Przedsiębiorcy i naukowcy są sobie potrzebni

opublikowano: 05-02-2018, 22:00

Bez współpracy biznesu i nauki ani rusz — a w wielu sektorach tylko ten mariaż gwarantuje powstanie innowacji. Niezbędna jest jednak zmiana nastawienia reprezentantów obu stron

Jeśli przyjrzymy się polskiemu otoczeniu gospodarczemu, możemy odnieść wrażenie, że nauka i biznes to dwa odrębne środowiska, a ich współpraca dopiero raczkuje. Widać to szczególnie w relacjach między małymi i średnimi przedsiębiorstwami a uczelniami. To podejście może niepokoić — jeśli przedsiębiorcy i naukowcy wciąż będą mieli takie uprzedzenia jak teraz i nie zaczną ze sobą współpracować, Polska może zapomnieć o dołączeniu do czołówki najbardziej rozwiniętych państw.

Dariusz Świąder, prezes Linux Polska, uważa, że państwo powinno ułatwiać współpracę nauki i biznesu poprzez system ulg podatkowych i narzędzi finansowych. — Z własnego doświadczenia wiem, że współpraca z uczelniami znacznie skraca czas potrzebny na badania i wdrożenie innowacji — podkreśla Dariusz Świąder.
Zobacz więcej

ZACHĘCAĆ, A NIE UTRUDNIAĆ:

Dariusz Świąder, prezes Linux Polska, uważa, że państwo powinno ułatwiać współpracę nauki i biznesu poprzez system ulg podatkowych i narzędzi finansowych. — Z własnego doświadczenia wiem, że współpraca z uczelniami znacznie skraca czas potrzebny na badania i wdrożenie innowacji — podkreśla Dariusz Świąder. [FOT. ARC]

— Wydaje się, że obecnie nie istnieje jeden gotowy do zastosowania pomysł na aktywizację takiej kooperacji. Obecnie w dużej mierze opiera się ona na zaangażowaniu biznesu w proces kształcenia przyszłych kadr. Uczelnie, które uwzględniają realia rynkowe i do nich dostosowują programy studiów, wypuszczają na rynek lepiej przygotowanych merytorycznie specjalistów — uważa Dariusz Świąder, prezes Linux Polska.

Bariery w głowie

Ale kooperacja nauki i biznesu nie powinna poprzestawać wyłącznie na tym. Polska jest bowiem na takim etapie rozwoju gospodarczego, że podobna synergia między przedstawicielami obu środowisk jest potrzebna na wielu innych polach. Głównym problemem — z którym borykają się przede wszystkim ośrodki akademickie, które z definicji powinny być inkubatorami nowych idei — jest komercjalizacja.

— Jeśli udałoby się połączyć innowacje, jakie tworzy nauka, z umiejętnościami w sferze ich komercjalizacji, które leżą po stronie biznesu, wówczas może udałoby się wytworzyć rozwiązania czy produkty, które wsparłyby krajowy wzrost gospodarczy i ekspansję zagraniczną polskich marek — uważa Dariusz Świąder. Jednak obecnie jest pod tym względem kiepsko. Barierę stanowi myślenie samych przedsiębiorców i naukowców, którzy często nie widzą bądź nie chcą dostrzec korzyści wynikających ze współdziałania.

— Kierują się stereotypami biznesmena i pracownika naukowego, co wpływa na negatywne nastawienie do drugiej strony. Są też przekonani o nierówności, jeśli chodzi o transfer korzyści. Przez obie grupy taka kooperacja postrzegana jest w kategoriachwysokiego ryzyka — dodaje dr Kaja Prystupa-Rządca, ekspert w dziedzinie zarządzania innowacjami z Akademii Leona Koźmińskiego.

Po pierwsze: konkrety

Jarosław Gracel, członek zarządu operacyjnego firmy Astor, zauważa, że brak porozumienia między nauką a biznesem wynika z faktu, że przedsiębiorcy, w odróżnieniu od naukowców, rozmawiają najczęściej tzw. językiem korzyści — czyli chcą od razu poznać szczegóły dotyczące profitów z kooperacji. Dlatego uczeni, którzy chcieliby z nimi współpracować, powinni przygotować ofertę przedstawiającą konkretne zyski. — Jeśli jednostka naukowa jest w stanie pokazać, w jaki sposób wiedza zatrudnionych naukowców może zostać zastosowana u klientów firmy i przynieść potencjalne korzyści, biznesmeni szybciej zdecydują się na współpracę — zwraca uwagę Jarosław Gracel.

Kolejnym sposobem na przekonanie przedsiębiorcy do tego, że warto kooperować z nauką, jest według Dariusza Świądra prezentacja dobrych praktyk i historii sukcesów (ang. success stories). Jeśli takie przypadki będzie się nagłaśniało — za jednym projektem mogą pójść kolejne, bo nic nie buduje wiarygodności tak jak rynkowy triumf. Warto zaznaczyć, że nastawienie przedsiębiorców mimo wszystko powoli się zmienia — i coraz więcej z nich dostrzega korzyści płynące z transferu nauki do biznesu. Świadczy o tym chociażby fakt, że w coraz większej liczbie firm powstają działy B+R.

— Obecnie wiele firm w swoich komórkach badawczo-rozwojowych korzysta z wyników badań naukowych przeprowadzonych przez uczelnie — lub wchodzi z nimi w bezpośrednią współpracę. Dzięki temu powstają rozwiązania czy technologie, na które jest realne zapotrzebowanie rynkowe. Z własnego doświadczenia wiem, że współpraca z uczelniami znacznie skraca czas potrzebny na badania i wdrożenie innowacji. Bardzo dobrze uzupełnia kadrowe zaplecze przedsiębiorstwa, jeśli chodzi o kwestie naukowe. Z drugiej strony daje uczelniom wgląd w praktykę firm, co wpływa na sposób podejścia naukowców do przedsięwzięć biznesowych — opowiada Dariusz Świąder.

Finansowanie do korekty

Częstym problemem, który możemy wymienić w kontekście komercjalizacji innowacyjnych produktów, jest to, że aktywnośćnaukowców ucina się w momencie, w którym skończą się dotacje na projekt. Z tego powodu wiele ciekawych i innowacyjnych przedsięwzięć, które mogłyby wyjść na rynek, zostaje w murach uczelni.

— Granty — z punktu widzenia przedsiębiorców — są sposobem na finansowanie badań i podniesienie zarobków kadry naukowej do poziomu zbliżonego do biznesu. Naukowcy, kończąc projekt, przeważnie nie myślą o komercjalizacji, tylko pracują nad pozyskaniem finansowania dla kolejnego przedsięwzięcia. Ponadto w sytuacji, gdy prawa do innowacji zostają na uczelni, przedsiębiorca i naukowiec nie mają motywacji do tego, żeby kontynuować projekt, komercjalizować go i dalej na nim zarabiać. Rozwiązaniem mogłoby być stworzenie systemu współdzielenia praw autorskich i dzielenia się zyskami między uczelnią, naukowcem i firmą w ustalonych proporcjach — dywaguje Jarosław Gracel.

Dlatego uważa, że sposób organizacji finansowania innowacji powinien być skorygowany — bo podstawą działalności B+R firm jest jej długofalowość, jasność reguł i nagradzanie za włożony wysiłek. Na te aspekty należy położyć według niego większy nacisk.

— Potrzebne są stałe reguły podatkowe, brak kar w postaci niezaliczania w koszty podatkowe wydatków na nietrafione badania prowadzone przez przedsiębiorców lub te, które nie wygenerowały dużych zysków oraz nagrody dla tych, którym udało się skomercjalizować innowacje — wymienia Dariusz Świąder. Następny ważny aspekt to dobra infrastruktura — kiedy jej nie ma, trudno mówić o efektywnej współpracy między tymi dwoma z pozoru odległymi światami.

Przez błędy do innowacji

Dariusz Świąder podkreśla, że potrzebne jest nowe podejście. Obu stronom powinno zależeć na premiowaniu innowacyjności i wzrostu gospodarczego, tymczasem rzeczywistość wygląda tak, że mnożone są procedury i regulacje, które odnoszą skutek odwrotny do zamierzonego — i zniechęcają do współpracy.

— W praktyce to nowe podejście oznaczałoby wdrożenie rozwiązań instytucjonalnych, działających na poziomie państwa, które np. poprzez system ulg podatkowych czy narzędzi finansowych ułatwiałoby współpracę nauki i biznesu. Pewnym uproszczeniem mogłaby też być platforma, która pozwalałaby kojarzyć biznes zainteresowany daną dziedziną badawczą z jednostką naukową, która ma kompetencje, by realizować projekt. Ale też, z drugiej strony, trzeba pozwolić działać niewidzialnej ręce rynku. Skoro jest popyt, pojawi się i podaż. Jest to oczywiście proces dłuższy, ale bardziej organiczny. Brak stymulacji z zewnątrz powoduje, że potencjalnie może on być trwalszy — uważa Dariusz Świąder.

Kolejnym ważnym elementem jest nauka realizowania projektów. Duża część początkujących biznesów czy działań innowacyjnych nie kończy się rynkowym sukcesem — nawet gdy są inicjowane w Dolinie Krzemowej.

— Wszyscy, którzy wykładają pieniądze, mają tego świadomość. Szeroko rozumiany rynek, w tym czynnik państwowy, powinien premiować sukces, ale też liczyć się z ryzykiem pomyłki, bez nakładania niepotrzebnej presji kar i administracyjnych konsekwencji. Błędy są stałym elementem poszukiwań i są czymś naturalnym przy tworzeniu innowacji — podsumowuje Dariusz Świąder. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paulina Kostro

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Przedsiębiorcy i naukowcy są sobie potrzebni