Przed kryzysem uciekaj za ocean

Amerykańskie akcje to dla polskich inwestorów bezpieczna przystań w czasach gorszej koniunktury. Można na nich zarabiać także poprzez GPW

Utrzymująca się od dwóch tygodni przewaga „niedźwiedzi” na giełdach pokazała, jak trudno jest uniknąć strat, kiedy cały rynek idzie w dół. W ciągu ostatnich ośmiu tygodni notowania przeciętnej spółki z GPW zjechały już o prawie 8 proc. Nawet WIG20, uważany za defensywny wskaźnik notowanych w Warszawie blue-chipów, jest o 6 proc. poniżej szczytów z początku lutego. Na tym tle giełdy zagraniczne są oazą spokoju. Główny indeks szerokiego rynku w Ameryce wciąż jest powyżej wartości notowanych w lutym. Od szczytów sprzed dwóch tygodni stracił niespełna 4 proc.

Zobacz także

Bezpieczniejsza zagranica

To nie pierwszy raz, kiedy w ostatnich latach GPW ciągnie się w ogonie giełd. Warszawski parkiet świetnie spisywał się w czasie prosperity z lat 2003-07. Alergicznie reaguje jednak na wszelkie doniesienia o kryzysie, a tych w ostatnich latach nie brakowało. Od października 2008 r. (czyli okresu bezpośrednio po krachu związanym z upadkiem banku Lehman Brothers) WIG zyskał jedynie 32 proc. Akcje zza oceanu w tym samym okresie odbiły dużo mocniej. W złotych podrożały aż o 84 proc.

Skąd aż tak duża różnica? To w dużej części „zasługa” kursu walutowego. Złoty nie potrafi dojść do siebie od szczytu siły sprzed krachu roku 2008. W ostatnich latach mocno ucierpieli na tym posiadacze kredytów walutowych. Zacierać ręce mogą jednak ci, którzy w walutach obcych oszczędzali, także przez fundusze akcji z rynków rozwiniętych. Różnice w zachowaniu akcji krajowych i amerykańskich są najbardziej widoczne, kiedy pod lupę weźmiemy wyniki z okresów największych zawirowań. Trzeba jednak pamiętać, aby były wyrażone w tej samej walucie. W końcu tylko takie stopy zwrotu interesują inwestorów (chyba że ci zabezpieczają się przed ryzykiem walutowym).

Od lipca 2008 r. do lutego 2009 r. (czyli w okresie największych spadków) akcje amerykańskie w złotych dały zarobić 22 proc.! Polskie straciły 48 proc. Podobnie było w czasie zawirowań z drugiej połowa zeszłego roku. Od czerwca do stycznia WIG20 stracił 22 proc. wartości. Wyrażony w złotych wskaźnik S&P500 zakończył ten okres 27-procentową zwyżką.

Chude lata przeminęły

Nie ma jednak zysku bez ryzyka. Nim do kryzysu doszło, to właśnie Wall Street była maruderem wśród giełd, a dolar czerwoną latarnią wśród walut. Wszystko dlatego, że ostatnia dekada była trudnym czasem dla amerykańskiej gospodarki. Odkąd dwanaście lat temu pękła bańka internetowa, a ataki terrorystyczne na Nowy Jork i Waszyngton dały początek kosztownej wojnie z terroryzmem, Ameryka zaczęła mocno kuleć. Gospodarka wciąż się rozwijała. Było to jednak okupione wzrostem zadłużenia i wyraźnym osłabieniem dolara.

W czasie hossy z lat 2002-07 zwyżki indeksów na Wall Street nawet nie zrekompensowałyby polskiemu inwestorowi strat na kursie walutowym. Od września 2000 r. do października 2008 r. amerykańskie akcje przyniosłyby w złotych straty sięgające 64 proc. Tymczasem WIG zakończył ten okres podobnym wynikiem, tylko że… na plusie.

To już jednak przeszłość. Fatalna passa Amerykanów się odwróciła. Gospodarka USA, która pierwsza weszła w kryzys, wychodzi z niego również jako pierwsza. Fakt, że pasa zacisnęli Amerykanie, oznacza jednak kłopoty dla innych gospodarek. Dlatego właśnie akcje najsolidniejszych defensywnych przedsiębiorstw zza oceanu są świetnym schronieniem przed kryzysem.

Defensywny może więcej

Ich papiery zyskują na wartości nawet wtedy, kiedy światowa gospodarka jest w tarapatach. Mają stabilne przepływy gotówkowe, a niskie zadłużenie ułatwia im dostęp do taniego finansowania. Dzięki silnej pozycji konkurencyjnej mogą przerzucać na klientów inflację, dającą o sobie znać poprzez wzrost kosztów.

Dodatkowo banki centralne reagują na słabe wyniki gospodarek dodrukiem pieniądza, a to zmniejsza rynkowe stopy procentowe. Koszt pieniądza idzie w dół. Dzięki temu dzisiejsza wartość przyszłych zysków rośnie, nawet jeżeli prognozy samych zysków stoją w miejscu. Motorem napędowym hossy są w takim wypadku rosnące wskaźniki cena/zysk.

Wiele spółek z Wall Street, zwłaszcza tych mocno powiązanych z koniunkturą, jak np. banki, traci jednak na ochłodzeniu koniunktury. Warto o tym pamiętać, bo także amerykańskie indeksy skupiają zarówno spółki defensywne, jak i cykliczne. W ich wypadku z odsieczą przychodzi jednak dolar. W czasie pogorszenia nastrojów amerykańska waluta zwykle umacnia się względem złotego. Dla polskiego inwestora akcje i indeksy amerykańskie mogą więc okazać się wyjątkowo stabilną inwestycją. Taką, która pozwala zarabiać nawet w czasie korekty na rynkach.

Poprawiające się wyniki gospodarki amerykańskiej mogą oznaczać, że słabość „zielonego” prędko nie wróci. Fed traci argumenty, by dalej drukować dolara. To zła wiadomość dla wielu amerykańskich spółek. Korporacje należące do indeksu S&P500 aż 40 proc. zysków wypracowują za granicą. Mocniejszy dolar to dla nich niższy zarobek. Z punktu widzenia inwestora polskiego, który zarabia na mocniejszym dolarze, problem znika. Dzięki temu, że jednocześnie inwestuje w ryzykowne akcje i bezpiecznego dolara, zarabia on niezależnie od tego, czy Fed drukuje pieniądze czy nie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Przed kryzysem uciekaj za ocean