Pruski dryl czy nowy styl

opublikowano: 21-10-2018, 22:00

Pracujemy ramię w ramię z robotami, ucinamy sobie pogawędki ze smartfonami i wybieramy się na Marsa. A nasze dzieci uczą się w szkołach z czasów pierwszej rewolucji przemysłowej

Zła reputacja, słabe wyniki i leniwe, krnąbrne dzieciaki. O szkole podstawowej Grange w środkowej Anglii trudno było powiedzieć coś dobrego. Do czasu, gdy jej dyrektorem został Richard Gerver. Stworzył on w tej placówce coś na podobieństwo miasta, w którym wszystkie prace wykonywali uczniowie. Otworzył m.in. stacje telewizyjne i radiowe, bo są to środowiska odgrywania ról, które podobały się wszystkim małolatom. Dzięki angażującym przedsięwzięciom dzieci doskonale opanowały podstawę programową, ale też zrozumiały potęgę umiejętności czytania, pisania i rozwijania zdolności językowych. Stawały się mistrzami komunikacji, organizacji czasu i twórczego myślenia. Swój opór wobec wiedzy zamieniły w ogromną ciekawość świata. Uwierzyły, że mogą dużo w życiu osiągnąć.

Psychologia, medytacja, ćwiczenia z asertywności, rozwijanie
umiejętności wyrażania swoich emocji — są tak samo ważne, jak matematyka,
biologia i chemia — mówi Julia Izmałkowa, prezes firmy badawczej Izmałkowa.
Zobacz więcej

WYPOSAŻENIE MENTALNE:

Psychologia, medytacja, ćwiczenia z asertywności, rozwijanie umiejętności wyrażania swoich emocji — są tak samo ważne, jak matematyka, biologia i chemia — mówi Julia Izmałkowa, prezes firmy badawczej Izmałkowa. Fot. GK

Po trzech latach rządów Richarda Gervera szkoła zaliczana do najgorszych w okręgu osiągnęła szczyty wszystkich rankingów. Jej uczniowie przestali sprawiać kłopoty wychowawcze. Zaczęli wygrywać międzyszkolne konkursy przedmiotowe i dostawali się do najlepszych szkół. Jak Richard Gerver dokonał tego wszystkiego? Sekret sukcesu jest prosty: miał odwagę wydobyć Grange ze schematów XIX-wiecznej edukacji, w których ciągle tkwi zdecydowana większość szkół na świecie. Wyposażają one młodych w przestarzałe kompetencje, z którymi trudno się odnaleźć we współczesnym biznesie i na rynku pracy.

Klasowa urawniłowka

Historycy gospodarczy nie mają wątpliwości, że obowiązujący system edukacji powstał na początku XIX w. w zmilitaryzowanym państwie pruskim, na fali rewolucji przemysłowej. Zaspokajał potrzeby kadrowe rozrastającej się administracji, a przede wszystkim fabryk. Idealny uczeń, a później robotnik, miał być zdyscyplinowany niczym żołnierz. Oczekiwano od niego wykonywania poleceń, a nie krytycznego myślenia, łamania schematów, innowacyjności. Przede wszystkim zaś nie liczono się z jego uczuciami, a każdy przejaw odmienności, indywidualizmu karano z ogromną surowością.

— Ostatnie dekady bezstresowego wychowania zrobiły swoje. Nie godzi się dzieci i młodzieży karać i dyscyplinować. Nie zmieniło się natomiast to, co jest istotą pruskiego i fordowskiego modelu edukacji: uczniowie siedzą osiem godzin w szkole. Czy to nie odpowiednik dziennej zmiany robotnika? Czy ławki w klasach nie są ustawione tak jak maszyny w zakładach produkcyjnych lub oddziały wojska idące na front? — mówi trenerka biznesu Katarzyna Janczuk.

Zajrzyjmy do książki Stanisława Salmonowicza „Prusy. Dzieje państwa i społeczeństwa”. Jak 200 lat temu, tak i dzisiaj urzędnicy decydują o wieku szkolnym i programach, z klasami jednorocznikowymi, w których dzieci realizują identyczny program w tym samym czasie. Tymczasem militaryzm od dawna nie jest w modzie, a industrializacja przybrała zupełnie inne oblicze.

Przeciwko masowości i sztucznej jednorodności w szkołach występuje także Ken Robinson, światowej klasy ekspert od nowoczesnej oświaty. W książce „Kreatywne szkoły. Oddolna rewolucja, która zmienia edukację” przypomniał, że uczniowie uczą się w różnym tempie i w różny sposób. Dziecko z naturalnymi zdolnościami w danej dziedzinie może mieć trudności w innej. W niektórych kompetencjach pewnie nawet góruje nad swoimi starszymi kolegami, ale są też takie, w których radzi sobie gorzej od swoich rówieśników. Segregacja wiekowa wyrządza zatem więcej szkody niż pożytku — znamienne, że występuje ona głównie w szkołach.

Jak serek homogenizowany

Anachroniczność pruskiego systemu polega również na tym, że nie uwzględnia coraz szybszych zmian technologicznych.

— Kiedyś uczeń zdobywał umiejętności, które wystarczyły mu na całe życie. Dzisiaj trzeba zapomnieć to, czego nauczyliśmy się wczoraj, i przyswajać zupełnie nowe rzeczy. Tej elastyczności i wybiegania w przyszłość nie widzę w polskiej szkole. Nauczyciele skupiają się na wiedzy, której termin zdatności do użycia właśnie mija — podkreśla Katarzyna Janczuk.

W podobne tony uderza Ken Robins: „Jeśli zapytam ludzi w średnim wieku i starszych, czy robią dokładnie to, o czym myśleli, kiedy byli w liceum, bardzo niewielu odpowiada twierdząco. Życie, które tworzymy, jest rezultatem najważniejszych prądów i przeciwprądów, z których większości nie jesteśmy w stanie przewidzieć”. Co nam pozostaje? Julia Izmałkowa, prezes firmy badawczej Izmałkowa, twierdzi, że niezbędne jest uczenie tego, jak się uczyć. Jej zdaniem, szkoła ćwiczy pamięć młodych ludzi, a powinna rozwijać ich krytyczne myślenie, pokazywać, jak się znajduje i sprawdza informacje, oddziela ziarno od plew. Za najważniejsze uznaje kompetencje społeczne, komunikacyjne — co oznacza, że całym sercem popiera takie pomysły pedagogiczne, jak uruchomiona w szkole Grange telewizja i radio.

— Coraz większego znaczenia nabierają media społecznościowe. Tymczasem nastolatki mają problem z nawiązywaniem kontaktów w realu, z życiem offline. Wróćmy do sztuki retoryki, rozwijanej w antycznym świecie — zróbmy z niej przedmiot obowiązkowy. Niech w programie pojawią się zajęcia z logicznego argumentowania, z odpierania zarzutów rozmówcy w uprzejmy sposób — podpowiada Julia Izmałkowa.

Zmiana systemu edukacji wymaga pieniędzy, zaangażowania i nietuzinkowych pomysłów. To kosztowna inwestycja. Ale czy w XXI wieku stać nas na szkołę z czasów rewolucji przemysłowej?

 Weź udział w konferencji "Employer Branding w praktyce", 6-7 grudnia 2018 r., Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Pruski dryl czy nowy styl