Problem reprywatyzacji jest jak kwadratura koła

Jacek Zalewski
07-09-1999, 00:00

Problem reprywatyzacji jest jak kwadratura koła

WSTĘPNA PRZYMIARKA: Według szacunków Ministerstwa Skarbu Państwa, o zwrot mienia bezprawnie zagarniętego przez władze PRL wystąpi ponad 170 tys. osób.

Zaproponowana przez rząd wersja reprywatyzacji przypomina butelkę ze znanej anegdoty: w zależności od punktu siedzenia może być oceniana optymistycznie jako w połowie pełna lub pesymistycznie — jako w połowie pusta.

OKOŁO 56 proc. polskiego społeczeństwa werbalnie popiera zwrot zagrabionego przez państwo mienia, natomiast 44 proc. się temu sprzeciwia. W przybliżeniu można przyjąć, że ową większość stanowią obywatele II i III Rzeczypospolitej, zaś opierają się ludzie PRL. Ale w konkretnych przypadkach stosunek do reprywatyzacji może wyglądać zupełnie inaczej. Na przykład wprowadzony w błąd inwestor przeklina ideę wyrównywania dziejowych krzywd, gdy okazuje się, że nabył grunt podlegający zwrotowi jakiemuś poprzedniemu właścicielowi.

UCZCIWE ROZWIĄZANIE problemu reprywatyzacji polega na wyważeniu racji między nadbudową — czyli moralnością, sprawiedliwością itp. — a bazą, czyli kilkudziesięcioletnimi nieodwracalnymi przemianami oraz dzisiejszą sytuacją ekonomiczną Polski. Skalę realnych roszczeń — tylko objętych projektowaną ustawą — szacuje się na ponad 110 mld zł. Dla porównania — całe tegoroczne dochody budżetu mają wynieść 129,3 mld zł. Rząd przeliczył, jaki ciężar reprywatyzacji nasze państwo jest w stanie w ogóle udźwignąć i dlatego w ostatniej chwili zmniejszył pierwotnie proponowany wskaźnik rekompensaty z 60 do 50 proc. wartości majątku.

BUDŻET PAŃSTWA nie miałby takiego problemu, gdyby chodziło o zwykły zwrot majątku w naturze. Jednak w ten sposób da się zaspokoić najwyżej 20 proc. roszczeń, zaś głównym instrumentem reprywatyzacji mają być bony wartościowe. Co prawda nie są żywą gotówką i ich realizacja ma zostać rozłożona na wiele lat, ale nie zmienia to faktu, że ich łączna wartość stanowi gigantyczną masę dodatkowego pieniądza. Dlatego też rządowy projekt istotnie ogranicza liczbę podmiotów, którym przysługuje występowanie z roszczeniami.

PRZEDE WSZYSTKIM obejmuje jedynie osoby, które utraciły majątek z naruszeniem prawa obowiązującego w powojennej Polsce. Znaczy to, że wszelkie specjalne dekrety PKWN i kolejnych rządów zachowują moc — w tym o reformie rolnej oraz nacjonalizacji przemysłu. Bezprawiem są jedynie odstępstwa od tych aktów! Wiadomo na przykład, że w ramach walki z kułactwem powszechną praktyką było łamanie dekretu PKWN i odbieranie ziemi także chłopom posiadającym gospodarstwa poniżej 50 ha.

INNYM PRZEPISEM sprytnie zawężającym skalę reprywatyzacji jest objęcie nią tylko osób (lub ich spadkobierców), które w momencie wywłaszczenia posiadały obywatelstwo polskie, bez względu na ich narodowość i obecne miejsce zamieszkania Jest to zapis tylko teoretycznie wychodzący naprzeciw roszczeniom amerykańskich Żydów. Prawny hak polega na tym, iż datą wywłaszczenia nie jest przecież dzień fizycznego opuszczenia przez właściciela nieruchomości, lecz data wyroku PRL-owskiego sądu o jej przepadku na skarb państwa. Formalne wyroki w sprawach mienia poniemieckiego i tzw. porzuconego — pod którą to nazwą kryło się właśnie mienie pożydowskie — zapadały nawet w latach siedemdziesiątych, kiedy przedwojenni właściciele lub ich spadkobiercy dawno już byli obywatelami innych państw!

RZĄDOWY PROJEKT jeszcze nie trafił do Sejmu, a już wstrząśnięta nim Polska Unia Właścicieli Nieruchomości i inne podobne organizacje zapowiedziały natarcie na parlamentarzystów, aby uchwalili 100-procentowy wskaźnik zaspokajania roszczeń. Jeśli się nie uda — następnym krokiem ma być natychmiastowe zaskarżenie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.

PARLAMENTARNA PRAKTYKA uczy jednak pokory wobec czynnika czasu. Reprywatyzacja rozgrzeje posłów i senatorów dopiero w 2000 roku. Sprawy mogą ułożyć się i tak, że prezydent dostanie ustawę do podpisu akurat w szczycie własnej kampanii wyborczej i skieruje ją do TK. Dla sędziów wyrok w tej sprawie może okazać się wyjątkowo trudny i na pewno zostanie wydany nieprędko, zaś jego wielostronicowe uzasadnienie będzie miało formę rozprawy prawno-filozoficznej. Dobrze chociaż, że — zgodnie z Konstytucją — ten głos będzie już rozstrzygający.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Problem reprywatyzacji jest jak kwadratura koła