reportaż Wilk morski zszedł na chwilę na ląd, by zaraz wejść na luksusowe jachty motorowe. Stanął za sterem. Tym razem jako właściciel fabryki.
Niech będzie, że w tym sezonie modne są w ubiorze nawiązania do lat. 50, ozdoby i fiolet, na wieczór biel. Biel sprawdza się także na wodzie, przynajmniej jeśli chodzi o kolor kadłuba. Tu jednak trendy od lat są takie same: rosnące. Coraz większe żaglowce, katamarany i łodzie motorowe. Takie, co to się ogląda na amerykańskich filmach o biznesmenach cumujących na Florydzie czy w relacjach z rautów podczas festiwalu filmowego w Cannes. Połyskujący chrom, wymuskane kształty, ciemne szyby, zza których wyzierają kanapy obite jasną cielęcą skórą.
Wygodni i zamożni szczególnie cenią sobie kilkudziesięciometrowe motorowe giganty z silnikami o mocy niemalże odrzutowców. W detalu wszystko dopięte na ostatni guzik. Takie Ferrari albo Rolls-Royce na falach. Wydatek niebanalny, bo zwykle kilka, czasem kilkanaście milionów złotych.
— W pewnych środowiskach na pytanie o to, kto jaką ma motorówkę, nie wypada odpowiedzieć, że się jej nie ma — przyznaje Wieczysław Kobyłko, właściciel firmy Galeon.
Oficer pod banderą
Nazwa większości Polaków nie mówi za wiele, poza skojarzeniami z wodą, a może także i z bitwami morskimi. Tymczasem w Skandynawii, Europie Zachodniej czy w Rosji są setki właścicieli większych i mniejszych jednostek z logo Galeona na kadłubie. Przybywa ich kilkadziesiąt miesięcznie. Dzięki człowiekowi, który chyba na wszystkich morzach był, a na lądzie zaczynał biznes od warsztatu wytwarzającego m.in. kabiny prysznicowe i bagażniki samochodowe.
— Jako kapitan żeglugi morskiej pływałem pod banderą libijską na statkach należących głównie do Amerykanów. Były masowce zbiornikowce, drobnicowce, statki ratownicze czy holowniki oceaniczne — wylicza twórca Galeona.
Wszędzie jako pierwszy oficer. Dziś, już po sześćdziesiątce, powoli oddaje stery firmy swojemu synowi. Ale na brak zajęć nie narzeka.
— Od kilku lat noszę się z zamiarem wycofania się z zarządzania Galeonem, jednak ciągle wymyślamy nowe projekty i to wyzwanie mobilizuje mnie do dalszej pracy — przyznaje Wieczysław Kobyłko.
Pracować jest gdzie, bo ponad 700 osób codziennie uwija się jak w ukropie w trzech ogromnych halach i kilku pomniejszych. Poszczególne ekipy stolarzy, elektryków czy wykończeniowców rozróżnić można po kolorze kombinezonów. Szlifierki, wiertarki, pędzle i śrubokręty tańczą sprawnie w ich rękach. Wielkie suwnice tylko czekają, aż wyschnie jakiś z leżących na boku kadłubów, który potem stopniowo „ubierze” każda z brygad.
Emocje bez wody
Stocznia jak się patrzy. Odkąd Wieczysław Kobyłko na początku lat 80. wybudował pierwszy zakład, wydawało się, spory, aż trudno uwierzyć, że tak szybko wyparowała warsztatowa skala tej firmy. Z drugiej strony trudno tu wciąż znaleźć jakąkolwiek bezduszną automatykę, wszystko jest budowane i wykańczane siłą ludzkich rąk. Bo tak jest dokładniej, lepiej. To nie fabryka małych fiatów.
— Jak najwięcej staramy się wykonywać własnymi mocami. Praktycznie tylko silniki i zawansowaną elektronikę kupujemy na zewnątrz — podkreśla właściciel stoczni zlokalizowanej nieopodal Gdańska, w Straszynie.
Wygrywa się stosunkiem jakości do ceny. Polscy poddostawcy są, jego zdaniem, niesolidni, zagraniczni z kolei za drodzy. Stąd zwiedzanie zakładów zajmuje przy dobrym tempie z pół godziny. I budzi sporo emocji, bo jak tu zachować spokój na widok długiego na szesnaście metrów i szerokiego na bite pięć Galeona 530 Fly. Niezanurzony w wodzie przytłacza rozmiarem. Po wejściu na pokład jeszcze bardziej pobudza wyobraźnię. Skóra, miękkie plusze, heban i tek, na obszernym mostku stoliczki i maty do opalania. Pod pokładem oddzielna kabina dla załogi, dwie łazienki, trzy sypialnie, przestronna kuchnia, telewizory LCD.
— W takiej łódce elektryzuje przyjemność, prestiż, upodobanie, to, że jest dobrem luksusowym. Jeśli ktoś kupił mercedesa najwyższej klasy i ma przepiękny dom, a lubi wodę, to Galeon jest jego następnym krokiem — uważa Wieczysław Kobyłko.
Do setki
Ciekawe, jaki dźwięk wydają dwa kilkusetkonne silniki Volvo rozpędzające 35-tonowego kolosa do 60 km na godzinę. Intrygujące też, jak prowadzi się łódź z umieszczonego na dachu mostka. Miesięcznie kilka podobnych jednostek wypływa w świat, zaspokajać zachcianki ciekawskich, co mają 2,5 mln złotych. Do tego około setki mniejszych motorówek.
— Mamy teren z dostępem do spławnej wody, gdzie powstaną kolejne hale — zapowiada Wieczysław Kobyłko.
Sąsiedztwo Martwej Wisły będzie nieocenione przy łódkach o długości powyżej 50 stóp (około 15 m), gdzie transport drogowy jest za ryzykowny. A dla szefa Galeona nowe dziecko o oznaczeniu 530, czyli długości 53 stóp nie jest ostatnim słowem, lecz raczej pierwszym z wielu.
— Ja może powoli widzę granice, ale mój syn i pewnie jego syn będą dążyć do budowy coraz dłuższych i bardziej prestiżowych jednostek — uważa kapitan Kobyłko.
Zapewne niedługo pęknie 70 stóp, a potem także setka. Choć trudno sobie wyobrazić tak wielkie jachty motorowe, to dwadzieścia lat temu, kiedy powstawała pierwsza samodzielna motorówka Galeona prognozy też były ostrożne.
— Zaczynaliśmy od brytyjskiej licencji na łódki klasy olimpijskiej Laser, potem byliśmy poddostawcą dla szwedzkiego producenta łodzi motorowych, aż w końcu wybiliśmy się na niepodległość — śmieje się Wieczysław Kobyłko.
Z tamtych czasów pozostał budynek biurowy, dość obskurny, niezbyt lifestylowy. Na lato gotowa będzie właśnie nowa siedziba. Jej odważna architektura jak najbardziej pasuje do charakteru pływających cacek.
— Przez lata inwestowaliśmy wszystko w produkcję — tłumaczy właściciel Galeona.
W zimę trudno go złapać w Polsce, bo wraz z żoną spędza czas w Miami. Żona lubi ciepło, on golfa, więc miejsce idealne. Gra dla rozrywki, czasem z niektórymi swoimi klientami z Polski.
— Kiedy upadnie nam piłka obok aligatora, to bierzemy nową — odpowiada pytany o sportowe ambicje.
Z Florydy ma wcale niedaleko do karaibskich Wysp Świętego Wincenta.
— To najpiękniejsze miejsce na ziemi, wulkaniczne zbocza porośnięte bujną zielenią, urokliwe zatoczki z krystaliczną wodą. Paradise — przekonuje Wieczysław Kobyłko.
Trzeba tam popłynąć jachtem motorowym. Szef Galeona ma już nawet wizję swojej emerytury, oczywiście związaną z morzem. Jako armator, właściciel jachtu oceanicznego, chce opłynąć jeszcze raz ziemię. Tylko tym razem bez pośpiechu, spokojnie, smakując każdy równoleżnik. n
Arkadyjskie wycieczki
Duże jachty motorowe dla Galeona projektuje brytyjska pracownia Tony Castro. Choć legenda głosi, że mistrzami designu są Włosi, to pomysły zespołu z Southampton zyskały międzynarodowy rozgłos. W 25 lat działalności zaprojektowali ponad 6 tys. łódek, z czego wiele doczekało się wyróżnień i zwycięstw w najważniejszych regatach. W zeszłym roku Tony Castro zaprojektował 36-metrowy jacht motorowy Arcadia. Opływa we wszelkie luksusy, wabi klasycznym wzornictwem i kosztuje około 28 milionów dolarów. Wykończony w mahoniu, a jego właściwości pozwalają na długie wycieczki. Wcześniej trzeba jednak zatankować jacht do pełna, do baku wejdzie 41 tysięcy litrów paliwa, jest też zbiornik na 8 tys. litrów świeżej wody.
Miami w hali
Hala, gdzie wykańczane są łodzie Galeona, to prawdziwy skarbiec mieszczący jednorazowo kilkanaście jednostek. Nowym projektem jest model260 Cruiser. Wyróżnia się stylistyką znaną z serialu „Miami Vice”. Rękawica rzucona Amerykanom, napędzana 220-konnym silnikiem, kosztuje w podstawowej wersji 228 tys. zł. Zabiera na pokład 6 osób.
Galeony policzone
158
tys. zł Tyle kosztuje każdy metr długości Galeona 530.
105
tys. zł Tyle kosztuje kompletny system klimatyzacji do największego z Galeonów.
26
Tyle modeli łodzi i jachtów motorowych oferuje Galeon.
Mały biały domek
Mniejsze jednostki Galeona, czyli łodzie motorowe, to Galie. Wielu zaczyna od małej, szybkiej i zwrotnej Galii 440 za 17,5 tys. zł, ale w końcu i tak marzy o przesiadce do największego, na razie 12-osobowego jachtu motorowego ze Straszyna Galeona 530 Fly. Fly to skrót od flybridge, czyli mostku kapitańskiego na dachu, z którego także można sterować łódką i przy okazji złapać trochę opalenizny. 2,5 miliona zł to cena podstawowa, a w niej zawierają się na przykład dwa silniki o mocy 615 KM każdy i ekskluzywne wykończenie, w opcji jest m.in. zmywarka, kuchenka mikrofalowa, grill elektryczny, pralka czy elektrycznie wysuwany telewizor. Wymagający mogą zażyczyć sobie jeszcze np. kostkarkę do lodu.
