W Katowicach od kilku miesięcy działa firma handlowa Save Max Poland, która obiecuje złote góry młodym ludziom szukającym pracy! - informuje "Dziennik Zachodni". Słyszą o pracy biurowej na pełnym etacie, a w rzeczywistości wyruszają w teren jako akwizytorzy.
Firma każe im wciskać ludziom karty kredytowe, telefoniczne i papierki na... zużyte gumy do żucia. Pracownicy twierdzą, że są poddawani praniu mózgu, jak w sektach. Wmawia się im, że w ciągu pół roku zdobędą fortunę, która zagwarantuje, że resztę życia spędzą w luksusie. Każe się im odrzucić życiowych partnerów, bo liczy się tylko firma i jej "dywizje"! - dodaje dziennik.
"Przez pierwszy miesiąc wszyscy pracują na czarno po 12 godzin na dobę. Dopiero w drugim, jeśli ktoś się upomni, firma podpisuje umowę-zlecenie, od której zresztą nie odprowadza składek ZUS. Na umowie nie ma żadnej pieczątki. Na dodatek każdy z nas musiał obiecać, że nikomu nie zdradzi zasad funkcjonowania firmy" - opowiada gazecie Marlena.
Pracownikom obiecywano na dzień dobry od 2 do 4 tys. zł miesięcznie. Tymczasem za co najmniej 12 godzin pracy dziennie dostawali średnio po 600-700 zł miesięcznie.
Save Max International z siedzibą w Stanach Zjednoczonych do Polski trafiła w październiku 2003 roku. Otworzono oddział w Lublinie, następnie w Warszawie i Katowicach. Zajmuje się głównie sprzedażą bezpośrednią. Hasło firmy to: "Nie tworzymy produktu - tworzymy ludzi". Socjolodzy ostrzegają: "To typowa sekta gospodarcza! " - pisze "Dziennik Zachodni".