Upowszechniona przez prezydenta Emmanuela Macrona zapowiedź zwiększenia przez Francję liczby głowic nuklearnych sama w sobie nie była żadną niespodzianką. Charakterystyczny był jednak termin jej ogłoszenia, czyli w trzecim dniu wojny wywołanej uderzeniem Izraela i USA na Iran. Jej rozszerzanie się odczuły na Bliskim Wschodzie również siły francuskie. Najciekawsza jest informacja, że osiem państw – w tym Polska, zgodnie z deklaracją premiera Donalda Tuska – wyraziło zainteresowanie uczestnictwem w zaproponowanym przez Francję tzw. zaawansowanym odstraszaniu nuklearnym. Polska, Niemcy, Belgia, Holandia, Dania, Szwecja i Grecja należą do UE i NATO. Charakterystyczne jest uwzględnienie także sojuszniczej Wielkiej Brytanii, która przecież dysponuje samodzielnie bronią atomową i razem z Francją należy do piątki stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Niedawno potencjalne zainteresowanie udziałem w innym projekcie jądrowym zadeklarował prezydent Karol Nawrocki. Chodziłoby o objęcie również Polski parasolem tzw. rozszerzonego odstraszania przez USA. Nazywa się to NATO Nuclear Sharing, zaś polega na udostępnianiu taktycznej broni jądrowej niektórym państwom. Obecnie amerykańskie głowice, w łącznej liczbie ponad 100, rozmieszczone są w Niemczech (tylko w części zachodniej), Belgii, Holandii i Włoszech, a także na wysuniętej flance w Turcji. Do 2001 r. uczestnikiem programu była również Grecja. Głowice przechowywane są na terytoriach wspomnianych państw, jednak ich właścicielem pozostaje oczywiście armia USA. Dotychczas niewyobrażalne było i takie wciąż pozostaje objęcie przez Nuclear Sharing któregokolwiek państwa z dawnego Układu Warszawskiego. Na liście francuskiej znajdują się trzy państwa już objęte projektem amerykańskim, zaś Polska to prekursor wśród nowych członków NATO z naszego regionu. Notabene Nuclear Sharing nie tylko w Rosji, ale także w Chinach uznawany jest za łamanie zawartego w 1968 r. traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Identyczne zarzuty oczywiście dotkną na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ również pomysł francuski.
Obiektywną wadą inicjatywy Emmanuela Macrona jest krótka już perspektywa jego rządów. Drugą kadencję kończy w maju 2027 r., zatem pozostaje mu niewiele ponad rok. Jego projekt zaawansowanego odstraszania nuklearnego nie ma szans wyjścia w tak krótkim czasie z fazy koncepcyjno-dyskusyjnej, zaś dalsze losy zależą od wyboru następcy. Sondaże wskazują, że kolejną głową Republiki Francuskiej raczej nie będzie kontynuator myśli politycznej Emmanuela Macrona. Zdecydowana wyższość NATO Nuclear Sharing polega na jego wieloletniej stabilności i niepowiązaniu ze zmianami lokatora Białego Domu.
Emmanuel Macron przez dekadę swoich rządów 2017-2027 stara się pozycjonować jako nieformalny przewodnik UE. Udało mu się zrealizować ideę tzw. Europejskiej Wspólnoty Politycznej, czyli nowego bytu jednoczącego państwa unijne oraz pozostające poza UE. Wspólnota odbywa regularne szczyty, których dorobek okazuje się jednak miałki, żeby nie powiedzieć zerowy. Jeszcze w pierwszej swojej kadencji Emmanuel Macron zainicjował tzw. konferencję w sprawie przyszłości Europy, trwającą rok i zakończoną 9 maja 2022 r. Jego inicjatywę podjęły główne instytucje UE, zaś celem konferencji było nadanie nowego impulsu demokracji europejskiej, przedyskutowanie kwestii rozszerzenia UE oraz przygotowanie koniecznych zmian traktatowych. Ten ostatni wątek okazał się całkowitym niewypałem, bardzo obszerny dokument konferencji z propozycjami reform nie uzyskał żadnego przełożenia na konkrety legislacyjne. Trudno uniknąć wrażenia, że najnowsza propozycja nuklearna prezydenta Francji jest jego ostatnią próbą awansowania do kategorii europejskich mężów stanu.
Pomysł Emmanuela Macrona polega na tymczasowym rozmieszczaniu francuskich sił strategicznych u sojuszników. Konkretnie chodzi o bazowanie atomowych okrętów podwodnych oraz rozmieszczenie samolotów będących nośnikami głowic. Trzeba pamiętać, że Francja nie dysponuje klasyczną tzw. triadą atomową, ponieważ w 1996 r. zlikwidowała lądowe rakiety balistyczne. Triada obejmuje komponenty morski, lądowy i powietrzny, a więc pociski z głowicami termojądrowymi wystrzeliwane z okrętów podwodnych, samolotów oraz wyrzutni lądowych. Francja obecnie dysponuje 290 głowicami nuklearnymi, zatem w zestawieniu z potencjałem amerykańskim to procentowo skala tylko jednocyfrowa. Dlatego proponowane przez Emmanuela Macrona rozszerzone odstraszanie nuklearne ma być działaniem całkowicie komplementarnym z NATO na płaszczyźnie strategicznej i technicznej, przy pełnej przejrzystości ze Stanami Zjednoczonymi oraz w ścisłej współpracy z Wielką Brytanią, dysponującą siłą podobną do francuskiej.
Ciekawostką jest jeszcze jedna okoliczność, już stricte polsko-francuska. Niedawno wszedł w życie podpisany 9 maja 2025 r. w Nancy przez Donalda Tuska i Emmanuela Macrona traktat o wzmocnionej współpracy i przyjaźni między Polską a Francją. Po naszej stronie ratyfikowany został 8 grudnia 2025 r. przez prezydenta Karola Nawrockiego. Artykuł 4 „Bezpieczeństwo i obronność” obejmuje 17 szczegółowych punktów, precyzujących bliską współpracę militarną obu państw w ramach traktatów o UE oraz NATO. Wśród bardzo wielu konkretów wspomnianego artykułu oczywiście nie ma ani pół słowa o współpracy w obszarze broni jądrowej, choćby dlatego, że jedna z wysokich układających się stron, czyli Rzeczpospolita Polska, takową przecież nie dysponuje.

