Powrót Bombardiera

Beata Chomatowska
opublikowano: 2006-09-21 00:00

Po latach chudych wracają tłuste. Bombardier Transportation poprawia wyniki i nie zamierza oddawać pola konkurentom.

Światowa centrala Bombardier Transportation, cześci kanadyjskiego koncernu Bombardier, przeniosła się do nowej siedziby. Zamiast niepozornego budynku tuż obok berlińskiego lotniska Tegel zajmie odnowiony, 19-wieczny gmach na Schoeneberger Ufer, który kiedyś służył jako siedziba władz pruskiej kolei. Przeprowadzka to symbol zmian, ktore zaszły ostatnio w firmie, będacej numerem jeden wśród producentów taboru kolejowego (21 proc. udziałów w rynku).

Spółka ma już pierwsze efekty podjętej w 2003 r. restrukturyzacji, do której została zmuszona po przejęciu w 2001 r. firmy ADTranz, kolejowej części niemieckiego Dai-mlerChryslera. Wtedy awansowała na pierwszą pozycję w branży, ale zapłaciła za to przerostem zdolności produkcyjnych. Bombardier musiał zamknąć część fabryk i zreorganizować produkcję.

— Już dwa kwartały z kolei udaje się nam utrzymać zyskowność na poziomie ponad 3 proc. — mówi Andre Navarri, prezes Bombardier Transportation.

W sierpniu spółka wygrała wart 223 mln GBP kontrakt na dostawę wagonów dla kolei londyńskiej. W minionym roku operacyjnym (do 31 stycznia 2006) Bombardier Transportation zarobił 91 mln USD (przed opodatkowaniem), a jego obroty sięgnęły 6,65 mld USD. Rok wcześniej zanotował stratę 139 mln USD, przy obrotach 7,58 mld USD.

Zdaniem Andre Navarri, sukcesy odnoszone przez mniejszych producentów, jak szwajcarski Stadler czy hiszpański CAF, które sprzątnęły ostatnio Bombardierowi sprzed nosa kilka intratnych zamówień m.in. w Szwajcarii i Szwecji, nie oznaczają osłabienia pozycji światowego lidera na tych rynkach.

— Te firmy od zawsze były tam obecne, ale mają ograniczone portfolio produktów i możliwości wytwórcze. Przyszłość nadal należy do dużych producentów. Na rynku nie ma miejsca dla zbyt wielu producentów — mówi Andre Navarri.