Premier wiąże taśmy ze sprawami gazowymi

Premier Donald Tusk wprowadził do afery taśmowej wątek gazowy. I cofnął się aż do zeszłorocznej afery z memorandum.

Takiego wątku w aferze taśmowej jeszcze nie było. Premier Donald Tusk stwierdził wczoraj w Sejmie, że „afera podsłuchowa ma związek z osobami, które działały w dziedzinie połączeń gazowych między Polska a Rosją”. Dotychczas większość tropów w tej aferze wskazywało na aktywność mafii węglowej, działającej w powiązaniu z Rosjanami. Potwierdzeniem wydawało się zatrzymanie wczoraj Marka Falenty, współwłaściciela m.in. firmy Składywęgla.pl, importującej węgiel z Rosji. Ujawnienie taśm kompromitujących m.in. ministra Sienkiewicza miałoby zapobiec powadzonym przez prokuraturę działań w sprawie nieprawidłowości w tej spółce. Premier stwierdził jednak wczoraj, że handel węglem zza wschodniej granicy „jest w tle”.

FOT. Bloomberg
FOT. Bloomberg
None
None

— Każdy, kto interesował się na tej sali problemem tzw. pieriemyczki, czyli połączenia gazowego, które miało omijać Ukrainę, pamięta także zdarzenia, z którymi związane są niektóre osoby pojawiające sie w kontekście afery podsłuchowej — wyjaśniał wczoraj w Sejmie Donald Tusk.

Słowa niezbyt jasne, ale to bez wątpienia nawiązanie do zeszłorocznej afery związanej z podpisaniem memorandum gazowego, czyli zobowiązania się EuRoPol Gazu (polsko-rosyjskiej spółki kontrolującej polski odcinek gazociągu jamalskiego) i Gazpromu do przeanalizowania, czy sensowne byłoby poprowadzenie nowego gazociągu, tzw. pieriemyczki, z pominięciem Ukrainy. O podpisaniu memorandum nie został poinformowany ani ówczesny minister skarbu Mikołaj Budzanowski, ani premier Donald Tusk. Ten pierwszy został więc zdymisjonowany, a wraz z nim prezes PGNiG Grażyna Piotrowska- -Oliwa (bo to PGNiG nadzoruje EuRoPol Gaz).

— Nie ma żadnego powodu, żeby twierdzić, że jest bezpośredni związek między tymi działaniami a akcją podsłuchową, ale nie ma też żadnego powodu, by nie dostrzegać związku między jednym a drugim zdarzeniem — potęgował wczoraj niejasności premier. Grażyna Piotrowska-Oliwa, po zeszłorocznej dymisji, zasiada dziś m.in. w radzie nadzorczej Hawe, spółki telekomunikacyjnej, w której akcjonariuszem jest Marek Falenta. Menedżerka jest oburzona słowami premiera.

— Wprawdzie premier nie użył w swojej wypowiedzi mojego nazwiska, ale dzwonią do mnie dziennikarze z prośbą o komentarz. To dowód, że dla opinii publicznej wypowiedź szefa rządu wskazuje jednoznacznie na mnie. A ja w swojej działalności nie dałam nigdy podstaw do tego typu insynuacji. Są skandaliczne i niezrozumiałe. Są szukaniem powiązań tam, gdzie ich nie ma. Jestem tym dogłębnie oburzona, ponieważ nie mam żadnego związku ze sprawą taśm. Jedyny związek jest taki, że zasiadam w radzie nadzorczej firmy Hawe, w której akcjonariuszem jest Marek Falenta — mówi Grażyna Piotrowska-Oliwa.

Mikołaj Budzanowski jest dziś członkiem zarządu Boryszewa, kontrolowanego przez Romana Karkosika. Odpowiada tam za sektor energetyczny.

— Jeśli premier widzi powiązanie pomiędzy sprawą taśm a kwestią podpisania memorandum gazowego, wbrew stanowisku ministra skarbu państwa [Budzanowski oficjalnie podkreślał wówczas, że był przeciwny memorandum — red.], to zapewne opiera się na sprawdzonych informacjach. Obie sytuacje, czyli budowa pieriemyczki oraz nielegalny handel węglem, są w istocie szkodliwe dla państwa — mówi Mikołaj Budzanowski.

Afera wokół memorandum gazowego zaowocowała wielomiesięcznymi przepychankami prawnymi pomiędzy polskimi i rosyjskimi członkami władz EuRoPol Gazu. Stosunki do dziś są napięte.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane