Powrót rynku pracownika, płace rosną szybciej niż przed kryzysem

opublikowano: 20-06-2021, 20:00

Zakończył się proces odmrażania wynagrodzeń po kryzysie. Mimo to płace wciąż rosną bardzo szybko, szybciej niż przed epidemią. To powrót do rynku pracownika w Polsce, czyli sytuacji, w której pracodawcy bardziej konkurują o pracowników niż ci drudzy o pracę.

Pozytywnym skutkiem może być podnoszenie aktywności zawodowej w Polsce i wyrównywanie nierówności dochodowych. Taka sytuacja jest jednak też nieco ryzykowna z punktu widzenia inflacji.

Dzisiejszy wykres obrazuje jedno z najważniejszych zjawisk w gospodarce. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w maju do 5790 zł, po oczyszczeniu danych z efektów sezonowych (dane surowe podaje GUS, ale ja je przetwarzam w celu odsezonowania). Płaca jest już powyżej trendu sprzed kryzysu. Prawdopodobnie większość przedsiębiorstw, które korzystały z możliwości obniżenia wynagrodzeń na czas pandemii, już przywróciła je do standardowej wysokości.

Co jeszcze ważniejsze: średni miesięczny przyrost średniej płacy wynosi 0,8 proc., co przekłada się na roczną dynamikę (tzw. zannualizowaną) na poziomie prawie 10 proc. O ile na przełomie roku taką dynamikę można było jeszcze tłumaczyć procesem odmrażania płac przez niektóre firmy, o tyle teraz trudniej wykorzystywać to wyjaśnienie. Presja płacowa jest po prostu bardzo mocna. W warunkach niskiego bezrobocia i szybkiego ożywienia gospodarczego pracownicy mają mocną pozycję przetargową.

To podgrzewanie płac przynosi w gospodarce wiele korzystnych efektów. Pomijam już sam wzrost standardu życia, bo jest oczywisty.

Szybki wzrost płac powiększa przede wszystkim podaż siły roboczej, bo wciąga na rynek pracy osoby nieaktywne zawodowo oraz imigrantów. Część osób potencjalnie dezaktywizowanych w wyniku przechodzenia na emeryturę może się na przykład zdecydować na dłuższe pozostanie na rynku z powodu bardziej atrakcyjnych warunków pracy. Sądzę, że podnoszenie aktywności zawodowej to jedno z największych wyzwań strukturalnych w polskiej gospodarce.

Ponadto ważnym ubocznym efektem wzrostu płac jest rosnąca presja na zwiększenie efektywności pracy. Zwykle myśli się o wzroście wynagrodzeń jako skutku wzrostu efektywności – ludzie więcej potrafią, więc mogą więcej zarabiać. Gdy płace rosną jednak wyraźnie szybciej niż produktywność, firmy muszą wprowadzać więcej rozwiązań zmierzających do wzrostu efektywności. Relacja między wydajnością pracy a płacami zaczyna też przebiegać w odwrotnym kierunku.

Dla firm jest to oczywiście potężne wyzwanie. Podejrzewam, że nie każde przedsiębiorstwo będzie umiało sobie poradzić z presją płacową poprzez zwiększenie wydajności. Na szczęście dla firm jest dziś łatwiej niż kilka lat temu przerzucić koszty na ceny. Inflacja jest wysoka i kupujący łatwiej akceptują podwyżki cen niż dwa-trzy lata temu.

Z punktu widzenia całej gospodarki pojawia się jednak ryzyko. Jeżeli firmy i pracownicy uznają, że obecne tempo wzrostu płac i cen to norma, bank centralny będzie miał problem, by przywrócić inflację do celu na poziomie 2,5 proc.

Gdyby 10-procentowy wzrost wynagrodzeń miał się utrzymać, znalazłby się na granicy bezpieczeństwa. Podgrzewanie płac – tak, ale ich nadmierne rozgrzanie – niekoniecznie. Rynek pracownika i przesuwanie rozkładu dochodu narodowego w kierunku wynagrodzeń mają wiele zalet (nie wszyscy ekonomiści tak myślą, niektórzy uważają, że szybki wzrost płac ograniczy zdolność firm do inwestowania). Równowaga makroekonomiczna, czyli stabilna inflacja, nieprzekraczająca nadmiernie 3-4 proc., też jednak ma zalety.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ignacy Morawski

Polecane