Przedsiębiorca musi być czysty jak łza

Nawet jeśli karalnego czynu dopuścił się pracownik, za legalność firmowego oprogramowania może odpowiadać pracodawca.

W latach 2015-16 ujawniono ponad 20 przypadków, w których polskie instytucje rządowe padły ofiarą podrobionego oprogramowania — wynika z danych BSA. W lipcu warmińsko-mazurska policja zabezpieczyła 188 zestawów komputerowych dostarczonych w ramach jednego z przetargów.

Zobacz więcej

Pexels, CC0 License

W tym przypadku funkcjonariusze oszacowali szkody producenta na ponad 200 tys. zł. Nie wiedzieć, że kupiony soft jest nielegalny, to jedno, a świadomie decydować się na trefne programy, to coś zupełnie innego. Lepiej nie być w skórze nabywcy, któremu udowodni się, że działał w złej wierze.

Na mocy przepisów Kodeksu karnego nabywanie pirackiego oprogramowania może stanowić paserstwo, które zagrożone jest karą pozbawienia wolności nawet do pięciu lat. Dodatkowo producent software’u, którego prawa naruszono, może wystąpić z wieloma roszczeniami, m.in. zażądać odszkodowania.

Pirackie programy stoją za poważnymi problemami wielu firm. Na mocy Kodeksu pracy za zainstalowane w służbowych komputerach oprogramowanie odpowiada pracodawca, co powinno go mobilizować do częstych kontroli w tej dziedzinie. Niezależnie od tego, czy czynu zabronionego dokonał pracownik, czy przedsiębiorca, odpowiedzialność może ponosić ten drugi. Bez względu jednak na konsekwencje finansowe i prawne, używanie pirackich produktów grozi paraliżem urzędu lub firmy. Korzystanie z programów bez ważnej licencji to często najkrótsza droga do utraty ważnych danych, nierzadko niezbędnych dla prawidłowego działania instytucji.

Kadra zarządzająca w polskim biznesie i administracji publicznej zdaje się dostrzegać wagę problemu — wynika z badań przeprowadzonych przez Microsoft we współpracy z EY. Ponad połowa ankietowanych menedżerów odpowiadających za bezpieczeństwo popiera zintensyfikowanie regularnej wymiany informacji o zagrożeniach i sposobach prewencji. Ukróceniu piractwa mogą też służyć procesy Software Asset Management (ang. SAM), pozwalające na coraz lepsze zarządzanie infrastrukturą IT w firmie i kontrolę wykorzystujących ją pracowników.

— Decydując się na przeprowadzenie SAM, instytucje mogą nie tylko ograniczyć zagrożenia dotyczące cyberbezpieczeństwa, ale także wzmacniają kontrolę nad złożonymi systemami i rozbudowaną infrastrukturą. Procesy SAM pozwalają uzyskać pełną wiedzę i kontrolę nad używanym oprogramowaniem — mówi Ilona Tomaszewska, dyrektor ds. ochrony własności intelektualnej w polskim oddziale spółki Microsoft..

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Prawo / Przedsiębiorca musi być czysty jak łza