Prokurator sprzedałby Krosno Jakubasowi

Przestępstwa nie ma, ale według prokuratury, zatrudniająca 2 tys. osób huta powinna mieć innego właściciela

Prokuratura Regionalna w Rzeszowie nie postawi nikomu zarzutów w sprawie przetargu na sprzedaż Krośnieńskich Hut Szkła Krosno z lata 2016 r. Przetarg był konsekwencją upadłości z 2009 r. — specyficznej, bo mimo orzeczenia likwidacji syndykowi Markowi Leszczakowi udało się przez siedem lat utrzymać działanie zakładu, zatrudniającego ponad 2 tys. ludzi, i wypracowywać zysk z bieżącej działalności. Hutę kupił południowoafrykański fundusz venture Coast-2-Coast, działający przez spółkę Tadcaster (później zmieniła nazwę na Krosno Glass).

SPÓŹNIONA SATYSFAKCJA:
Zobacz więcej

SPÓŹNIONA SATYSFAKCJA:

Zbigniew Jakubas oferował za hutę szkła w Krośnie mniej niż zagraniczny fundusz inwestycyjny, ale zdaniem prokuratury, ze względów proceduralnych to on powinien być zwycięzcą przetargu. Marek Wiśniewski

Jego jedynym konkurentem było giełdowe Centrum Nowoczesnych Technologii (CNT), związane ze Zbigniewem Jakubasem. Fundusz położył na stół 185,1 mln zł, z czego 63,9 mln zł stanowiło wartość zapasów i nakładów inwestycyjnych poczynionych pod rządami syndyka. Za nie musiał zapłacić każdy chętny. Konkurować można było tym, co zaoferowało się ponad tę kwotę i cenę wywoławczą ustaloną na 105 mln zł. Tadcaster zaproponował 121,2 mln zł, CNT — 110,8 mln zł. W trakcie otwierania ofert Tadcaster nie przedstawił zgody MSWiA na nabycie nieruchomości, twierdząc, że nie musi tego robić.

Syndyk miał wątpliwości i za zgodą sędziego-komisarza Andrzeja Leśniaka dał sobie czas na wyjaśnienie sprawy. Dopiero po miesiącu formalnie wybrał, a sędzia zatwierdził ofertę funduszu. W warunkach przetargu zastrzeżone było jednak, że „otwarcie, rozpoznanie, wybór i zatwierdzenie ofert nastąpi 28 czerwca 2016 r.”.

„W świetle obowiązujących przepisów nie można mieć wątpliwości, że w tej sytuacji winno nastąpić rozstrzygnięcie przetargu w dniu 28 czerwca 2016 r. z odrzuceniem oferty Tadcaster Sp. z o.o., jako podmiotu nie spełniającego wymogów formalnych i prawdopodobnym dokonaniem wyboru drugiego z oferentów tj. Centrum Nowoczesnych Technologii (…)” — napisał prokurator Jerzy Bułaś.

Prymat wierzycieli

Prokurator badał sprawę w kontekście niedopełnienia obowiązków przez syndyka i sędziego-komisarza, w przypadku sędziego również w kontekście przekroczenia uprawnień. Z uzasadnienia decyzji wynika, że prokuratura uważa syndyka za narzędzie w rękach sędziego, którego obarcza odpowiedzialnością za nieprawidłowości, gdyż wybór metody sprzedaży upadłego przedsiębiorstwa należy do wyłącznej kompetencji sędziego-komisarza. Syndyk jest organizatorem przetargu, którego warunki określa sędzia-komisarz. Gdy je określi, sam jest zobligowany do przeprowadzenia przetargu dokładnie w taki sposób, jaki wskazał. Nie zrobił tego.

Prokuratura uważa, że od odpowiedzialności karnej chroni go to, że sprzedał Krosno temu, kto zaoferował więcej, a więc na niezgodnych z prawem działaniach nie stracili wierzyciele, których zaspokojenie jest podstawową zasadą postępowania upadłościowego. „Nie oznacza to, że działania te pozostają poza obszarem jakichkolwiek ocen. Mianowicie należałoby je nadto ocenić przez pryzmat realizacji znamion przewinienia dyscyplinarnego, co jednak nie może nastąpić w toku niniejszego śledztwa. W związku z tym materiały w zakresie dotyczącym niezgodnych z prawem działań sędziego-komisarza zostaną przesłane właściwemu rzecznikowi dyscyplinarnemu” — czytamy w dokumencie podpisanym przez prokuratora Jerzego Bułasia.

Bez odwołania

W decyzji o umorzeniu śledztwa prokurator sugeruje, że „wyeliminowanie z obrotu prawnego” wadliwego postanowienia sędziego o sprzedaży huty mogłoby nastąpić w wyniku postępowania odwoławczego zainicjowanego przez CNT. To się nie odwoływało. Zablokować transakcję próbowali akcjonariusze upadłej huty. Sąd Rejonowy w Krośnie — ten sam, z którego pochodzi sędzia Andrzej Leśniak — odrzucił ich zażalenia. Akcjonariusze liczyli głównie na więcej, w związku z poprawą sytuacji huty.

Biorąc pod uwagę pieniądze zgromadzone w kasie pod rządami syndyka i wyższą cenę w przetargu, istniało prawdopodobieństwo, że wszyscy wierzyciele zostaliby spłaceni w całości. To dawało cień szansy na wypłatę pieniędzy około 7 tys. akcjonariuszy. Właśnie przez jednego z nich sprawa trafiła do prokuratury. Prokurator nie podzielił jednak jego zastrzeżeń co do ceny wywoławczej. Zwrócił uwagę, że w latach 2012-16 spadała ona, co prawda, z 218,2 mln zł do 105 mln zł, ale w 13 przetargach nie wpłynęła żadna oferta. Dopiero w 14. pojawiły się fundusz venture i spółka związana ze Zbigniewem Jakubasem.

Upadek zaczął się od opcji

Krosno było jedną z pięciu spółek, które zapoczątkowały historię warszawskiej giełdy. Akcje huty były notowane przez 18 lat. W szczytowym momencie płacono za nie 116 zł. Gdy z końcem października 2009 r. zostały wykluczone z notowań, kosztowały 6 gr. Spółka upadła nie ze względu na działalność operacyjną, ale umowy dotyczące opcji walutowych. Głównym rozgrywającym był w tym czasie Zdzisław Sawicki, kontrolujący ponad 50 proc. akcji. Deklarował, że o opcyjnych transakcjach zarządu nie wiedział.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Prokurator sprzedałby Krosno Jakubasowi