Zbierają się czarne chmury nad prywatnym sektorem ochrony zdrowia. Medyczni przedsiębiorcy skarżą się, że są coraz bardziej dyskryminowane. Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Niepublicznych (OSSN), alarmuje, że wdrażane przepisy, w tym szczegółowe wymagania stawianepodmiotom startującym po publiczne pieniądze, mogą doprowadzić do całkowitego wyeliminowania prywatnych inwestorów z rynku szpitalnego.

— Po ostatnim spotkaniu menedżerów ochrony zdrowia w Trójmieście, na którym pojawili się lokalni samorządowcy oraz przedstawiciele pomorskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ), jestem przerażony, podobnie jak inni właściciele placówek medycznych. Z wypowiedzi urzędników wynikało, że w kolejce po publiczne pieniądze przedsiębiorcy będą na szarym końcu. W pierwszej kolejności dostaną je duże, publiczne ośrodki, a do prywatnych jednostek trafi to, co zostanie — alarmuje Andrzej Sokołowski. Według prezesa, gwoździem do trumny będą opublikowane niedawno zarządzenia NFZ, dotyczące szczegółowych wymagań stawianych szpitalom startującym po kontrakty. Kryteria dotyczące infrastruktury, liczby specjalistów etc., jego zdaniem, dadzą pierwszeństwo publicznym jednostkom.
— Część wymagań jest kompletnie bez sensu. Trudno, aby 15-łóżkowy szpital miał aptekę szpitalną, premiowane więc będą molochy. Szkoda, że o tym, do kogo trafiają pieniądze, nie decydują pacjenci, którzy — jak wynika z moich obserwacji — preferują prywatne ośrodki — mówi Andrzej Sokołowski. Na razie szpitale mogą spać spokojnie, bo konkursy jeszcze nie ruszyły, a większość nowych umów z NFZ będzie obowiązywała dopiero od połowy 2016 r. (mówi się o kolejnym przesunięciu tego terminu). Ale co się odwlecze, to nie uciecze.
— Z jednej strony — polski rząd chwali się polską przedsiębiorczością, zachęca do niej, z drugiej — prowadzi taką politykę. W dodatku nie robi tego otwarcie. Nikt nie powiedział, że w planach jest wyeliminowaniez sektora prywatnych inwestorów, a nowe warunki właśnie to oznaczają. Co się stanie z firmami, które zatrudniają kilkanaście tysięcy osób? — mówi Andrzej Sokołowski.
Publiczne ośrodki ripostują. Ewa Książek-Bator, dyrektor gdańskiego szpitala klinicznego, uważa, że duże ośrodki, które zapewniają kompleksowość i ciągłość leczenia, powinny być premiowane. Jej zdaniem, wieloprofilowe placówki są lepsze dla pacjentów, zwłaszcza potrzebujących pomocy więcej niż jednego specjalisty, którzy dzięki temu nie muszą krążyć między ośrodkami.
Marek Wójcik, podsekretarz w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji, uważa, że nie tylko prywatne placówki, ale też publiczne będą poszkodowane nowymi wymaganiami.
— Nadchodzą ciężkie czasy dla małych ośrodków, wśród których duży procent stanowią właśnie prywatne placówki. Moim zdaniem, same nie poradzą sobie na rynku. Będą musiały pomyśleć o aliansach — niekoniecznie kapitałowych. Dzięki umowom o współpracy z innymi jednostkami, prywatnymi i publicznymi, mogłyby skutecznie konkurować z dużymi ośrodkami medycznymi — mówi Marek Wójcik. © Ⓟ