwamy dyskomfort. To jest męczące.

Weź udział w konferencji online “Wellbeing w biznesie”, 8 marca >>

Skoro nie silna wola, to co?

Alternatywą jest budowanie nawyków i takie zaprojektowanie swojego środowiska, by ułatwić sobie osiąganie celów. Jeśli lubimy niezdrowe przekąski, lepiej usunąć je z zasięgu wzroku. Jeżeli uzależniliśmy się od jakiejś gry, może warto ją usunąć z telefonu. Dobrym pomysłem jest też dążenie do celu małymi krokami. Nie róbmy wszystkiego naraz. Spróbujmy wykonać jedną rzecz. Gdy się uda, przejdźmy do następnej...

Nie tylko silna wola ma dzisiaj złą prasę. Atakowane jest również dążenie do celu za wszelką cenę i niepoddawanie się. Co jest większą cnotą: wytrwałość czy elastyczność?

Wytrwałość uważana jest za jeden z najważniejszych warunków zawodowego i osobistego sukcesu. To cecha, którą warto w sobie pielęgnować. Jedno ale: żyjemy w czasach ukształtowanych przez zasadę „no pain, no game”, oznaczającą, że musimy się napracować, naharować, zacisnąć zęby, podwinąć rękawy, pokazać silną wolę, dyscyplinę, samokontrolę. Są na pewno lepsze wersje wytrwałości, ale większości ludzi kojarzy się ona właśnie z takim siłowym podejściem, działaniem wbrew sobie. Dlatego jestem fanką elastyczności. To nie znaczy, że po pierwszej nieudanej próbie osiągnięcia czegoś najlepiej zrezygnować z dalszych wysiłków. W ten sposób również do niczego nie dojdziemy. Mimo to stawiam tezę, że elastyczność ma i będzie miała coraz większe znaczenie. Życie ostatnio nas nie rozpieszcza. Była pandemia, potem wybuchła wojna, obecnie szaleje inflacja. Nie ma więc sensu dokładać sobie stresu i wywierać na siebie jeszcze większą presję.

Co najbardziej przemawia za elastycznością?

Elastyczność na poziomie fizycznym i emocjonalno-mentalnym jest bardzo ważna. To, co elastyczne, bez problemu nagina się i dostosowuje, natomiast to, co nieelastyczne, łatwo się łamie. Elastyczność sprzyja odporności i adaptacji. Wyobraźmy sobie kogoś, kto na początku 2020 r. postanowił, że będzie zarabiał dwa razy więcej. Niespełna trzy miesiące później przyszła pandemia COVID-19. Ta osoba byłaby bardzo nierozsądna, gdyby nie dostosowała swojego celu do nowych okoliczności.

Jedna z pani blogowych rad dotyczących postanowień noworocznych brzmi: uspołecznij swój cel, ale nie mów o nim innym. Czy pierwsza część zdania nie przeczy drugiej?

Tylko z pozoru. Eksperci od rozwoju osobistego mówią, żeby o swoim postanowieniu powiedzieć innym, bo dzięki temu jest większa szansa, że je spełnimy. Badania nie do końca to potwierdzają. Bardzo często, choć nie zawsze, jest dokładnie na odwrót: gdy coś postanawiamy i o tym mówimy, wprowadzamy swój umysł w błąd. Sprawiamy, że uznaje on tę rzecz za już wykonaną i wygasza naszą motywację.

Jak rozumieć wskazówkę dotyczącą uspołecznienia celu?

Chodzi o to, by robić ważne dla nas rzeczy razem z innymi. Nie musimy wchodzić na media społecznościowe i pisać, że naszym tegorocznym postanowieniem jest, dajmy na to, przebiegnięcie maratonu. To naprawdę może zaszkodzić naszej motywacji. Warto natomiast znaleźć osoby, które też regularnie biegają, trenować ze znajomymi z pracy, zapisać się do klubu sportowego. Innymi słowy — powinniśmy zrobić z tego zachowanie społeczne. Chyba każdy to zna z własnego życia: jeśli sami mamy zrywać się rano, by pobiegać, to nierzadko sobie odpuszczamy. Gdy jednak dzwoni koleżanka czy kolega i wyciąga nas na bieganie, dużo łatwiej się przemóc.

Co radzi pani ludziom, którzy wyznaczyli sobie zbyt ambitne cele?

Trzeba je zmodyfikować, a jeszcze wcześniej zweryfikować. Zaczęłabym od zastanowienia się, dlaczego powzięliśmy określone postanowienia. Być może kierowaliśmy się tym, co wypada i co robią inni, albo chcieliśmy podbudować swoje ego. Tak ustalone cele rzadko są spójne z tym, co jest dla nas dobre i na czym naprawdę nam zależy. Jak więc mielibyśmy je osiągnąć?

tym razem: „Postanowienia noworoczne — czy o nich pamiętasz”

goście: dr Julia Kołodko — ekonomistka behawioralna, dr Piotr Stankiewicz — filozof i propagator stoicyzmu

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane