Proama zdobyła pół miliona klientów

Karol JedlińskiKarol Jedliński
opublikowano: 2013-08-05 00:00

Czeski ubezpieczyciel kilkakrotnie przebił plany. Kluczem okazał się wyrafinowany marketing.

Ponad tysiąc polis dziennie sprzedaje Proama, która dziś ogłosi przekroczenie bariery pół miliona klientów. Marka, która jest własnością czeskiego potentata Česká pojišťovna, zadebiutowała na polskim rynku w ostatnim tygodniu 2011 r. Można zaryzykować tezę, że było to wejście smoka i jeden z największych sukcesów w historii polskiej branży finansowej. Według twardych danych, do których dotarł „PB”, sukces Proamy polegał na zanegowaniu zasady, że połowa wydatków marketingowych z założenia idzie w błoto. Ubezpieczyciel postawił na zaawansowany, skomplikowany i kosztowny marketing, jednocześnie unikając strzelania na oślep milionami złotych.

— Nasz udany start i kontynuacja obranej strategii o kilka lat skróciły czas dochodzenia spółki do rentowności — uważa Łukasz Jadachowski, szef marketingu Proamy.

Trema debiutanta

Ubezpieczyciel, który w tym roku na marketing wyda nawet około 20 mln zł, tempem rozwojuw pierwszych kilkunastu miesiącach od debiutu, pobił na głowę inne głośne debiuty zachodnich koncernów wyspecjalizowanych w ubezpieczeniach komunikacyjnych. Link4, Liberty Direct i AXA Direct zdobyły 300 tys. klientów w podobnym czasie, czyli po około 5,5 roku. Proama potrzebowała na to zaledwie 13 miesięcy.

— Na początku przyjęliśmy cele, które dopiero potem okazały się konserwatywne. Bazując na doświadczeniach i osiągnięciach naszych konkurentów, założyliśmy, że w pierwszych dwóch latach sprzedamy niemal 80 tys. polis. Tyle wyniosła średnia poprzednichdebiutantów — tłumaczy Łukasz Jadachowski. Tymczasem plan dwuletni pękł po pięciu miesiącach. Po roku działalności ubezpieczyciel, który przeszedł w połowie 2012 r. we francuskie, a potem w czeskie ręce, zdobył 154 tys. klientów, niemal trzykrotnie przebijając wynik dotychczasowego lidera wśród debiutantów, czyli Liberty Direct.

Konkurs badań

Sukces miał wymierny koszt — Proama, wspierana przez agencję Change Integrated, wydała tylko w 2012 r. na reklamę ponad 20 mln zł. Były to spoty telewizyjne (60 proc. wydatków) oraz banery w sieci (20 proc.), ale również np. widowiskowe ogłoszenia o pracy zamieszczane w ogólnopolskich mediach. Te miały za zadanie nie tyle rekrutować agentów, ile budować wizerunek tradycyjnego ubezpieczyciela, działającego nie tylko na rynku direct — polis zdobywanych przez telefon czy internet. Reklamy przywoływały klimat wielkich instytucji finansowych, starając się nie zamykać na rynek direct, odpowiadający za ledwie 7 proc. wartości sprzedaży polis komunikacyjnych.

— Zanim zostały podjęte ostateczne decyzje, spędziliśmy pół roku na szlifowaniu strategii i dogłębnych badaniach — zaznacza Anna Pańczyk, prezes Change Integrated. Badania kosztowały setki tysięcy złotych, ale pozwoliły na bezbłędne wytypowanie największego wabika na klientów i wyłuskanie grupy docelowej. Początkowo lista pomysłów, co zrobić, czym zaskoczyć rynek, liczyła 80 pozycji. Do badań przedostała się finałowa 18, wygrało kluczowe dziś przesłanie Proamy — 70 proc. zniżki dla doświadczonych kierowców, niemających w historii żadnej zgłoszonej szkody. I to właśnie z tym hasłem czeska firma chce niedługo zaatakować barierę miliona sprzedanych polis.

Możesz zainteresować się również: