4 kwietnia 2026 r. minie równo 20 lat od odebrania licencji maklerskiej Warszawskiej Grupie Inwestycyjnej (WGI). Tymczasem 5 marca 2026 r. w samo południe sąd pierwszej instancji ogłosi wyrok w powtarzanym procesie menedżerów WGI. W związku z doprowadzeniem 1156 klientów do straty 247,9 mln zł (na dzisiejsze pieniądze byłoby to ponad 800 mln zł) prokurator Małgorzata Musiał-Klenk zażądała po 10 lat więzienia i 120 tys. zł grzywny dla oskarżonych M.S. i Ł.K. oraz 5 lat więzienia i 80 tys. zł grzywny dla oskarżonego A.S. Tłumaczyła, że różnica wynika z tego, że oskarżeni M.S. i Ł.K. podejmowali główne decyzje zarówno w WGI Domu Maklerskim, jak i spółce WGI Consulting, natomiast oskarżony A.S., choć nie miał takiego wpływu na działalność grupy, był również członkiem zarządu oraz inspektorem nadzoru.
Szefowie WGI zostali już raz uniewinnieni. Stało się to 17 listopada 2020 r. po ośmiu latach procesu i czternastu od upadku WGI. Wyrok wydała sędzia Anna Bator-Ciesielska. Co ciekawe, prokuratura domagała się wtedy tylko sześciu lat więzienia dla oskarżonych M.S. i Ł.K. oraz 4,5 roku dla A.S. Okazję do domagania się wyższej kary stworzył jej sąd apelacyjny w składzie Jerzy Leder, Anna Zdziarska, Przemysław Filipkowski. 28 czerwca 2022 r. uchylił on pierwotny wyrok, przekazując sprawę do ponownego rozpatrzenia sądowi pierwszej instancji. W ten sposób – w maju 2023 r. – rozpoczął się proces powtórkowy.
Zarzuty wobec członków zarządu WGI nie są oparte na art. 286 kk, czyli doprowadzeniu do niekorzystnego rozporządzenia mieniem, co potocznie nazywa się oszustwem. Sporządzony przed laty przez inną prokurator akt oskarżenia opiera sią na art. 296 kk, czyli nadużyciu uprawnień i niedopełnieniu obowiązków w obrocie gospodarczym.
W trakcie mowy końcowej Małgorzata Musiał-Klenk mówiła jednak, że czyny opisane w akcie oskarżenia mogą wypełniać znamiona oszustwa.
Akt oskarżenia opiera sią na art. 296 kk, czyli nadużyciu uprawnień i niedopełnieniu obowiązków w obrocie gospodarczym
Prokurator zwracała uwagę, że oskarżeni cały czas twierdzą, że to, co robili, było właściwe, a winni strat klientów są przedstawiciele państwa, choć do problemów przyczyniły się też obiektywne trudności związane np. z problemami z systemem informatycznym. Podkreślała jednak, że to oskarżeni M.S. i Ł.K. zadeklarowali kontrolerom Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (KPWiG – poprzedniczki KNF), że najpóźniej w dniu rozpoczęcia działalności maklerskiej WGI będzie dysponować systemem IT, w którym wszystko będzie zapisywane na bieżąco. Wiedząc, że to się nie uda, powinni zawiadomić KPWiG oraz klientów. Jej zdaniem taka informacja mogłaby zniechęcić klientów, ale oskarżeni dbali nie o interes klientów, lecz swój.
Przyszły zysk nagle się materializował?
Prokurator zwracała też uwagę, że klienci WGI uważali, iż kwoty wyszczególnione na dostarczanych im zestawieniach to ich stan posiadania i takie pieniądze wypłacano im zresztą do pewnego momentu, jeśli akurat chcieli dokonać wypłaty.
- Czy to znaczy, że zysk nagle się materializował, mimo że był przyszły? – pytała Małgorzata Musiał-Klenk, nawiązując do tego, że oskarżeni utrzymywali w trakcie procesu, iż kwoty na wyciągach obejmowały prognozowane zyski.
Radca prawny Robert Nogacki, reprezentujący niektórych oskarżycieli posiłkowych (czyli w praktyce klientów WGI), mówił w swoim wystąpieniu o różnicach między tym, co szefowie WGI mówili urzędnikom KPWiG, a tym, co przedstawili klientom w wysyłanym im piśmie „Inwestor”.
- To są drastycznie różne obrazy tej samej firmy, wskazujące z jaką perfidią i systematycznością budowano jej wizerunek – podkreślał Robert Nogacki.
Tłumaczył, że pojęcie prognozowanych zysków pojawiło się dopiero wtedy, gdy okazało się, że pieniędzy na wypłaty dla klientów nie ma. Zaznaczał, że żaden z oskarżonych nawet nie podjął próby wytłumaczenia jak wyliczano te przyszłe zyski. Przypominał, że na podstawie wyciągów zawierających te przyszłe zyski do pewnego momentu regulowano wypłaty da klientów.
- Prowadzi to do wniosku, że w firmie powinno narastać manko – tłumaczył Robert Nogacki, dodając, że to nie KPWiG wysyłała do klientów WGI zestawienia z przyszłymi zyskami.
- Oskarżeni nie tylko ukrywali prawdę przed regulatorem. Oni aktywnie przekonywali klientów, że regulator kłamie – podkreślił Robert Nogacki.
- Niewątpliwie działalność domu maklerskiego była działalnością wprowadzającą w błąd klientów – wspierał prokurator Mariusz Cyran, radca prawny UKNF, występujący po stronie oskarżenia.
Zwracał uwagę, że dom maklerski od samego początku nie dysponował odpowiednim systemem IT, a okoliczności, które to spowodowały, są nieistotne dla odpowiedzialności oskarżonych. Odnosząc się do kwot na wyciągach przekazywanych klientom i narracji oskarżonych o przyszłych zyskach stwierdził, że to tylko linia obrony, bo wcześniej klienci otrzymywali wypłaty na podstawie tych wyciągów.
- Gdyby było inaczej, klienci otrzymywaliby pieniądze pomniejszone o prognozy finansowe, niewątpliwie do KPWiG wpływałby skargi w tym zakresie – zaznaczył Mariusz Cyran.
Kara powinna być wyższa
Zarówno Robert Nogacki, jak i Mariusz Cyran przyłączyli się do stanowiska prokuratury. Trochę inaczej do sprawy podeszli adwokat Jarosław Belowski i radca prawny Szymon Muster, podobnie jak Robert Nogacki reprezentujący oskarżycieli posiłkowych. Poparli tezę o winie oskarżonych, ale dla trzech swoich klientów zażądali od oskarżonych naprawienia szkody, czyli w praktyce wyrównania strat. Wnioski takie pojawiły się już w pismach procesowych z 2013 r. Jarosław Belowski – jak zaznaczył zobowiązany przez swoich klientów - zażądał też najwyższego możliwego wymiaru kary pozbawienia wolności. W praktyce oznaczałoby to 10 lat również dla oskarżonego A.S.
Zmiana prawa po wejściu do UE
Z takim stawianiem sprawy nie zgodził się oczywiście adwokat Jakub Wende, obrońca oskarżonych. Stwierdził, że argumenty prawne oskarżyciela publicznego pozostają w istotnym oderwaniu od faktów związanych z wcześniejszym prowadzeniem działalności przez WGI. Nawiązał tym samym do tego, że WGI działało kilka lat, a do katastrofy doszło w wyniku zmiany przepisów po wejściu Polski do Unii Europejskiej, co wymusiło zmianę formy działalności. WGI – które można uznać za prekursora działalności foreksowej - przekształciło się ze zwykłej spółki w dom maklerski w wyniku porady kancelarii DZP. A gdy DZP stwierdziła, że to był błąd, za wiedzą i zgodą KPWiG powstała spółka WGI Consulting, której obligacje stały się głównym aktywem klientów grupy (były powiązane z aktywami inwestycyjnymi grupy WGI).
- Dlatego to nie był jakiś tajny plan, by uciec spod kontroli KPWIG i następnie dokonać jakichś niecnych rzeczy na pieniądzach pokrzywdzonych z WGI DM – podkreślił Jakub Wende.
- My od razu podjęliśmy decyzję, że będziemy się przekształcać w podmiot nadzorowany – wtórował mu w późniejszym wstąpieniu oskarżony M.S.
- Chyba nikt na tym świecie, kto miałby złe zamiary, chciałby robić jakieś złe rzeczy, nie pchałby się pod nadzór, w środowisko objęte szeregiem restrykcji i kontroli urzędowych – dodawał M.S.
Winna jest poprzedniczka KNF
Jakub Wende uwypuklał formalny aspekt sprawy. Tłumaczył, że przestępstwa zarzucane trzem oskarżonym można popełnić tylko w sposób umyślny.
- Który dowód wskazuje, że moi klienci działali w sposób umyślny? – pytał adwokat, podkreślając, że jego klienci utracili jakikolwiek wpływ na wydarzenia w momencie utraty licencji maklerskiej przez WGI.
Źródła problemów WGI doszukiwał się w kancelarii DZP, która miała błędnie doradzić przekształcenie WGI w dom maklerski zamiast TFI.
- Moi klienci, ludzie niespełna 30-letni, musieli oprzeć się na informacjach przekazanych przez autorytety – mówił Jakub Wende.
Podkreślał, że przyczyną powstania szkody jest sposób prowadzenia sprawy WGI przez urzędników KPWiG, a zwłaszcza wysłanie do amerykańskiego odpowiednika (SEC) informacji o praniu brudnych pieniędzy przez WGI. W efekcie zablokowany został rachunek grupy WGI w Wachovii Securities, ówcześnie jednej z większych instytucji finansowych w Stanach Zjednoczonych. Wachovia przestała też lewarować pozycje na rachunku WGI. W efekcie wartość rachunku w Wachovii spadła z około 33 do 7 mln USD. Zerwana została też transakcja zabezpieczająca kurs dolara w BRE Banku (obecnie mBank).
Mecenas Jakub Wende przypominał, że oskarżeni na konferencji prasowej obiecali klientom zwrot pieniędzy za 1,5 roku. Na podstawie tego, co się w tym czasie stało z zablokowanym rachunkiem w Wachovii wyliczał, że gdyby jego wartość nie została skokowo obniżona z 33 do 7 mln USD, to po półtora roku wynosiłaby 80 mln USD.
- Ludzie otrzymaliby wszystkie pieniądze i jeszcze by zarobili – podkreślał adwokat.
Zwracał uwagę, że jego klientom można by pozostawić możliwość dalszego podejmowania decyzji, choćby pod nadzorem KPWiG.
- Moim zdaniem szkoda powstała nie w wyniku działań i zaniechań oskarżonych, ale nieodpowiedzialnego zachowania regulatora – mówił Jakub Wende, tuż przed tym jak wniósł o uniewinnienie.
O to samo zwrócili się do sądu oskarżeni, przy czym wystąpienia Ł.K. i A.S. były bardzo krótkie. Dłużej mówił tylko M.S.
- Mowy pani prokurator z szacunku do pani prokurator nie będę komentował. Rozumiem, że broni aktu oskarżenia, który został napisany dwie dekady temu – zaczął M.S.
Szczegółowo chciał się odnosić do mowy końcowej Roberta Nogackiego, ale sędzia Anna Wierciszewska-Chojnowska przerwała jego wywody zwracając uwagę, że przewód sądowy został już zamknięty i jego dodatkowe wyjaśnienia nie będą włączone do materiału dowodowego.
- Oskarżeni bardzo często składają wyjaśnienia, a nie o to chodzi w mowie końcowej – zaznaczyła Anna Wierciszewska-Chojnowska.
M.S. podkreślił wtedy, że wraz z dwoma pozostałymi oskarżonymi wszystko robili w jak najlepszym interesie klientów, a ten interes klientów był interesem samej spółki i jej sukcesu. Zwrócił uwagę, że spośród klikudziesięciu firm prowadzących wtedy podobną działalność tylko WGI zdecydowało się na przekształcenie w podmiot nadzorowany po zmienie przepisów, podczas gdy reszta działała w różnych innych konstrukcjach prawnych. Powtórzył też opinię o błędach w działaniach KPWiG.
Gdzie ta strata?
Gdy wydawało się, że mowy się zakończyły, Anna Wierciszewska-Chojnowska zwróciła się do Małgorzaty Musiał-Klenk o odniesienie się do wątku rachunku Andrzeja R., jednego z klientów WGI. Sprawa jego rachunku była jednym z punktów aktu oskarżenia, ale prokurator nie poruszyła tego wątku w mowie końcowej.
- W opinii oskarżenia zarząd WGI nie miał prawa zabezpieczać tego rachunku [rachunku Andrzeja R. – red.] środkami inwestorów WGI, a następnie WGI DM, na rachunku prowadzonym przez IFX Markets dla WGI DM – wyjaśniła Małgorzata Musiał-Klenk.
Ostatecznie jednak poprosiła o 10 minut przerwy. Po przerwie sędzia poprosiła o wyjaśnienie przez prokurator konkretnej szkody wynikającej z tego zachowania. Oskarżycielka tłumaczyła, że zabezpieczenie nie jednego, ale dwóch rachunków Andrzeja R. w IFX Markets rachunkiem prowadzonym dla WGI DM mieści się w ogólnej szkodzie wyliczonej w akcie oskarżenia na 24,9 mln zł.
- Takie zachowanie w opinii oskarżenia dało nieuzasadnione uprzywilejowanie temu klientowi, którego potencjalnie niefortunne decyzje inwestycyjne były zabezpieczone środkami innych klientów, co w mojej opinii stanowiło przekroczenie uprawnień przez członków zarządu domu maklerskiego – tłumaczyła Małgorzata Musiał-Klenk.
Indagowana przez sąd nie była jednak w stanie stwierdzić, czy w okresie funkcjonowania WGI DM na rachunku Andrzeja R. powstały jakieś straty, które następnie zostały pokryte przez WGI DM z innego rachunku.
Korespondowało to z opinią Jakuba Wendego, który w swojej mowie końcowej podkreślał, że nie ma żadnych argumentów wiążących niedopełnienie obowiązków i nadużycie uprawnień przez jego klientów z wyrządzona szkodą.
- Które z działań zarzucanych moim klientom spowodowało szkodę w wysokości 247 mln zł? – pytał obrońca.
